Podkast #20: O ścieżce jogi kundalini i jej transformacji Aga Bera i Tomek Wiński

Paź 30, 2020 | Podcast

Witajcie w podcaście Akademia Kundalini Jogi z Agą. Dzisiejszym gościem podcastu jest Tomasz Wiński. Witam Cię Tomek!

Cześć Aga, cześć wszystkim! Sat Nam.

Podkast znajdziesz także w:

iTunes: https://apple.co/3oD6wxb

Spotify: https://spoti.fi/387oF0v

Tomasz jest nauczycielem jogi kundalini. Oprócz tego tez astrologiem i hipnoterapeutą. Mam nadzieję, że wymieniłam wszystkie te rzeczy. Dzisiejszy podcast poświęcony jodze kundalini, w szczególności, chociaż prawdopodobnie te inne rzeczy, którymi się zajmujesz, też mają wpływ na Twoją praktykę jogi kundalini i sposób, w jaki nauczysz jogi kundalini. 

Słuchajcie, w dzisiejszym podcaście opowiemy Wam nasze doświadczenie z praktyką jogi kundalini jako nauczyciele i jako uczniowie, studenci jogi kundalini. Tomasz, powiedz mi, jak długo praktykujesz jogę kundalini?

Jogę kundalini praktykuję gdzieś chyba od 2006 roku, jeśli dobrze pamiętam. Natomiast w ogóle z jogą się zetknąłem 24 lata temu, około 30. Teraz mam około 54 lata. Do 30 byłem takim „zwyczajnym” facetem, jadłem w McDonaldzie, paliłem papierosy. Natomiast to zawsze przychodzi taki moment przebudzenia. 

No właśnie, pamiętasz, jak to się stało nagle, że od takiego trybu życia, często mówimy normalnego, ale to nawet dla mnie nie jest normalny tryb życia, takiego nieświadomego trybu życia, stylu życia, że nastąpiło to przebudzenie? Pamiętasz ten moment, jak to się stało, że się zainteresowałeś jogą?

To było takie dosyć przypadkowe, ponieważ nie ma przypadków. Byłem akurat w takim momencie życia, kiedy zastanawiałam się, co ze sobą zrobić. Poznałem koleżankę, która chodziła do szkoły ezoterycznej. Byłem totalnym ateistą, tylko szkiełko i oko. Myślałem, że po śmierci umieramy i jest koniec filmu. Potraktowałem to trochę jako rozrywkę. Trafiłem do szkoły, to była Akademia Astrologii w Łodzi. Wtedy Łódź była modna. Były szkoły, mieszkanie wynająłem, bo miałem taką pracę, że mogłem sobie jeździć po Polsce. Pierwsze trzy miesiące zmieniły moje życie zupełnie. 

Astrologicznie to był moment, kiedy Neptun wszedł mi na ascendent, to dla astrologów mówię. Neptun jest zawsze związany, tranzyty Neptuna ze zwrotem duchowym życia. Albo człowiek się zmienia, idzie w duchową stronę życia, albo się stacza.

Właśnie, bo Ty już wtedy zajmowałeś się astrologią, czy jeszcze nie?

Nie. To było jednocześnie. Wtedy byłem taki niewierny Tomasz, musiałem we wszystko palec włożyć. Próbowałem wszystkiego, co było na rynku. Z tego wszystkiego została mi joga i astrologia. Hipnoza przyszła później, ileś lat później. Natomiast to naprawdę się okazało, że świat nie jest tylko materialny i to zupełnie zmieniło mój światopogląd. 

Pamiętam, że mój pierwszy nauczyciel jogi był Rosjaninem. Niektórzy go może znają, Luczis. Pamiętam taki warsztat wyjazdowy w Wiśle, w górach, gdzie była pełna sala, nas było chyba 80 osób. Robiliśmy ćwiczenia podnoszenia energii kundalini. Na ośrodku wczasowym była taka skrzynka transformator, on wybuchł w trakcie naszych ćwiczeń. Moje wejście w jogę było takie z przytupem.

Z wybuchem. Przebojowe.

Tak. Tak jest z joga, że albo się zakochasz od pierwszego wejrzenia, albo nie. 

Dokładnie.

Znowu praktykowałem dużo sam. Pamiętam, kupiłem sobie nawet książkę Iyengara „Światło jogi”, robiłem te ćwiczenia. To dawało jakiś tam efekt. Chodziłem na różne style jogi. Potem jak wróciłem do Warszawy, to była joga Iyengara, bo to był taki dostępny na rynku, Krija joga, ashtanga. Wszystko, co było na rynku, próbowałem, aż wreszcie koleżanka mi powiedziała, że jest taka kundalini joga, żebyśmy poszli. Właśnie. To było ciekawe. Do momentu jak spotkałem kundalini jogę, jeździłem na te różne warsztaty i zawsze ludzie opowiadali na warsztatach, że czują to, tamto. A ja zawsze patrzyłem na nich dziwnie, bo nic nie czułem. 

Jak poszedłem na moje pierwsze zajęcia jogi kundalini, to była moja taka pierwsza Basic Spinal Energy Series. Podstawowa krija dla kręgosłupa. Matko, jaka to była energia. Po prostu się zakochałem w kundalini jodze i od razu chciałem jechać na kurs nauczycielski. Wtedy mój nauczyciel Hari Dev – niektórzy go pewnie znają, Hari Dev i Sarab Jot prowadzili te warsztaty. Oni zrobili pierwszy kurs nauczycielski w Polsce. On powiedział „Nie jedź do Anglii, my tu zrobimy”. Czekałem na ten kurs nauczycielski prawie dwa lata. Codziennie ćwiczyłem. Także to była miłość od pierwszego wejrzenia.

Tak, dokładnie. Mam podobnie. U mnie też tak było. Miałam długą tradycję praktyki wcześniejszej. Zaczęłam praktykować jogę, jak miałam 20 lat, jeszcze na studiach. Też było tak jak u Ciebie. Pierwsza praktyka z książką, nawet nie na zajęciach, jakieś ćwiczenia. 

Pamiętam, że nie wiedziałam jak mam oddychać, po prostu robiłam te pozycje i już czułam, że coś jest inaczej. Już ciągnęło, że ja z dnia na dzień przestałam imprezować. Wiesz, na studiach imprezy, a ja wstawałam wcześnie, bo chciałam wcześnie to zrobić, żeby zdążyć przed pracą. 

Pracowałam na studiach, więc wstawałam przed nią i nie mogłam chodzić późno spać, bo mi tak zależało na tej praktyce porannej. Po kilku latach była ashtanga, wszystkie rzeczy. Bardzo intensywnie praktykowałam ashtangę i pamiętam ten moment, kiedy o kundalini jodze przeczytałam, nawet nie praktykowałam, po prostu przeczytałam o niej w internecie i po prostu poczułam, że to jest ta joga, która chce. Podobnie jak Ty. 

Później pamiętam też moją pierwszą praktykę, to też miałam takie, że listopad, pada deszcz. W Kopenhadze to już w ogóle jest taki dzień wietrzny, a ja wychodzę i wydaje mi się, że jest tak pięknie. Zawsze mówię, że widziałam przez różowe okulary. Po prostu czułam, jakbym była ponad ziemią. Też poczułam tak mocno. Moją pierwszą praktyką była praktyka na nerki, nadnercza. Mało tego, moją pierwszą praktyką, która w ogóle zrobiłam, było online. Znalazłam sobie praktykę na YouTubie i zrobiłam ją online i poczułam mocno. To było niesamowite. 

To jest tak, że albo się zakochujesz od pierwszego wejrzenia, albo nie. Obserwuję, jak ludzie przychodzą na zajęcia, to wygląda to tak, że przychodzą, są zafascynowani, to są jakieś dwa-trzy miesiące testy. Powiedzmy 60% ludzi po trzech miesiącach, znika, więcej się nie pojawia. Te techniki są tak silne, że one bardzo szybko zmieniają nas energetycznie i za tym zmieniają nasze życie. To jest podświadomy proces. 

Jeśli chodzimy dwa-trzy miesiące, nasz umysł się broni przed zmianą. To jest ten właśnie krytyczny moment, kiedy przychodzi do Ciebie Morfeusz do Neo i daje mu te dwie pigułki, czerwoną i niebieską. Jak weźmiesz czerwoną, to zobaczysz, dokąd pobiegł królik. A jak weźmiesz niebieską, to wrócisz do swojego dotychczasowego życia i zapomnisz, co tu się stało. Dużo osób w tym momencie bierze właśnie ta niebieską pigułkę. Natomiast jak weźmiesz tą czerwoną, to rzeczywiście zobaczysz, co jest dalej.

Tak, tez to zaobserwowałam. Zresztą pewnie spotykasz się pewnie z tym na co dzień, że osoby do mnie piszą „Agnieszka, ale coś takiego dziwnego się dzieje. Na początku było super, ale teraz wszystko się zmienia” ludzie się boją tego, ale wiadomo, to jest taka transformacja. 

Pamiętam pierwszy rok mojej praktyki. Mój pierwszy rok, ja to uwielbiałam, podobało mi się, ale nigdy nie byłam w takim burzliwym czasie mojego życia. Wszystko się zmieniło do góry nogami. Ile u mnie chodziło złości, emocji. Byłam jeszcze w bardzo toksycznym związku, który tak naprawdę mi pomógł. Przez to, że był taki toksyczny, to jeszcze bardziej wychodziły te wszystkie rzeczy ze mnie. 

Powiem Ci jeszcze, że zauważyłam, że to jest prawda. Albo się zakochasz, albo nienawidzisz. Zauważyłam, że tak ekstremalnie, albo się zakochasz, albo czujesz nic, takie zero. Takie osoby odchodzą. Te osoby, które są nastawione na to, że to nie dla nich, to później wracają. Po pół roku, po roku, bo coś u nich, moim zdaniem podświadomość im mówi.

Pamięta.

Tak, to było tak mocne. Na początku podświadomość mówi „Nie, ja tego nie będę robiła, to nie dla mnie”, ale to zostaje i wracają. Dlatego też kwalifikuję trzy różne osobowości, które przychodzą na kundalini jogę. Też jest tak, nam się zdarza wszystkim razem, że na początku jest bardzo dużo fascynacji, nam się wydają te różowe okulary, że lecimy ponad światem, joga kundalini jest niesamowita. Później te momenty, rzeczy opadają.

Przychodzi tak zwany shaktipat.

Dokładnie. Powiedz o tym shaktipat, bo ludzie często się o to pytają. Chciałabym posłuchać, jak powiesz, o co chodzi. 

Moje wejście w kundalini jogę było zupełnie na całego, na 100%. Po mniej więcej dwóch latach, po półtora roku poszedłem na kurs nauczycielski, oczywiście straciłem pracę w trakcie kursu nauczycielskiego. W ogóle tym, co się zastanawiają nad kursem nauczycielskim, to powiem, że jak się zdecydowałem na kurs nauczycielski, to nie miałem pojęcia, skąd wezmę na to pieniądze. Totalnie. Ponieważ to w ogóle nie było w zasięgu moich możliwości finansowych wtedy. Zarabiałem jakieś tam pieniądze, to była tam dwu, czy trzykrotność mojej pensji, ale wiedziałem, że chcę to zrobić. Umówiłem się, wpłaciłem pierwszą ratę, a potem pieniądze przyszły. Natomiast to była najlepsza inwestycja w moim życiu. Tak jak dzisiaj to oceniam.

Przepraszam, tylko Ci wtrącę, dlatego, że miałam identycznie. Po prostu ten moment, kiedy dowiedziałam się o kursie, powiedziałam, że nieważne. Wtedy też byłam w takim dołku finansowym. Mówię „Nie wiem, jak to zrobię, po prostu pieniądze się znajdą”. Zapisałam się i napisałam, jak wpłacę. I wiesz, co się okazało? Dwa tygodnie po zapisaniu się na kurs, po prostu poczułam, że muszę się zapisać, a pieniądze pojawią się, poczułam, że na pewno się pojawią. Dostałam zwrot podatku w dwa tygodnie później, który był praktycznie równą kwotą tego kursu. Niesamowite. Kontynuuj.

Bo to właśnie tak jest, że trzeba wysłać tę informację w kosmos. Idę na kurs nauczycielski, wtedy kosmos oczyści drogę. Kosmos Ci wszystko da, jeżeli to jest dla Ciebie, to na pewno środki się znajdą. 

Jak szedłem na kurs nauczycielski, nie miałem w głowie czegoś takiego, że będę kiedykolwiek uczył kogoś jogi kundalini. Traktowałem to jako swoją praktykę. To rzeczywiście taka głęboka transformacja. Chociaż już w trakcie kursu, pod koniec, nauczyciel mi powiedział, że trzeba zacząć uczyć, także zacząłem uczyć. To jakoś samo poszło. Potem po kursie dostałem pracę na Ukrainie. Dziwnym zrządzeniem losu, gdzie nie było wtedy nauczycieli jogi kundalini. A jeszcze firma mi wynajęła mieszkanie 500 metrów od centrum jogi. Tak to się wszystko potoczyło samo. Bez żadnego wysiłku.

Co chciałem powiedzieć, że ta transformacja osobista, wiadomo, że trwa całe życie. Dopóki tutaj jesteśmy. Natomiast nam się zawsze wydaje, że kurs nauczycielski się skończył, to już najtrudniejsze za nami. Z reguły tak jest, przynajmniej w mojej sytuacji tak było, że jeszcze wszystko się kotłuje dwa lata po kursie. Dopiero potem zaczyna Ci się życie stabilizować. To jest tak, że zmienia się energia nasza. Podnosimy wibracje i w związku z tym zmienia się całe nasze życie. Zmienia się praca, zmieniają się ludzie, zmienia się otoczenie. Nie zawsze widzimy to, jako coś pozytywnego, ale z perspektywy czasu są to zmiany naprawdę pozytywne.

Tak, są korzystne. 

Pamiętam, że po kursie nauczycielskim, straciłem pracę w trakcie kursu, po kursie byłem bez pracy. Praktykowałem pięć godzin dziennie jogę. Oczywiście nie polecam, bo fanatyzm też jest niezdrowy. Tak to oceniam z tej perspektywy. Czasami za szybkie procesy tez nie są dobre. 

Dokładnie. Ale tak miało być wtedy.

Ale tak miało być. Wtedy dostałem tę pracę na Ukrainie właśnie. Joga kundalini zmieniła moje życie zupełnie. To jest tak, jakbym wszedł w jedną stronę i w pewnym momencie się ogarnął, odwrócił i poszedł w przeciwnym kierunku, tym prawidłowym. 

Nawet powiem inaczej. Jest taka ciekawa historia. Piszą o tym na stronie internetowej. Jak zacząłem się zajmować ezoteryką, to kilka takich jasnowidzących osób przepowiadało mi śmierć w wypadku samochodowym. Niezależnie od siebie zupełnie. Myślę, że to właśnie dzięki temu, że zrobiłem ten zwrot w swoim życiu, że poszedłem właśnie w tę stronę światła, zdołałem to zmienić. Dzięki temu jestem tutaj i rozmawiam z Tobą. Uważam, że życie jest fantastyczne.

Super. Tez pamiętam te wszystkie lata, te pierwsze lata. Było dokładnie tak, jak mówisz. Po kursie nauczycielskim, po praktykach, bo miałam jak Ty, że czekałam na mój kurs nauczycielski rok, bo nie chciano mnie przyjąć na pierwszy, bo trochę się spóźniłam, więc też z niecierpliwością czekałam na kurs, praktykowałam codziennie. 

Jeżeli chodzi o tą praktykę, to właśnie jest często tak na początku, że mamy tyle inspiracji, motywacji do praktyki. Zresztą widze tez jak moi jogini mówię do mnie „Aga, praktykuję tą i tę medytację dziennie”, myślę sobie „Wow, ja na teraz tak nie robię, żebym robiła aż tyle medytacji dziennie”. Zawsze mówię do nich „Spokojnie, bo to się może zmienić potem”. Jak za dużo sobie weźmiemy na głowę tej praktyki, to może być takie zniechęcenie. Ten shaktipat, o którym mówiliśmy.

Zaraz do tego wrócę.

To jest zupełnie naturalne. Zawsze też tłumacze, pamiętam, jak mój nauczyciel ashtangi jogi mówił o tym, że praktyka to są takie fale. Na początku jesteśmy na takiej wysokiej fali, wszystko jest wow, a później jest spadek. Na tym spodku bardzo dużo osób się wykrusza. A te osoby, które przetrzymają ten spadek, taki spadek motywacji, bo to głównie pewnie jest to. Albo jak nam się wydaje, że nie potrzebujemy tego, są jakieś trudności, coś się zaczyna zmieniać i wykruszają się. To jest ten moment, który najbardziej wzmacnia nas, jeżeli pozostaniem. Wtedy jest jeszcze wyższa fala. Tak cały czas na tej fali płyniemy.

Shaktipat to jest moment zniechęcenia. To jest taki moment próby. Ta energia jogi kundalini jest bardzo mocna i nas wystawia po prostu. Mistrzowie nas wystawiają na próbę. Jeżeli przejdziemy przez tę próbę, próbę ognia, to dobrze. Z czym się to w ogóle wiąże? Teraz się nad tym zastanawiam, że to się wiąże z tym, o czym mówił Yogi Bhadżana, że joga kundalini to nie jest ścieżka mnicha. To jest ścieżka dla człowieka, który żyje w społeczeństwie. On dla kogoś, kto normalnie funkcjonuje w społeczeństwie, normalnie pracuje, ma rodzinę, dzieci, przyjaciół, to nie jest ścieżka pustelnika. Tutaj jest bardzo ważne uziemienie. Bycie uziemionym. 

Znam dużo wspaniałych ludzi, którzy na przykład ze mną kończyli kurs nauczycielski i oni byli tak zafascynowani kundalini jogą, że zostawili prace i stwierdzili, że będą się zajmować tylko kundalini joga. Ta proza życia ich dopadał i z tych ludzi, którzy w ten sposób zaczynali, 70% dzisiaj już nie pamięta o kundalini jodze. Jest jeszcze druga strona tego medalu, że jak praktykujemy kundalini jogę, czujemy, że rośnie nasza energia, czujemy, że rośniemy, tutaj też trzeba bardzo uważać na ego i wszystko, co z tym związane. Bo w pewnym momencie czujemy się już tacy mądrzy i zaczynamy patrzeć na swoich nauczycieli bardzo krytycznie. Zawsze się śmieje z ludzi, którzy do mnie przychodzą na jogę, jak zaczynają mnie nazywać „Mistrzu”. Nie stawiajcie swojego nauczyciela na piedestale. Nawet Yogi Bhadżana nie stawiajmy na piedestale, bo każdy z nas jest normalnym człowiekiem. Gdybym był mistrzem, to by mnie tu nie było, albo był w tym ciele subtelnym, jak Mahawatar Babadżi. 

Dokładnie.

Dopóki tutaj jesteśmy, to każdy z nas ma swoje wady i to jest tak, że kiedy człowiek zaczyna rosnąć energetycznie, to zaczyna patrzeć krytycznie na swojego nauczyciela. Okazuje się, że on wcale nie jest idealny. Jak to, to wszystko jest nieprawda? Tutaj często następuje, może nastąpić taki zwrot. Zwłaszcza że moi nauczyciele też nie byli idealni. Miałem mój shaktipat jeszcze na kursie nauczycielskim, gdzie dwa lata non stop robiłem kundalini jogę, dzień w dzień. A na kursie nauczycielskim przestałem ćwiczyć. Co prawda dzięki Bogu było to przez tydzień.

Brakowało Ci zarazem.

Ogarnąłem się szybko, ale właśnie tak jest. Jest dużo nauczycieli. Od każdego można brać coś dobrego, ode mnie, od Ciebie, od Yogina Bhadżana, od kogoś innego. Natomiast nie otaczajmy ich aureolą. Bierzmy od nich to, czego mogą nas nauczyć i trzymajmy to, dziękujmy im za to i idźmy dalej. Nikt z nas nie jest idealny.

Dokładnie. Nauczyciele, które nam przekazują tę praktykę, jak Ty, jak ja, jak inni nauczyciele, to jesteśmy też po to, żeby przekazywać to i żeby pomóc odkryć innym osobom, że tak naprawdę to w środku u nas jest, tylko jak pomagamy, to przeprowadzamy. Troszeczkę podobnie jest z rodzicami. Jak byliśmy mali, to nasi mama i tata byli bohaterami i nagle jest taki moment, że pomyślisz sobie, że oni faktycznie nie są tacy perfekcyjni. Też jest takie shaktipat. Tu jest podobnie. Nawet ta historia, która w tym roku pojawiła się z Yogi Bhadżanem. Ile osób odeszło od praktyki jogi kundalini, dlatego, że nie czują się, to jest oczywiście bardzo delikatna sprawa.

Uważam, że w ogóle całe 3HO, ono się odcięło od korzeni. Odcinając się od Yogi Bhadżana odcięli od złotego łańcucha mistrzów. To jest najgorsze, co mogli zrobić. Znowu, Yogi Bhadżan, nie wiemy, jak to było. Nikt z nas nie może tego oceniać, bo nie wiemy, jak to było. Mamy tylko relacje jednej strony. 

Tak naprawdę to był też człowiek, z krwi i kości. Tylko na przykład miał też swoje różne przyzwyczajenia. Na przykład pasjami uwielbiał Snickersy, ktoś mi kiedyś opowiadał z jego nauczycieli, którzy byli z nim blisko. Trzeba zobaczyć w nim normalnego człowieka, który jeśli chodzi o jogę, był geniuszem. On nam zostawił kilka tysięcy genialnych Krija medytacji. Tam nie ma jakiejś praktyki złej. Tam każda Krija, każda medytacja, którą weźmiesz, jest po prostu genialna. Nie starczy życia, żeby to wszystko wypróbować.

Tak, jest też dopasowana właśnie dla nas. Co jest genialne w tych praktykach, że to jest dopasowane dla osób mieszkających w miastach, mających swoje rodziny, czyli też on tę praktykę taką przygotował. Przetransformował lekko. Stąd jest też niezrozumienie, że kundalini jest niebezpieczna.

Ona jest niebezpieczna.

Ona nie była uczona pierwotnie, była troszeczkę zmieniona, przetransformowana właśnie, przygotowana dla nas. Może też powiedzmy, bo nasi słuchacze nie wiedza, o czym mówimy, co się stało z Yogi Bhadżanem. Może powiemy, o czym mówimy. Czy Ty chcesz powiedzieć?

Mogę powiedzieć dwa słowa, Ty możesz dodać.

Yogi Bhadżan miał asystentkę Pamelę. W którym roku zmarł Yogi Bhadżan? W 2008? 

Jakoś tak.

Która po 12 latach stwierdziła, że wyda książkę, w której opisała, że była w ciąży z Yogi Bhadżanem. Teraz tak, czy to jest prawda, czy nie, nie wiem. To prawdopodobnie tylko ona wie na ile w tym jest prawdy, na ile w tym nie ma prawdy. Ja tę książkę mam w domu. Powiem szczerze, że mam mieszane uczucia na ten temat. Natomiast po pierwsze samo to, że ta książka została wydana 12 lat po śmierci i duże pieniądze na tej książce zarabia, to jest jeden fakt. Ktoś oskarżony nie może się bronić. 

Sam mogę powiedzieć z perspektywy mężczyzny. Mężczyzny nauczyciela kundalini jogi. Ja wiele razy się z tym spotkałem, że będąc mężczyzną, wiele razy widziałem, że kobiety przychodzą na moje zajęcia nie po to, żeby ćwiczyć jogę, tylko przychodzą dla mnie. Zawsze po zajęciach się tam obejmujemy, rozmowy. Od jakiegoś czasu zacząłem zwracać na to uwagę. Kiedyś mi się zdarzyła taka sytuacja, jestem bardzo przyjacielskim, otwartym człowiekiem, ta relacja była bardzo poufała i po prostu narosło tyle plotek, zresztą potem słyszałem od różnych ludzi różne niestworzone historie na swój temat, zupełnie wyssane z palca. 

Tutaj trzeba być bardzo ostrożnym, zanim zaczniemy kogoś oskarżać. Poza tym to całe dochodzenie przeprowadzone przez organizację 3HO nie było przeprowadzone rzetelnie. Było przeprowadzone przez zaprzyjaźnioną firmę, która być może chciała zarobić na tym pieniądze, która w ogóle nie zajmuje się tego typu rzeczami. Jeśli chcieli przeprowadzić jakieś rzeczywiście śledztwo, to powinni to zrobić, a oni tylko zebrali opinie osób poszkodowanych rzekomo. 

Z drugiej strony Yogi Bhadżan był bardzo szczególnym nauczycielem. On potrafił na kogoś nakrzyczeć, potrafił prowokować ludzi. Pamiętam Gurmukh Kaur Khalsa z Los Angeles, ona jest gwiazdą, która uczy gwiazdy Hollywood kundalini jogi. Ona opowiadała kiedyś swoją historię. Byłem na tych warsztatach, na których to opowiadała. Ona to czasem opowiada, że przychodzili do niej aktorzy, piosenkarze. Pojechała do Ahram do Espanioli, do Yogi Bhadżana, do mistrza. Pojechała tam na pare miesięcy. I Yogi Bhadżan jej kazał pielić grządki, pracować w ogrodzie. W tym pięknym stroju. 

Ona przez kilka miesięcy kopała w ziemi. Była taka wściekła na niego, było to najlepsze co Yogi Bhadżan mógł dla niej zrobić. On w ten sposób spacyfikował jej ego. Yogi Bhadżan sam mówił „Prowokuj uczniów”, to znaczy, to był taki człowiek, który widział konsekwencje tego, co robi i czasami krzyczał na ludzi, robił różne rzeczy, ale wiedząc, jakie będą tego konsekwencje, w takim sensie, najlepsze, dla tej osoby.

Dokładnie. Pamiętam też, że nie miałam możliwości uczestniczenia w zajęciach z nim na żywo, ale właśnie oglądając różne wykłady, zajęcia online na naszych kursach, szczególnie tego drugiego stopnia. Pamiętam, że był taki moment, że pomyślałam sobie, że jak on mówi do osób, tak jak Ty mówisz, obrażał ich czasami. Dopiero jak wysłuchało się od początku do końca, gdybyśmy usłyszeli takie fragmenty, to pomyślelibyśmy, że naprawdę nie był miły. Ale jeśli posłuchało się od początku do końca, był w tym sens. 

Powiem szczerze, że nigdy nie miałam sympatii do Yogi Bhadżana, jako człowieka, nie jako nauczyciela. Jako nauczyciela, mam dokładnie jak Ty, uważam, że to jest niesamowite, to co nam przekazał, jego praktyki krija, natomiast nigdy nie uważałam go za mojego guru. Nie miałam uwielbienia do Yogi Bhadżana. Czułam neutralnie, rozumiałam jego prowokacje, czy nauki, ale nigdy do mnie to nie przemawiało. 

Nie przemawiał do mnie taki mocny styl nauczania, ale wiedziałam, że ma w tym sens, dlaczego to robi. Jak wyszła ta sprawa na jaw teraz, to nie miałam takiego załamania jak wiele osób. Bardzo wiele osób, nauczycieli jogi kundalini uważało go za swojego nauczyciela, guru. Nagle, dowiadując się, niepotrzebnie uważano go za osobę…

Za Boga.

Tak, dokładnie. To jest duże rozczarowanie. Dlatego dużo osób jest obrażonych, rozczarowanych bardzo. Nie miałam na szczęście takiego rozczarowania, bo dla mnie to było takie ok, praktyka jest praktyką. Dużo osób się mnie pytało, jak ja do tego podejdę, ale ja podchodzę do tego nadal tak samo. Praktyka zostaje praktyką. Nie można ująć tej praktyki, tego wszystkiego, czego nauczyliśmy się od Yogi Bhadżana. Nigdy nie miałam uwielbienia do Yogi Bhadżana i dalej go nie mam. Teraz ta sytuacja bardziej to pogłębiła, tak jak mówisz, nie wiadomo, jaka jest prawda, ale z drugiej strony, cokolwiek by zrobił, jest człowiekiem i każdy z nas popełnia błędy. 

Każdy z nas popełnia błędy. Każdy z nas ma prawo do błędów. Karma każdego człowieka jest jego własną karmą. Śmieję się z tego tak trochę, uważam, że jeśli rzeczywiście Yogi Bhadżan to zrobił, to w tej chwili już z tej karmy jest uwolniony. Tyle pomyj co się na niego wylało przez ostatnie pół roku, jak to Yogi Bhadżan powiedział „Nie osądzaj, nie potępiaj, nie pouczaj”. Jeśli osądzasz kogoś, to bierzesz na siebie 30% jego karmy. Jest jeszcze jedna rzecz w tej całej historii, żeby zakończyć ten temat. Wiele osób zarzuca, że praktyki Yogi Bhadżana nie są oryginalne. Rozumiesz, o co chodzi?

Tak. Nawet, że mantry są nieoryginalne.

Jak ja do tego podchodzę. Dwie sprawy są tutaj. Pierwsza sprawa jest taka, że Yogi Bhadżan, on był mistrzem jogi. On tak naprawdę bazował na tradycji, natomiast on te praktyki brał z Akarshy. To one do niego po prostu przychodziły. Przecież to nie jest tak, że on te kilka tysięcy kriji i medytacji dostał w przekazie zapisanych gdzieś na kawałkach papirusu. On te praktyki tworzył w połączeniu z linią mistrzów. Ludzie często, zwłaszcza jak zaczynamy praktykować jogę kundalini, zaczynamy uczyć, tam są podane czasy. Na przykład to ćwiczenie 5,5 minuty, drugie ćwiczenie 3,5 minuty. Rozumiesz, o co chodzi?

Tak.

Ludzie czasem patrzą na mnie i się zastanawiają, dlaczego nie robię 3,5 minuty, tylko 3 minuty, albo 5 minut. To właśnie o to chodzi, że jak jesteś w tym stanie flow, czujesz grupę na zajęciach, to czujesz, czy to ćwiczenie już weszło, czy jeszcze nie. Może trzeba troszeczkę pociągnąć, a może już wystarczy i można przejść do następnego. Stąd te dziwne czasy na różnych krijach. Czasami gdzieś krija jest opisana z innym czasie, a w innej książce z innym czasem. To trzeba zrozumieć. Druga sprawa jest taka, jak w ogóle ta linia była utworzona. Ta linia oczywiście bazuje na tradycji Sikhów. W tradycji Sikhów mamy dziesięciu oświeconych mistrzów, którzy są guru, nauczycielami. Dziesięciu oświeconych mistrzów. Pierwszym mistrzem był Guru Nanak. To był rzeczywiście oświecony mistrz, który miał syna Baba Siri Chanda. Baba Siri Chand był również oświeconym joginem do takiego stopnia, że osiągnął stan fizycznej nieśmiertelności za życia. Ostatni raz, jak go widziano, miał około 150 lat. Zawsze, przez całe swoje życie był w ciele kilkunastoletniego chłopca. To jest tak zwane złote ciało. Baba Siri Chand – jemu Guru Nanak dał za zadanie „nawrócenie” wszystkich joginów wtedy. Bo wtedy było dużo tych joginów, fakirów, którzy osiągali rzeczywiście te magiczne zdolności, które niekoniecznie wykorzystywali prawidłowo. Baba Siri Chand wędrował po całych Indiach przez całe swoje życie, prostował życie tych joginów, a jednocześnie zbierał te wszystkie praktyki. Jest taka słynna opowieść o spotkaniu Guru Ran Dasa, czyli czwartego guru z Sikhu z Baba Siri Chandem, gdzie tak naprawdę Baba Siri Chand przekazał Guru Ran Dasowi inicjację Radżajowi. Guru Ran Das, który był też takim osobistym nauczycielem Yogi Bhadżana. Można być czyimś osobistym nauczycielem, nie spotykając się nawet fizycznie. To jak do mnie czasem Yogi Bhadżan pojawia się na różnych warsztatach. Czuję jego energię i parę osób jasnowidzących powiedziało mi, że go rzeczywiście widzieli na warsztatach. To na tym polega, że ta tak zwana „Złota linia mistrzów”, przez Yogi Bhajana, Guru Ran Dasa, ona idzie głęboko w tradycję. Jeżeli praktykujemy kundalini jogę i w pewnym momencie odcinamy się od Yogi Bhajana, to tak naprawdę odcinasz się od tej całej tradycji. To jakbyś praktykowała piłkę nożną bez trenera.

Dokładnie. 

Aleśmy się zagadali.

Ten rok 2020 to jest atak transformacja, więc to wszystko tez wychodzi akurat teraz, więc też ma to pewnie swój sens. Pomyślałam sobie nawet, że kto wie, teraz wchodzę w to głęboko, ale to też jest następna prowokacja Yogi Bhajana.

Tak.

Jego prowokacja, jak my na to zareagujemy, teraz to wyszło na jaw. To jest znowu takie shaktipat dla nas.

Dokładnie tak. On tam po prostu siedzi i się przygląda.  A w ogóle dla tych, co nie wiedza, Yogi Bhadżan w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku mówił o tym, co się teraz będzie działo. Co prawda on myślał, że to będzie trochę wcześniej, gdzieś w dziewięćdziesiątych latach, natomiast on przewidział, że przyjdzie taki okres, właśnie jak teraz. Kiedy to wszystko, cały nasz system posypie się w gruzy i ludzie będą wariować. To, co jest teraz ważne kochani, to po prostu praktykować, utrzymywać medytacyjny stan umysłu, cokolwiek by się nie działo.

Dokładnie.

Cokolwiek by się nie działo, być w neutralnym stanie.

To się tak czuje. Możemy o tym mówić, czy jak słyszymy, że ktoś coś powie, ale spróbujcie sobie. Dzisiaj rano prowadziłam medytację, tak to czuć, to jest od razu równowaga w naszym całym systemie. Nie raz pamiętam moment, jak zaczęła się ta cała pandemia, jakoś marzec-kwiecień, to pamiętam, że wzięły się u mnie poranne praktyki. Tak jak u Ciebie, to i u mnie wzięły się w tym momencie, dlatego, że ja przebudziłam się i jakoś dzień wcześniej, wieczór wcześniej dowiedziałam się kilku niesympatycznych rzeczy, że akurat ojciec mojego syna stracił pracę we Włoszech, tyle tych takich tragicznych rzeczy i mówię sobie „Ojej, co tu się dzieje, faktycznie, do czego to zmierza?”. 

Obudziłam się w takim lęku i musiałam się połączyć z kimś, chciałam z kimś medytować. Wtedy włączyłam na Instagramie praktykę i powiedziałam sobie „Kto chce ze mną medytować, robimy to razem”. Poczułam, że nie chcę sama, tylko chce poczuć grupę. To się zaczęło tworzyć. Osoby zaczęły dołączać do tej praktyki. Ta transformacja, tego samego dnia miałam zupełnie inne samopoczucie. Więc takie momenty będziemy mieli. Teraz jest dla nas próba, takie momenty, że możemy wpaść w lęk, ale praktyka to od razu zmieni. To jest niesamowite narzędzie.

Ja z kolei pamiętam w marcu, jak siedziałem, mi to przyszło w medytacji, że mam zacząć robić zajęcia online. Robiłem je od 4:30 rano, ale za to są to bezpłatne zajęcia. Ktoś poświęca swój czas. Jak jesteśmy chociaż online, jak możemy się połączyć w grupie, to jest siła. Wspierać się, korespondować, dzwonić do siebie i być w tej rodzinie.

My też uczymy się nowych demension, wymiarów. Jest to dla nas strefa komfortu, z której musimy wyjść, bo nadal jeszcze wiele osób mówi „Jak mogę praktykować online, jak inaczej jest w grupie”. Zgadzam się z tym, ponieważ teraz miałam kilka wyjazdów jogowych i spotkałam się z dziewczynami, joginami. To też była inna energia. 

Natomiast cały czas uważam, że naszym zadaniem jest to wyjście z tej strefy komfortu i musimy nauczyć się, że jest to możliwe, praktykowanie z grupą. W moim Sat Nam klubie wiesz, bo byłeś gościem, więc tam też dopiero później zdałam sobie sprawę. Kiedy prowadzę zajęcia, to jestem tak, jak Ty. Jak jesteś, to jesteś na ekranie, ale nie widzisz osób. Dopiero zdałam sobie sprawę, jaka to jest grupa osób, jak te osoby siebie nawzajem wspierają. Zdarzyło mi się dwa razy. 

Wczoraj mi się zdarzyło na naszym spotkaniu, że nie było widać Ciebie i mnie na tym spotkaniu i od razu dostałam wiadomości, że coś się dzieje. Tak samo miałam podobnie jednego dnia, kiedy praktykowaliśmy i była burza. Nagle wszystko się wyłączyło. Mówię „Kurcze, przecież prowadzę teraz zajęcia”, w trakcie kriji wszystko się wyłączyło. Chyba 20 minut, zanim to wszystko się włączyło znowu. Wszyscy czekali, to było niesamowite. To jest też takie niesamowite, że w tym samym momencie jestem w Kopenhadze, ktoś w Warszawie, tutaj jest południe Polski jeszcze ktoś z Manchesteru. 

Są czasami ludzie, którzy mieszkają w takich malutkich miejscowościach, gdzie nigdy noga jogina nie stanęła. To jest też fantastyczne, że wszyscy mogą w dzisiejszych czasach brać udział. Nie tylko ci, którzy są w Kopenhadze, czy w Manchesterze, czy w Warszawie.

Dokładnie. O tym mówił Yogi Bhadżan, że w erze wodnika będzie to w końcu możliwe, joga jest dla wszystkich, nie tylko dla wybranych. kiedyś, tak jak mówisz, były duże miasta, tam były studia jogi, albo trzeba było nawet jechać dalej znaleźć swojego nauczyciela w Indiach, czy dalekiej podróży. A teraz dla wszystkich jest to dostępne. To jest niesamowite. Oprócz tego mówisz, że Yogi Bhadżan przewidział, on też powiedział o tym, że będzie taki czas, że te wszystkie złe rzeczy będą o nim mówione. On też o tym powiedział wcześniej.

Tak naprawdę te czasy dopiero się zaczęły. Najtrudniejsze jest przed nami dopiero. Bardzo ważne w dzisiejszych czasach jest trzymać czystość umysłu. Trzymać neutralny stan umysłu. To jest naprawdę ważne. Jak mówił Yogi Bhajan „Być latarnią dla innych”. Co możemy zrobić w tych czasach? Nie możemy wyjść na ulice i zmienić tego, bo nas, ludzi świadomych jest za mało. To jest w porównaniu, jak się wyjdzie w Warszawie na ulicę, to wszyscy chodzą w maskach, czasami potrzeba 0 minut, żebym wreszcie zobaczył, że ktoś idzie bez maski. Co możemy zrobić? Możemy pracować ze sobą, nad sobą, zmieniać siebie i zmieniać swoją energię. Przez to, po tym, będąc między ludźmi, przez samą swoją obecność, zmieniać innych. Jak to Yogi Bhajan mówił „Macie być latarnią morską”.

Dokładnie. Często mnie się też osoby pytają, bo są zafascynowane praktyką jogi kundalini i pytają się, co mają zrobić, bo czują, że ich mąż też powinien to zrobić, ich siostra. Zawsze mówię, żeby tego nie robili. Dlatego, że jak my to robimy, wysyłamy ich na siłę, to te osoby jeszcze bardziej odchodzą. Właśnie bądź tą latarnią, rób to sam/sama, ja się już na tym przekonałam na każdym kroku. Kiedy tak robię, kiedy moją praktyką, moją własną transformacją widzę, jak zarażają się inne osoby. 

Tak miałam z moją mamą. Mojej mamie nigdy nie powiedziałam, że ma to robić, czy coś. Ona sama. Nie było to na drugi dzień, tylko trwało kilka lat, ale widze, jak ona dopiero to zauważyła. Teraz do mnie dzwoni i mówi „Aga, wiesz co, te mantry, jak sobie je puściłam, to nie chcę oglądać telewizji”, słuchała często telewizji i się nastawiała na te wszystkie rzeczy, co się działy w Polsce. 

I w końcu postanowiła. Mówi „Faktycznie, zamiast tej telewizji, włączę sobie mantry”. A nigdy nie mówiłam, że ma tak zrobić. Tak samo miałam z moim partnerem, który tak naprawdę oświadczył mi na początku „Ty możesz sobie praktykować tę jogę, bardzo Cię za to szanuję, ale ja nigdy tego nie będę robił”, a ja mówię „Ale nie musisz”. Nawet nie minął miesiąc, kiedy on zaczął praktykować. Na tym to polega. Kiedy zmuszamy, na siłę chcemy je przekonać, nie ma możliwości, bądźmy latarnią.

Tego nie można robić, bo zamieniamy się wtedy w fanatyków. W takich fanatyków, którzy spalili Jerozolimę, bo chcieli wszystkich nawrócić na swoją wiarę. Każdy człowiek jest sam odpowiedzialny za swoją karmę i kiedy będzie gotowy, to zmieni się w takim stopniu, w jakim się zmieni.

Powiedz mi Tomek, jak teraz pewnie będziemy już zaraz kończyć nasz temat, ale powiedz jeszcze, na zakończenie jak wygląda Twoja praktyka. Dość często ludzie są ciekawi. Mnie się pytają, jak ja praktykuję, chcą się zainspirować. Więc jak wygląda Twoja praktyka codzienna? 

Ja sobie praktykę zmieniam. Powiem tak, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Staram się praktykować codziennie, ale po prostu tyle lat tłukłem tą kundalini jogę, że po prostu nauczyłem się słuchać swojego ciała. Czasem robię sobie lazy dni. Oczywiście staram się zawsze trzymać jakieś minimum. Zrobić jakieś powitania słońca, zrobić jakieś medytacje. Mam takie okresy, kiedy ćwiczę ostro. Na przykład na wiosnę skończyłem taką praktykę „365 dni”. To jest praktyka, robiłem ją po raz trzeci w moim życiu. 

Maha Ridhi Siddhi Krija to jest praktyka na prosperity, bardzo silna. Mam też takie okresy, kiedy mam lenia i to też jest ok kochani. Jeśli Wam się to zdarzy, to jest zupełnie normalne. Być może ciało czasami potrzebuje troszeczkę odpoczynku. Trzeba o nie zadbać, pójść sobie na masaż, zrobić kąpiel. Wiem, że Twoje dziewczyny to robią, z Żakliną rozmawiałem. 40 dni, czy 90 dni praktyki. To powinniśmy robić i ja to robię. Ale od czasu do czasu daje sobie trochę odpocząć. To też jest tak, że z biegiem czasu, praktykując kundalini jogę, wytwarza Ci się pewien taki, jeszcze Sat Nam Rasayan praktykuję, wytwarza Ci się taki jeden stan umysłu, medytacyjny stan umysłu, który coraz dłużej udaje się osiągnąć.  

Na początku tylko podczas medytacji albo po medytacji. Potem możesz już w ten stan wchodzić sobie w ciągu dnia, w trakcie pracy, idąc po ulicy, czy będąc w sklepie. Życie nas wybija z tego bardzo skutecznie. Nie żyjemy w Ashramie, ale do tego dążymy, żeby być w tym neutralnym stanie umysłu.

Dokładnie. Ja też mam takie dni, szczególnie jak sobie zrobię dłuższą praktykę, 90 dni, albo 40-90 dni, to czasami zrobię sobie taki dzień przerwy. Czuję, że nie mogę od razu wskoczyć w nową praktykę. Muszę mieć taki moment przetrawienia tego. Wtedy sobie robię taką przerwę na chwilę, w tej codziennej, tej samej medytacji. Zawsze sobie zrobię powitanie słońca, czy rozgrzewkę.

Żeby trochę dla ciała być. 

Dokładnie. Ale po paru dniach zaczyna mi tego brakować. Już czuję, że potrzebuje znowu. To jest trochę jakby nasze dobre uzależnienie, można powiedzieć. 

Tak, to jest pozytywne uzależnienie. To, co mówiłaś, jest bardzo ważne, że czasami zrobimy te 90, czy 40 dni, to trzeba dać ciału, systemowi nerwowemu czas na to, żeby to zintegrował. 

Dokładnie. No właśnie i tego wszystkim Wam życzymy również, że tak jest. Powiem Wam, naszym słuchaczom, z naszego doświadczenia, pewnie wiele osób, które już praktykuje dłużej, to jest normalne, że na początku jest motywacja, inspiracja taka, że nam się wydaje, że będziemy to robić 5 godzin dziennie. Moje joginki niektóre te z tak praktykują, mają dzieci, pracę i mówią „Praktykuje rano i wieczorem”, wtedy sobie myślę wow, że tyle czasu mają, żeby to robić, bo sama nawet tak nie robię. Będzie też ten moment kryzysu. 

Kiedy jest ten moment spadku motywacji, to wtedy słuchajcie, włączcie sobie podcast, na przykład ten podcast, pojedźcie sobie na warsztaty, spotkajcie się z nauczycielem, porozmawiajcie z grupą. Powiedzcie o tym, czy Ty masz swoją stronę, fanpejdż, ja też mam, czy grupę na Facebooku. Wtedy nawet podzielić się tym, napisać „Czuję, że odchodzę od tego, mam lenia”, tak niektóre osoby piszą i od razu jest inna energia, bo inne osoby mówią, że też tak miały, spotkajmy się czy coś. Naprawdę, sama zauważyłam, że mam takie dni, bo tez mam takie dni.

To zadzwoń do mnie.

Że odrabiam zadanie domowe. Że siadam i robię medytację, a nawet nie mam ochoty. Ale wiem, że ją odrabiam. Potrzebuje wtedy czasu, żeby wyjechać gdzieś. Znaczy teraz, nie można tak dużo jeździć, ale żeby zrobić jakiś warsztat, żeby z kimś porozmawiać, zadzwonić do Tomka i porozmawiać o jodze kundalini. To jest bardzo ważne, żeby się wspierać w tych momentach. 

Ja też powiem Ci, że zacząłem robić teraz wbrew całemu lockdownowi, zacząłem robić raz w tygodniu zajęcia. Okazuje się, że to jest ważne, jak ludzie do mnie zaczęli dzwonić „Tomek, jak to dobrze, że zacząłeś robić zajęcia stacjonarne, bo to jest takie potrzebne, ten kontakt”. Czasem osoby są same i wiadomo, jak nie masz od nikogo wsparcia, to jest ciężko. Czasem nawet po zajęciach wypić razem herbatę, przytulić się, pogadać to jest bezcenne. 

Dokładnie. Tego też potrzebujemy. Mam nadzieję, że mimo to, że coraz więcej pracy zdalne, praktyki zdalnej i te wszystkie rzeczy, które mają nam pomóc, ale też nadal będziemy pamiętać, że były takie momenty, żeby znaleźć ten moment. Zresztą widziała w te wakacje, miałam trzy wyjazdy jogowe. Jaka to była energia, połączenie osób, które były tam i praktyka. To jest też wsparcie na późniejszą, dalszą praktykę. 

Mówię zawsze do swoich uczniów, do osób, które się u mnie praktykują, żeby nauczyć się własnej praktyki, bo też możemy się łatwo uzależnić od grupy. Że czasami niektóre osoby nie potrafią usiąść do swojej własnej medytacji, praktyki, dlatego, że tylko potrafią to zrobić, nauczyć się z grupą. 

Dlatego mówię „Nie, spróbuj dwie rzeczy, spróbuj usiąść sama, zrobić medytację bez przewodnika, bez włączenia nauczyciela. Naucz się medytacji i spróbuj zrobić sama”. Raz w tygodniu, a kilka razy z grupą. Żeby były te dwie. To jest zupełnie inna praktyka, próbując sobie ją zrobić samemu, żeby się nie uzależniać. Mamy bardzo dużo różnych możliwości i wypróbowania poczucia się jak to jest w takiej praktyce. Bardzo ważna jest grupa.

Powiem Ci jeszcze, robię te zajęcia „Joga w Wibracjach Serca” poranne. Mam już 72 zajęcia na YouTubie i czasami sam sobie włączam. 

Sam ze sobą.

Sam ze sobą śpiewasz. W ogóle to jest fantastyczne uczucie. Nie wiem, czy próbowałaś robić sama ze sobą.

Też próbowałam. To akurat powiem wszystkim, którzy mają moim zdaniem, mogą być blokady w czakrze gardła, z tym że nagrywając siebie, słuchając swój głos, na początku każdy z nas mówi, że nie może siebie słuchać, to jest nienormalne. Teraz, jak siebie słucham, w ogóle nie mam takich problemów, pewnie Ty też nie. 

To jest miłe, sam ze sobą słuchasz. Już w ogóle pewnie nie przejmuję się tym, że dostaje krytykę, że powiedziałam, bo to nie razi mnie. To jest przejście, czuję jaka ta transformacja była dla mnie. Usłyszeć swój głos nagrany. Prawda jest taka, że sama ze sobą praktykuję. Na przykład robię raz w tygodniu jupiter. Często właśnie robię sobie ten jupiter z nagraniem, które mam ja, bo wtedy nie muszę pilnować tego czasu, tylko pilnuje sobie, kiedy sama do siebie mówisz.

A wiesz co Ci jeszcze powiem? Jest ciekawe, nie wiem, czy próbowałaś, jak śpiewasz jakąś mantrę samą ze sobą, leci to nagranie z komputera. Czasami próbuję śpiewać pół tonu wyżej. Boże, jakie to genialne. 

Muszę wypróbować. 

Wtedy się bardzo energetycznie robi. Śpiewasz pół tonu albo ton wyżej. Spróbuj się tak dopasować i wtedy wychodzi taka harmonia. To jest niesamowite.

Muszę to wypróbować koniecznie. 

Tomasz, Dziękuję Ci bardzo za rozmowę, za inspirację. Mam nadzieję też, że jeżeli macie jakiekolwiek pytania, aha jeszcze Wam przypomnę. Tomasz prowadzi zajęcia na Facebooku.

Tak, na moim fanpejdżu, na Facebooku. Zawsze dzień, dwa dni wcześniej ogłaszam, bo czasem gdzieś wyjadę. W trakcie tego pierwszego lockdownu robiłem codziennie, natomiast teraz robię z reguły raz w tygodniu. Trzeba liknąć mój Facebook i wtedy wam wyskoczy. W ogóle na moim kanale YouTube są wszystkie dotychczasowe zajęcia, także można sobie na chybił trafił coś otworzyć i popraktykować.

Ja Wam zalinkuję.

Jak ktoś chce pieniędzy, prosperity, to jest bardzo fajna lekcja numer 67. 

67, super. 

Lekcja numer 67.

Fajnie, dzięki bardzo. Ja Wam zalinkuję YouTube i fanpejdż Tomka. Przy okazji myślę, że nagramy kiedyś, może się Tomasz zgodzisz, bo Tomek jest też astrologiem i hipnoterapeutą, więc jak takie tematy Was interesują, to też bardzo chętnie nagram z Tomkiem rozmowę na ten temat. Jeśli macie ochotę sobie wykonać, dostać swój własny horoskop, to możecie się zgłosić do Tomka. Ja już się zapisałam. 

Mamy już w kalendarzu. Oczywiście, bardzo chętnie. Jeżeli ktoś chce, to piszcie do mnie. Czy przez Agę, czy ze mną się kontaktujcie. Mam nadzieję, że nie zanudziliśmy tutaj nikogo.

Też mam taką nadzieję. Najwyżej zostało wyłączone wcześniej. Mam nadzieję, że jesteście do końca. Dziękuję Wam bardzo, dziękuję Tobie Tomasz. Dziękuję wszystkim za uwagę, za wysłuchanie i zapraszam już niedługo na następny podcast.

Dziękuję za zaproszenie. Sat Nam!

Sat Nam!

Bądź w kontakcie z Aga Yoga

Zapisz się do newslettera

Pozostań ze mną w kontakcie, zapisz się do mojego newslettera
z inspirującymi artykułami o jodze i jogowym stylu życia.

.