Podkast #19: Czy emocje są złe? Rozmowa z Kasią Zielińską

Wrz 28, 2020 | Podcast

Witajcie w podcaście Akademia Kundalini Jogi z Agą. Na dzisiejszy podcast zaprosiłam Kasię Zielińską. Kasia Zielińska jest nauczycielką jogi, osobą wprowadzającą do uzdrawiania. Kasia ma też swoje Studio Jogi w Pobiedziskach, koło Poznania. Zajmuje się uzdrawianiem od 6 lat. Tak naprawdę mi się wydaje, że tą uzdrowicielką byłaś od dawna. 

Podkast znajdziesz na platformach:

Spotify 

iTunes

YouTube

Stitcher

Wersja tekstowa podkastu:

Witam Cię Kasiu!

Witam Cię serdecznie oraz wszystkich, którzy słuchają.

Słuchajcie, przed samym spotkaniem zapytałam Kasi jak mam ją przedstawić, dla mnie Kasia jest uzdrowicielką, ponieważ w każdych momentach, kiedy potrzebuję pomocy, kiedy chcę coś utworzyć, to piszę do Kasi „Kasia, masz czas?” i wtedy mi pomaga. 

Kieruję do Kasi wiele osób, które przychodzą i przychodzą, mają problemy i chcą sobie coś pootwierać, uzdrowić. Wtedy zawsze kieruję do Kasi. Dla mnie Kasia jest heelerką i uzdrowicielka, ale powiedziałaś mi „Nie, ja jestem osobą wprowadzającą”. 

Rozumiem to tak dlatego, że pewnie sama o tym powiesz, ale czuję, że nasze ciało, my jesteśmy w stanie sami siebie uzdrowić, tylko potrzebujemy tego naprowadzenia. Potrzebujemy narzędzi do tego i właśnie takiej osoby, który nas przy tym podtrzymuje i nas wspiera, o to chodziło Kasiu?

Tak, dokładnie o to chodziło. Każdy z nas ma takiego wewnętrznego uzdrowiciela, który wie jak to wszystko zrobić, jak nam pomóc w wyjściu w takich trudnych sytuacjach, natomiast w związku z tym, że dorastamy w takich, a nie innych warunkach, że jesteśmy obdarowani różnego rodzaju programami nałożonymi przez proces edukacji, samego dorastania. Bardzo często ten uzdrowiciel jest zaklepany, zakopany i ja pomagam w tym, żeby się do niego dokopać – i żeby przede wszystkim emocje, bo to one nas tak zakopują i nie pozwalają pewnych rzeczy zrobić, pójść do przodu. Pomagam powyciągać te emocje, zweryfikować je i czasami w ogóle nazwać, bo nie zawsze mamy takie kompetencje językowe, żeby danej emocji dać rzeczy słowne. 

Rzadko jest tak, z moich oczywiście doświadczeń, że jesteśmy od dziecka, przynajmniej moje roczniki, nie byliśmy nauczeni nazywania emocji. Dzieci jak gdyby na czuja pewne rzeczy nazywały, ale nie do końca. Jeśli nie nazwiemy danej emocji i nie wypowiemy jej, nie wyrzucimy z siebie, to ona się po prostu w nas kotwiczy, na niej tworzą się programy, na programach tworzą się problemy i tak dalej. Teraz więc chodzi o to, żeby to wszystko zlokalizować, wyprowadzić z ciała i pozwolić prowadzić swojemu wewnętrznemu uzdrowicielowi.

Czyli jeżeli najważniejsze jest to, żebyśmy nazwali emocje i wtedy samo nazwanie emocji, ja zawsze myślałam, że ważne jest rozpoznanie, że te emocje w sobie mam, ale faktycznie, jak je nazwę, to łatwiej mi je rozpoznać. Jakie być wyróżniła emocje? Jakie są emocje?

Mamy przede wszystkim dwa podstawowe uczucia. To jest miłość i strach. One są takie jak światło i ciemność. Dzięki nim odróżniamy je obydwie. Ani jedna, ani druga bez siebie istnieć nie mogą, nie możemy ich identyfikować. Natomiast na ich bazie, z nich wywodzą się emocje, uczucia. Jeśli chodzi o miłość, to mamy wdzięczność, radość, euforię i wszystkie inne pozytywne emocje. Natomiast jeśli chodzi o strach, to przede wszystkim jest nienawiść, zazdrość, zawiść, bezsilność. 

To są takie główne, z którymi ja się spotykam, a które wbrew pozorom jest trudno ludziom zlokalizować u siebie, a dwa, nazwać. Często problem leży też nie w tym, że my nie umiemy tego zrobić, ale jest nam jakby głupio, że komuś zawiścimy albo zazdrościmy, bo to jest społecznie źle widziane, natomiast emocja jest, jaka jest. Przychodzi do nas i ważne jest, żebyśmy się z nią nie identyfikowali, bo ona jest emocją, nie nami, tylko żebyśmy zobaczyli, że ona się w nas pojawiła, podziękować jej, że nam pokazała, co poczuliśmy i pozwolić jej odejść. 

Tak powinno to być w idealnym zestawie nas samych. Ktoś przychodzi, nam pokazuje, a my dziękujemy i idziemy dalej. Natomiast bardzo często my to chowamy do siebie, zagrzebujemy w jakiejś części ciała, która zaczyna po jakimś czasie boleć, niedomagać i potem się robią „hocki-klocki” tak zwane, w życiu. 

Ostatnio też spotkałam się z takim powiedzeniem „Złość, czy zawiść to są złe emocje”. Wtedy pomyślałam sobie, że nie ma złych emocji. 

Te wszystkie emocje mamy przytulić, mamy, tak jak Ty powiedziałaś, rozpoznać, podziękować im. Często spotykam się z tym, że nazywamy zazdrość, czy zawiść. Nie widzę tego, jako złe emocje, tylko to są emocje desperacji, smutku. 

Bezradności wobec tego, co nas spotyka, albo co nas nie spotyka. Takie nazwanie braku w swoim życiu.

Dokładnie. Teraz na przykład spotykasz osobę, czy pracujesz z osobą, której pomagasz się uzdrowić, która ma takie emocje, więc powiesz jej „Dobrze, nazwij je, przytul je, poczuj tę emocję i wtedy pozwól jej odejść”, to pomaga?

Tak. Pracuję wieloma technikami, natomiast taką moją ulubiona jest techniką Theta Healing. To jest technika, w której osoba, z która pracuje, jest wprowadzana na stan umysłu Theta, czyli to są te fale, na których my już jesteśmy przed zaśnięciem, czyli moment, w którym jesteśmy wyciszeni, ale jeszcze nie zasnęliśmy. 

Wtedy jest taka najlepsza komunikacja z duszą, która prowadzi nas w tym całym procesie i osoba, która jest w tym stanie, w zależności od tego, czym się zajmujemy, czy zajmujemy się jakimiś sprawami z tego wcielenia, albo z poprzednich wcieleń, sięgamy do tego miejsca, wydarzenia, która jest źródłem i przyczyną tego, co akurat doskwiera danej osobie w życiu. 

Poprzez wejście w tę sytuację, ale pod kątem takiego pobycia, wibracji tej sytuacji, czyli odnalezienia wszystkich emocji, uczuć, które się tam zadziały. Nie wiesz, rozgrzebywania ran i rozdrapywania tego, tylko zlokalizowania co ja wtedy czułem/czułam. W momencie, kiedy wyciągniemy te emocje, nazwiemy je głośno, to one się uwalniają. W związku z tym, że od dziecka mam dar jasnowidzenia, w momencie, kiedy osoba nazwie daną emocję, będąc w tym stanie, ja dostaję takie potwierdzenie od wszechświata, że właśnie dokładnie o tę emocję chodziło, albo nie o ta i szukamy wtedy dalej. Im mocniej, lepiej uda nam się zlokalizować tę emocję i ja nazwać, tym większy jest przepływ energetyczny danej sytuacji i kiedy odprowadzamy daną emocję. 

Później, po przeprowadzeniu tego procesu, w zasadzie wszystkie osoby mają identyczną reakcję w ciele. Jest ogromna ciężkość całego ciała. Przede wszystkim nóg i rąk. Ponieważ ten cały ciężar, który był zapisany w komórkach ciała, on jak gdyby wydobywa się na wierzch, pokazuje się. Po chwili, gdy ta osoba oswaja się z tym stanem i zobaczy ten ciężar, on po prostu ustępuje. To jest niesamowite, że naprawdę w zasadzie 99,99% osób, z którymi pracowałam, miały dokładnie to samo wrażenie na sam koniec sesji. Ogromną ciężkość w ciele.

Niesamowite. Zresztą ja też to rozpoznaje, bo miała z Tobą sesję. Ostatnio miałyśmy sesję razem, pamiętam, że pisałam do Ciebie, że po naszym spotkaniu czułam zmęczenie. Byłam tak zmęczona przez cały dzień. Także też to czułam.

Dokładnie. Bo później, jeszcze tylko dokończę. W momencie, gdy my pracujemy, następuje tak zwana defragmentacja dysku. Musi posypać się cały system, wszystkie komórki muszą się na nowo ułożyć, bo zawsze praca na poziomie energetycznym, duchowym, powoduje w ciele fizycznym. To, co mamy w ciele fizycznym, co nam się zadziewa i jest odbiciem tego, co się dzieje w tych wyższych ciałach. jeżeli tam posprzątaliśmy, to tu też musi nastąpić takie przeorganizowanie wszystkiego. Na to też idzie często energia.

Czyli zmiana na poziomie komórkowym?

Tak. To jest niesamowite w tym całym procesie, że następuje zmiana na poziomie komórkowym, czyli jest trwała, na najgłębszym poziomie, jaki może być.

Czyli jak się już zmienię, to już zostaje? Nie tylko rozmowa.

Tak.

Powiedz Kasiu, to mnie bardzo interesuje, jak wchodzimy w ten stan Theta. Znam stan Alfa. Stan Alfa jest wtedy, kiedy nasza prawa i lewa półkula się połączą. To też jest taki moment przed zaśnięciem. Theta jest jeszcze głębszym stanem, tak?

Tak. Jest stanem takiego naprawdę wyciszenia. W zasadzie nie umiem tego nazwać słowami. To jest stan, taki jak mamy w medytacji, czyli totalnego bycia tu i teraz, odcięcia się od tego, co jest poza naszym ciałem, ale jednocześnie jest świadomość, że to ciało jeszcze nie śpi, funkcjonuje.

Mówisz o medytacji. Zauważyłam, że podczas medytacji to nie jest stan stały. To są momenty, kiedy wchodzimy w ten Theta. Oczywiście to też zależy od naszego zaawansowania, praktyki medytacji. Z tego, co wiem, zaawansowani jogini też nie mają tego stanu od początku do końca. To są takie momenty, prawda?

Oczywiście mnie się nie udało uzyskać stanu permanentnego odcięcia od świata zewnętrznego. Takiego wiesz, żeby siedzieć godzinę czy półtorej i tylko być w tym. Inną sprawą jest też to, że nigdy nie mam czasu na tak długie medytacje stacjonarne. 

Lubię medytacje w ruchu, więc albo jest to taniec, albo joga, na którą chodzę jako uczeń do innych nauczycieli, albo wędrówka w górach, która też uwielbiam. To są stany medytacji, kiedy faktycznie jestem w stanie być w tej medytacji, ale w ruchu. 

Takie siedzenie, czyli ta klasyczna medytacja, mnie się jeszcze nie udało długo w tym pobyć. Nie odczuwam także potrzeby, żeby tak długo w tym być. Czasami zastanawiam się, czy jest konieczność takich długich medytacji, pozostawania w takim długim czasie medytacji. Jeżeli ktoś jest blisko siebie i wie, w którym miejscu jest, a akurat tak się zadziewa u mnie. Natomiast u osób, z którymi zaczynam pracować, posiedzenie w medytacji w takim długim czasie jest fizycznie niemożliwe. 

Jest trudne, tak. 

Bardzo trudne.

Jeżeli sobie nawet założymy, że muszę być pół godziny, czy godzinę, to jeszcze jest trudniejsze, bo wiemy, że musimy to przejść, zamiast się skupić na tym momencie, to skupiamy się, żeby przetrwać. Doskonale się z Tobą zgadzam. Powiedz, może o medytacjach. Jak T medytujesz? Jak czujesz tę medytację?

Jeśli chodzi o klasyczną medytację, czyli taką, w której siadam, to moja ulubiona jest po prostu kierowanie swojego oddechu i skanowanie swojego ciała. Masz uważność w swoim ciele. Patrzysz co się dzieje w głowie, szyi, barkach, rękach, czyli skanujesz swoje ciało od góry do dołu. 

W momencie, kiedy znajdę takie miejsce w swoim ciele, gdzie czuje jakiś większy dyskomfort, gdzie pokaże się emocja, czy uczucie, to daje jej uważność. Za naszą uważnością idzie energia. Za energią idzie proces samouzdrowienia. Teraz, jeżeli to poczuje dyskomfort w ciele, czyli nie jest to nazwane emocją, tylko to jest jakiś ból, blokada, to ja po prostu na nią patrzę z miłością. 

To miejsce samo się jak gdyby uzdrawia. Jedyną drogą do uzdrowienia jest miłość i zaopiekowanie. Tak samo jest ze wszystkimi emocjami. My je mamy zobaczyć, ukochać, podziękować im, że nam się ukazały, że pozwoliły nam tego doświadczyć i pozwolić im odejść. W tym procesie medytacji, gdzie ja siedzę i całe ciało oglądam, takie rzeczy, jeśli chodzi o mnie, się dzieją. 

Bardzo lubię medytacje prowadzone, gdzie udajesz się do konkretnego miejsca, w którym są elementy wszystkich żywiołów, które Cię prowadzą przez proces uwolnienia emocji, czy uczucia, z którym pracujemy. Teraz kiedy była kwarantanna w Polsce, w marcu, prowadziłam cyklicznie medytacje w sobotę rano dla joginów, moich uczniów. Co tydzień pracowaliśmy z poszczególnymi emocjami, tymi głównymi emocjami i uczuciami. Zawsze była to medytacja prowadzona, gdzie udawaliśmy się albo do jaskini, potoku, w zależności, z czym pracowaliśmy, do miejsc, gdzie mogły się one schować, ale też do miejsc, z których mogły wyjść. 

Zauważyłam, że właśnie takie aktywne uczestniczenie w procesie, czyli podążanie za moim głosem w dane miejsca bardzo ludziom się podobało, bardzo sobie chwalili te medytacje. To też jest jedna z takich fajniejszych i sprawdzających się medytacji.

Wracamy do momentu, kiedy mówisz, że jesteś tą osobą wprowadzającą w uzdrowienie. Czyli prowadzenie medytacji, to też jest osoba, która prowadzi nas i pomoże nam.

Tak. Resztę sami zrobimy.

Dokładnie. Pomyślałam też sobie, jak mówiłaś „Oceniając inne osoby”, czyli na przykład, kiedy łapie się na tym, że oceniamy. W kilka sekund mamy opinie. Obserwujemy sytuacje znajomych, osoby na ulicy i oceniamy. To jest taki moment, kiedy wydajemy osąd tej osobie, ale tak naprawdę jest to połączenie z naszymi emocjami. Jak Ty byś do tego podeszła?

To jest z jednej strony bardzo prosty temat, z drugiej strony złożony. Wyznaje zasadę, że nikt nie ma prawa mnie oceniać, tak samo, jak ja nie mam prawa oceniać nikogo. Tego się trzymamy. Natomiast w momencie, kiedy ocena jest dla mnie wyznacznikiem tego, czy coś jest dla mnie, czy nie dla mnie, czy dana rzecz, relacja będzie mnie budowała, czy niszczyła, wtedy dokonuje tej oceny. 

Nie dokonuję jej pod takim kątem, żeby komuś powiedzieć, że jest głupi, albo nie jest głupi, tylko czy dana sytuacji, dana osoba jest dla mnie karmiąca. Albo czy ja na przykład jestem dla niej karmiąca. Też oczywiście nie chodzi o to, żeby być dawca albo biorcą, ale żeby była ta wymiana energetyczna. 

Żeby zawsze było to flow. Nawet jeżeli sytuacja jest trudna i relacja jest trudna. Ocenianie kogoś, że jest głupi i go nie lubię, czasami mi jeszcze wskakuje taki stary program, natomiast później mówię sobie „No i co z tego? Jest, jaki jest” i zostawiam.

Oczywiście. Czasami sobie myślę, że właśnie widząc te rzeczy, wszechświat chce mi powiedzieć, co jest we mnie, czemu ta emocja jest we mnie. Mam pewne rzeczy, na które zwracam uwagę, albo w ogóle nie zwracam uwagi. 

Te rzeczy, na które zwracam uwagę, zastanawiając się, co oczywiście nie jest moim odkryciem, tylko psychologów, wiemy o tym, że to są rzeczy, które nas, my widzimy w sobie. Czyli na przykład robiąc jakiekolwiek posty, szczególnie w tych momentach trudnych, przypuśćmy, jestem na poście sokowym, teraz ostatnio przechodziłam różne takie rzeczy i w momencie kryzysowym zaczynałam się czepiać innych osób. 

Na przykład, dlaczego ta osoba tak je, a nie inaczej, jestem taka wymagająca wtedy, dlatego, że kieruje to do siebie. Dlatego w tym sensie tez pytałam, jakie emocje możemy rozpoznać.

Często jest tak, że dana osoba ma nam pokazać, ale często jest tak, że to my mamy jej pokazać o niej samej. W zależności, czy jesteś w danej sytuacji jako nauczyciel, czy jako uczeń, różnie się to zadziewa. 

O takiej sytuacji, o której mówisz, gdzie jesteś w specjalnej sytuacji swojego życia, która nie jest komfortowa, z nas zawsze wychodzą takie najtrudniejsze rzeczy. To jest fajne, bo mamy taką możliwość zobaczenia ich i przytulenia. Wychodzi z nas takie małe, bezradne dziecko, u którego kiedyś się coś zadziało w życiu, przy czym ono sobie nie poradziło. Właśnie w tej strefie dyskomfortu, w której się pojawia, to jak gdyby wychodzi. Wtedy trzeba przytulić i kochać i powiedzieć, że to już było, temu dziękujemy i zapraszamy nowe. 

Bardzo inspirujące. Powiem Ci, że teraz nawet jeszcze bardziej mnie motywuje, żeby przechodzić takie dni. Powiem Ci szczerze, że u mnie ostatnio są te posty. To jest tak, jak Ty mówisz. W tych dniach jestem czasami wkurzona, na mojego syna, partnera, więc w tym momencie sobie podejdę do tego inaczej, powiem sobie, że coś się dzieje u Ciebie Aga, wychodzi, przytul. Będę z tego korzystała, ale im powiem wcześniej, żeby się nie przejmowali.

Wiesz co, ja też tak mam. To nie jest tak, że pracuje jako uzdrowiciel i nie mam swoich rzeczy do przerobienia. Mam, bo miałam dzieciństwo, jakie miała, młodość też miałam, jaką miała i bardzo dużo miałam w tym niedotulenia. 

W momencie, kiedy jestem zmęczona, a jestem zmęczona raz na jakiś czas, bo pracuje dużo, ale kocham swoją pracę, a ciała fizyczne nie zawsze nadąża za moim tempem. Przychodzi taki moment, gdzie jestem wykończona i zaczyna się tak zwana „Jazda” u mnie, że zaczynam się w domu czepiać. Moja rodzina już wie, że matka osiągnęła stan krytyczny i trzeba ją ukochać. To ukochanie, nie dość, że to oni mi pokazują, że ukochanie jest ważne, to ja też zatrzymuję się i wiem, że znowu sobie dałam za mało uwagi i za mało troskliwości, miłości, zatrzymujemy się. 

Dokładnie. Bardzo mi się to podoba, motywuje. Mam nadzieję, że też naszych słuchaczy zmotywuje, żeby to zaobserwować. Teraz jeszcze mi się nawiązuje inne pytanie, w trakcie rozmowy. Zauważyłam to już dawno, że kiedy rozmawiamy ze sobą, powiedziałaś, że czujesz to, przeszedł dreszcz, czujesz tę energię. Ja też zaczęłam to rozpoznawać u siebie. Prowadząc zajęcia z jogi, nagle słyszę ten przekaz, nawet nie mój, ale czuje ciarki. Jak byś to nazwała? 

Każdy z nas żyje w swoim polu informacyjnym, rezonansowym, w którym mamy swoją prawdę, swoją historię, swoje doświadczenia. Oczywiście każdy ma inną, ale większość ludzi z naszego otoczenia, mamy pewne doświadczenia wspólne. Teraz kiedy ktoś wypowiada swoją prawdę i ona jest zgodna z Twoją prawda i prawda wyższą, to następuje tak zwany powrót fali energetycznej, takie sprzężenie zwrotne i to się objawia w ciele takimi ciarami. To jest bardzo fajne, jeżeli ktoś na tyle komunikuje się ze swoim ciałem, że ono zaczyna mu mówić, że to jest dobre, a to niedobre, jedz to, albo tamto, to zaczyna następować taki proces, że jak pomyślimy o czymś, co jest ważne dla nas, naszego rozwoju, to nagle przechodzą te ciary po ciele. 

To jest przepływ energetyczny, który płynie przez wszystkie czakry, od góry do dołu. Przechodzi przez czakrę koronę i dla nas, dla mnie przynajmniej, jest takim potwierdzeniem, że to, co ja mówię, nie jest tylko wytworem mojego ego, tylko to jest wyższa uniwersalna prawda, która nam nie spływa i za tym idzie energia. Z tym słowem, za tą myślą idzie energia. 

Niesamowite. Zaczęłam to naprawdę obserwować i to się dzieje coraz mocniej, coraz częściej w różnych sytuacjach.

Tak. Jak zauważysz, to ciało zaczyna współpracować. To się zaczyna dziać. Tak samo, jak z osobami, które są ciężko chore, umierające. Dlatego one są w takim stanie, bo straciły kontakt ze swoim ciałem fizycznym. 

Nawet jeżeli ktoś jest bardzo chory i postanowi dokonać takiej diametralnej zmiany, ja to nazywam zmianą kwantową w swoim życiu, gdzie chcę wszystko przewrócić do góry nogami, chce głębokiej, prawdziwej zmiany, to ciało zaczyna współpracować, pokazywać gdzie je boli, że w ogóle je boli. 

Mówi się, że rak nie boli, bo dusza się wyłącza, stwierdza, że nie ma nic do roboty, bo nie ma współpracy z ciałem fizycznym, więc po prostu trzeba się kolokwialnie zwinąć i wylogować. Natomiast jeśli my poczujemy tę głęboką chęć zmiany i ciało dostanie tę informację, ona zaczyna się powolutku z nami kontaktować. Teraz zaczyna najpierw pokazywać, że tu boli i tam, w dalszym procesie tej komunikacji jest przewodzenie tej energii, którą my odczuwamy, jako tak zwane ciary, albo ciepło, gorąco przy danej, konkretnej informacji.

Niesamowite. Bardzo się cieszę. Dzisiaj też miałam jedno pytanie do mojej porannej medytacji. Jedna z uczestniczek się zapytała, czy energię można usłyszeć, bo ona od pewnego czasu, kiedy zaczęła robić medytacje, słyszy jakiś dźwięk. Jakbyś to zinterpretowała?

Tak. Bardzo często słyszę, jak anioły śpiewają. To jest śpiew, którego nie jestem w stanie nazwać słowami. Zresztą energia jest nienazywalna słowami. Teraz już trochę mniej, ale na początku, jak zaczęłam się zawodowo zajmować uzdrawianiem, miałam problem z nazywaniem tego, co do mnie przychodzi. 

Język ludzki wydawał mi się bardzo infantylny. Teraz udało mi się to poukładać w słowa, natomiast bardzo często jest tak, że ta energia ma swój dźwięk i ma swój wizualny efekt w postaci kolorów, też nie umiem tego nazwać, mgły, pulsowania, ale to wszystko się zadziewa, tak jest. 

Czasami też sobie tak myślę, że tak jak my to widzimy, czy to są kolory, czy dźwięki, to też wszechświat daje nam. Ktoś może powiedzieć, że nie widzi tych kolorów, albo nie słyszy, ale inaczej to czuje. To jest bardzo indywidualne, co daje nam wszechświat, żebyśmy to zrozumieli. Każdy ma swoje inne widzenie kolorów, czy słyszenie tego.

Teoretycznie jest tak, że każdy ma zdolność do jasnowidzenia, jasnosłyszenia, jasnoczucia, jasnobycia. Tych jasno. Co to w ogóle oznacza? To oznacza, że Ty bez problemu, bez myślenia nad czymś, Ty wiesz, że coś jest takie, jakie jest. Każdy z nas ma tę zdolność. Natomiast w procesie naszego dorastania, dorastania jako dusza, czy w tym wcieleniu, czy w poprzednim nam się zadziały różne sytuacje. 

Na przykład kobiety spalone na stosie w poprzednich wcieleniach, całkowicie zamykają swoje zdolności jasnowidzenia. Bo wiedźmy, to są kobiety, które wiedzą i teraz w tym wcieleniu, pomimo tego, że mają ogromny potencjał energetyczny, ogromne zdolności, one w ogóle z tego nie korzystają, bo jest w nich tak wielki strach z poprzedniego wcielenia, gdzie one zginęły w bardzo straszny sposób, że zamknęły w sobie te zdolności. 

Sama na przykład mam dar jasnowidzenia, ale nie mam jasnowidzenia, daru, gdzie ja widzę. Wiem dane rzeczy, że są takie, że się wydarzyły, ale ich nie widzę. Jak obrazy, można widzieć coś jako film, przypominają Ci się te obrazy, albo tak jak ja mam, ja wiem o danej sytuacji. Dopiero jak dowiem się o nich, to one zaczynają mi się materializować, że zaczynam je widzieć, tak jakbym oglądała film. Każdy ma inny kanał otwarty, niektórzy mają wszystkie i w zależności co nam jest potrzebne w danym życiu, to z tego korzystamy.

Mam podobnie. Nie nazywam siebie osobą, która jasnowidzi, ale powiem, że też czuję to. 

Po prostu jasnoczujesz. 

Dokładnie. Chciałam Cię też zapytać o coś podobnego. Ostatnio spotkałam się często z dwoma określeniami, osoby świetliste i złe byty. Słyszałaś o tym?

Nigdy tego nie określałam. Ostatnio bardzo często mnie ludzie o to pytają. Zaczynają praktykę, medytacje i mówią, że nagle zaczyna się coś złego dziać. Podobno to są złe byty, które przeszkadzają nam w naszym rozwoju. Ja tego nie interpretuję, tylko sobie bardziej myślę, że to jest umysł, który nam blokuje. Jestem ciekawa Twojej opinii na ten temat.

Nie jesteśmy jedynymi istotami, które są na ziemi. Bez znaczenia jest, czy my w to wierzymy, czy nie. Nie jesteśmy jedynymi istotami, które są we wszechświecie. W zasadzie trzeba być ignorantem, żeby myśleć, że jesteśmy jedynymi w całym kosmosie ziemianami. 

Natomiast jest tak, że różnorakich bytów i tych dobrych i tych „złych”, chociaż nie lubię tego nazywać złymi bytami, tylko to są byty nisko wibracyjne, jest ich mnóstwo. Teraz tak samo, jak światło ma pokazać Ci, czym jest ciemność, tak samo ciemność ma Ci pokazać, czym jest jasność. Te niskowibracyjne byty są też po to, żeby nam pokazać, czy my chcemy być, czy chcemy mieć kontakt z ciemnością, czy chcemy mieć kontakt, że światłem. 

W każdym z nas jest pierwiastek ze światła i ciemności. Jedno bez drugiego nie może istnieć, nie może się identyfikować. Wszystko sprowadza się do wyboru. Za każdym razem do wyboru, po której stronie my chcemy być. Nie ważne jest, czy my wierzymy w te byty, czy my akceptujemy, czy nie, one po prostu są. Teraz pytanie, czy się będziemy nimi zajmować, czy będziemy na nich skupiać uwagę, a tam, gdzie nasza uwaga, tam nasza energia i zasilanie. 

Czy wybieramy światło i tam się na tym skupiamy, idzie tam cała nasza energia, która wraca, świetlista energia. Są takie byty, które są bardzo nisko wibracyjne i one podpinają się pod osoby, które mają bardzo ciężko w życiu. Dochodzi nawet do takich sytuacji, że są implantowane energetycznie, przeważnie są implantowane czakry i poprzez te implanty, te osoby są sterowane w taki sposób, żeby generowały sytuacje w swoim życiu, które będą ściągały jeszcze bardziej w dół. 

Faktycznie takie byty są, podczepiają się i takim ludziom jest bardzo ciężko. Mówię o osobach, które mają problemy z alkoholizmem, z narkotykami, z papierosami, ale przede wszystkim z używkami, które powodują odcinanie świadomości. Podstawowym prawem wszechświata jest prawo wolnej woli. Teraz, żeby takie byty zaistniały w naszym życiu, musi dojść do sytuacji, kiedy tracimy świadomość, czyli albo jesteśmy pod wpływem używek, gdzie nagle nas wycina, dusza wyskakuje z ciała, bo ona nie jest w stanie znieść tych niskich wibracji, które są w ciele, albo też na przykład jesteśmy w czasie operacji, gdzie też jest odcięcie świadomości i wtedy te byty, hulaj dusza, piekła nie ma, nie ma pana nad ciałem fizycznym i energetycznym, podpinamy się, a potem to ciało dojdzie. 

Mogę to tak nazwać, że to takie dojenie energii. Jesteś w takim ciężkim okresie swojego życia, nie możesz z tego wyjść, bo one Cię w tym utrzymują, Ty produkujesz cały czas niskie emocje, bo nie dość, że bierzesz toksyczne substancje do swojego ciała, które jeszcze bardziej zaniżają wibracje całego ciała, to jeszcze sobie mówisz „Boże, jaki jestem beznadziejny, nie potrafię tego przerwać, nie potrafię z tego wyjść”. To cały czas idzie w dół, a one sobie korzystają z tych emocji. Natomiast ważne jest, żeby nad tym się nie skupiać, tylko skupiać się nad tym, co nas karmi.

Dokładnie. Tutaj też ostatnie nasze czasy epidemii i emocji, które są z nią związane. W Polsce, emocje związane z naszym rządem. Zawsze to zauważam i mówię ludziom i mojej mamie, żebyśmy przestali fiksować w tym temacie, bo za każdym razem, kiedy obserwujemy i się złościmy na noszenie masek, na decyzję, to karmimy tym, tak jak ty mówisz, te złe byty. 

Tak to ostatnio zrozumiała i powiedziałam sobie „Koniec”. Oczywiście, jeżeli decyduję, że idę na protest i coś z tym zrobię, to to robię. Ale jeżeli mam być w domu i się denerwować, że to, że coś ktoś zrobił, a i tak nic z tym nie zrobię, to karmię tylko.

Jestem z wykształcenia uniwersyteckiego politologiem. Przez pięć lat byłam szkolona do manipulacji ludźmi, tak mogę to nazwać. Bo tym jest polityka. Kiedy dostała swój dyplom, a poszłam tam z taką intencją, że będę dziennikarzem, że będę głosiła prawdę, oczywiście w trakcie studiów, w trakcie praktyk pokazało się, że nie ma czegoś takiego jak wolność prasy, jest tylko jeden wielki układ i albo piszesz tak, jak Ci każe naczelny, albo Cię po prostu nie ma. W związku z czym, po pięciu latach studiów wyszłam z dyplomem i z płaczem. Mówię „Ja pierdzielę, co ja zrobiłam. Pięć lat zmarnowanych, gdzie ja jestem, co zrobiłam?”. 

Zajęło mi nie więcej niż dwa lata, pogodzenia się z tym i uczynienia tej całej wiedzy, która tam zdobyłam, umiejętności, kompetencji, uczyniłam z mojego dobrostanu. Bo ja z punktu widzę tę całą manipulację, która się zadziewa, w tym całym Matriksie, którym jesteśmy. To mi daje ogromną wolność. Od wielu lat nie oglądam już żadnych wiadomości, w ogóle nie oglądam telewizji. Jeżeli już włączam cokolwiek na monitorze w telewizorze, który wisi u mnie w domu od wielu lat i jest praktycznie nieużywany, to są fajne filmy, które dają mi cudowne odczucia. 

Natomiast całkowicie wyłączyłam radio, telewizję, ponieważ to jest jedna wielka manipulacja. Jest to manipulacja celowa, która ma utrzymać ludzi w niskich wibracjach, bo wtedy coś się dzieje. Człowiek jest bardziej sterowalny, szybciej choruje, w związku z czym firmy farmaceutyczne mogą zarabiać pieniądze i wszystko kręci się tak, jak powinno. 

Jeżeli na coś nie mamy wpływu, to my to zostawiamy. A na politykę wpływu nie mamy. Jeżeli komukolwiek wydaje się, że ma wpływ, niestety nie ma. Ja to mówię z pełną odpowiedzialnością politologa. Nie mamy na to wpływu. Mamy wpływ tylko na to, co tu i teraz w naszym życiu się zadziewa. Im w wyższej wibracji się utrzymujemy, tym lepiej dzieje się w naszym życiu. Sytuacje, które w jakikolwiek ściągają nas w dół, a nie mamy na nie wpływu, mówimy im „Dziękuję” i idziemy w swoją stronę.

Tak, skupiamy się na energii i miłości. Nasza praktyka, tym, co my czujemy i przyciągamy. Tak jak mówiłaś na początku, to jak coś odczuwam jako nauczyciel jogi, że skupiamy się na tych dobrych rzeczach, na energii, energii wdzięczności, energii miłości i zupełnie inaczej to wszystko się potem dzieje. 

Dokładnie. I kiedy robimy cokolwiek, ważne jest, żebyśmy zidentyfikowali, czy dana rzecz robimy z miłości, czyli dlatego, że pragniemy tego, że czujemy radość w związku z tym, że to wykonamy, czy daną rzecz robimy, nawet jeżeli to ma być dobrą rzeczą, na przykład ze strachem przed utratą innych. Czyli pomogę mojej mamie w wykonaniu czegoś, nawet jeżeli to jest niezgodne z tym, co czuję, ale potrzebuje akceptacji środowiska w postaci mamy. Nigdy coś zrodzone ze strachu nie da owocu. Czasami trzeba odmówić z miłości do siebie, żeby też zrobić tej drugiej osobie przestrzeń dla jej rozwoju. 

Kasiu, ale powiedz, bo takie pytanie mi się nasuwa, jak to rozpoznać? Jak rozpoznać, że coś jest ze strachu a jak rozpoznać, że coś jest z miłości?

Jeżeli robisz coś z miłości, to Twoje ciało się otwiera. Jest ogromna radość w ciele. Postawa ciała jest inna. Otwiera się klatka piersiowa, bo ta czakra serca zaczyna buzować. Jak małe dziecko, jeżeli coś chce zrobić super, to ono się wyrywa z rąk matki i biegnie tam. 

Natomiast jeżeli dziecko, bo dzieci mają niesamowitą zdolność wyczuwania, co jest dla nich, a co nie, to jest związane z tym, że one do siódmego roku życia mniej więcej funkcjonują na falach umysłu Beta, dzieci jak wiedzą, że coś jest nie dla nich, coś, co może je skrzywdzić, co może być dużym dyskomfortem, one się chowają za mamę. Jeżeli Ty, wchodząc w daną sytuację, czujesz, że się zaczynasz kulić, że coś Cię zaczyna w ciele boleć, to znaczy, że to może być albo nie dla Ciebie, albo odzywa się coś z przeszłości. I tu trzeba zadać sobie to pytanie. Z tym też można pracować w taki sposób, że mówisz sobie, czy to uczucie strachu jest teraz i ciało coś Ci pokaże, poprzez ciary. Albo mówisz, że to uczucie jest z przeszłości i wtedy ciało też Ci powie, że tak, albo nie. I albo to jest starego, to zaczynasz w tym głębiej pracować sam albo ze mną, albo od razu masz informację, że to nie jest sytuacja dla Ciebie, że nie będzie z tego nic dobrego, dziękujesz, idziesz dalej. 

Super, fajnie. Na pewno to będzie bardzo pomocne dla mnie samej. Niby wiem, ale też takie sytuacje się zdarzają, że nie jestem pewna. Mogę to zaaplikować w moim życiu. 

Kasiu, dziękuję Ci bardzo za te wszystkie sugestie. Chciałam też jeszcze jedną rzecz powiedzieć, bo Ty mówiłaś o tych medytacjach z emocjami, czyli prowadziłaś takie medytacji i zajmowałaś się każdą emocją osobno, tak?

Osobno, tak. Szukaliśmy jej w ciele i ją uwalnialiśmy.

Super. Szkoda, że akurat wtedy nie wiedziałam o tym, bo bym spróbowała chętnie. Ale mam nadzieję, że kiedyś będę miała jeszcze okazje.

Myślę, że tak, bo część osób mnie do tego namawia, żebym do tego wróciła. Też ci, którzy nie przepracowali tego, a wiedzą, że są, także kto wie. Są online, także na pewno będziesz mogła skorzystać.

Super. Dziękuję Ci bardzo za dzisiejsze spotkanie!

Dziękuję również.

Wszystkim Wam, jeśli dotarliście do tego momentu, że już dziękuję, że jesteście z nami do końca, jeżeli macie jakiekolwiek pytania do Kasi, czy o tę naszą rozmowę, to proszę, napiszcie w komentarzu. 

Oczywiście zalinkuje kontakt z Kasią, także możecie się z nią skontaktować. Wiem, że Kasia przyjmuje osoby, które chcą jej pomocy, fizycznie w Poznaniu?

Nie. Teraz jestem online. Jeżeli ktoś jest z tak daleka, jak Ty, to wtedy online. Jest nagranie, więc można je zobaczyć.

Wiem, że kiedyś miałaś swój gabinet, teraz go nie ma. Jest w Pobiedziskach albo online. Ale polecam bardzo online, od początku z niego korzystam i to jest niesamowite, co często się działo. 

Dziękuję Ci jeszcze raz.

Dziękuję Ci również.

W takiej dobrej energii jestem teraz, bardzo się cieszę, w takiej energii serca.

Cudownego dnia!

Cudownego dnia, dziękuję!

Bądź w kontakcie z Aga Yoga

Zapisz się do newslettera

Pozostań ze mną w kontakcie, zapisz się do mojego newslettera
z inspirującymi artykułami o jodze i jogowym stylu życia.

.