Podcast #29: Moja Wielka Transformacja | Rozmowa Alicja z Surowo.mi

wrz 26, 2021 | Podcast

Dzisiaj poznamy historię Alicji, która prowadzi konto na Instagramie Surowo.mi. 

Alicja jest inspiracją bardzo wielu osób, również moją, do surowego jedzenia i do picia soków, zajmuje się też irydologią. 

Porozmawiamy o drodze jak dojść do surowego jedzenia i picia soków. 

Podcast znajdziesz na platformach:

Spotify 

iTunes

YouTube

Stitcher

Muzyka użyta w podcaście:

Hansu Jot – Sat Narayan Haree Narayan

Niełatwa droga Alicji

Droga Alicji do surowego odżywiania była długa. 13 lat była wegetarianką, spożywała więc produkty odzwierzęce. Później zdecydowała się przejść na weganizm, ale nie do końca to czuła – dlatego, że bardzo mocno kombinowała z przygotowywaniem posiłków. Miała bowiem w głowie myśli, że trzeba jeść odpowiednią ilość białka, tłuszczów, węglowodanów, co, jak i z czym łączyć. Była w swoim podejściu bardzo radykalna. Do tego stopnia, że wszystkie swoje posiłki ważyła, sprawdzała ilość białka, to, czy zgadza się tzw. makro. Była też osobą bardzo aktywną fizycznie, bardzo dużo trenowała na siłowni, robiła nawet 5-6 treningów w ciągu tygodnia. 

Robiła tak, ponieważ bardzo chciała podobać się sobie i zaakceptować siebie taką, jaka była. Robiła to, mimo że w środku była rozbita na milion kawałków – w wieku 26 lat dostała od lekarza diagnozę, która mówiła o tym, że nigdy nie będzie miała dzieci. To właśnie od tego zaczęła się jej przygoda z próbą akceptacji siebie takiej, jaka była, nadrabiając to wyglądem zewnętrznym – doskonała figura, doskonały wygląd, treningi na siłowni, mierzenie się, ważenie, czy aby napewno wszystko się zgadza, odmierzanie posiłków. 

To wszystko było jej ucieczką, jej – w pewnym sensie – medytacją, czyli pójście na siłownię, założenie słuchawek, włączenie sobie muzyki, bycie samej ze sobą. Choć wtedy było jej bardzo ciężko, dzisiaj mówi o tym szczerze, otwarcie i nie ma z tym najmniejszego problemu. Jeszcze 3-4 lata temu nie byłaby w stanie o tym opowiadać. Myśl o tym, że jest kobietą, która nigdy nie będzie miała potomstwa, bo lekarz jej powiedział, że nigdy nie będzie go miała, powodowała u niej ogromny stres i łzy. 

Mimo że nigdy nie korzystała z żadnej pomocy psychologicznej, uważa, że miała depresję, która trwała około dwóch lat. Czuła się do tego stopnia źle, że nie potrafiła i nie chciała spotykać się ze znajomymi, wychodzić z domu, wiązało się to bowiem z różnymi komentarzami. Znajomi myśleli, że są one zabawne. Były to komentarze w stylu: „na co czekacie? Dlaczego nie macie jeszcze dzieci?”. Koledzy męża Alicji żartowali, że mogą nauczyć go, jak się robi dzieci. 

Takie sytuacje były dla niej niezwykle przykre, dlatego nie chciała tego słuchać. Zamknęła się więc w domu, zaczęła spędzać czas sama ze sobą, ale nie pomagało jej to w żadnym stopniu. W pewnym momencie poczuła do siebie nienawiść, czuła się wybrakowana, jakby była niekompletną kobietą. Unikała bliższych relacji z mężem, bo wydawało jej się, że jest mało atrakcyjna. Uważała, że prawdziwa kobieta musi urodzić dziecko, bo inaczej nie będzie akceptowana przez społeczeństwo. 

Czas na zmiany

Wszystko zmieniło się wtedy, kiedy zaczęła pracę nad sobą. Nie mając jeszcze nawet maty do jogi, usiadła w pokoju, zamknęła oczy, popłakała się i zrozumiała, że przecież  jej całe życie nie może tak wyglądać. Zadała sobie pytanie, dlaczego się tak dzieje, czego ma ją to nauczyć. 

Jak sama mówi, jej przygoda zaczęła się tak naprawdę od jogi kundalini. Razem z nią zaczęła się zmiana odżywiania, a także pierwszy post sokowy. Alicja jest przekonana, że zmienił on całe jej życie. W czasie jego trwania wydarzyło się wiele sytuacji, z którymi poradziła sobie niezwykle dobrze, co bardzo ją zdziwiło. 

Czwartego lub piątego dnia postu miała wypadek samochodowy, który sama spowodowała. Nikomu nic się nie stało na szczęście. Alicja podeszła do tego z niezwykłym spokojem – „tak miało być, to jakaś lekcja”. Po kilku dniach jej teść wylądował w szpitalu, miał poważny zabieg, po którym były pewne komplikacje, było to dla niej ogromne przeżycie. Pomyślała jednak, że nieszczęścia chodzą parami, już nic złego się nie stanie. I wtedy jej mąż potrącił ich psa, który niestety zginął. Alicja nie mając dzieci, traktowała tego pieska jak dziecko, ogromnie go przez te 5 lat pokochała, jego śmierć była więc dla niej kolejnym ogromnym przeżyciem. 

Wszystkie te nieszczęścia wydarzyły się podczas jej pierwszego postu sokowego. Jej reakcje na te sytuacje były dla niej samej bardzo dziwne. Nie sądziła, że będzie kiedyś w stanie podejść do takich wydarzeń z pełną akceptacją i zrozumieniem. Dlatego uważa, że w czasie tego postu bardzo dużo się zmieniło. 

Zapytałam Alicję, jak sądzi, dlaczego tak spokojnie podeszła do tych trudnych sytuacji, które wydarzyły się podczas tego postu. Odpowiedziała, że miały na to wpływ dwa czynniki. Po pierwsze, gdy dajemy ciału przestrzeń do oczyszczenia się z toksyn, automatycznie oczyszcza się nasz umysł. Druga sprawa, to praktyka jogi kundalini. Podczas trwania postu, codziennie praktykowała, nawet jeśli były te trudne sytuacje, ona siadała, zamykała oczy i medytowała nad tym wszystkim, co się stało. 

Przez kilka dni po śmierci swojego psa śpiewała również mantrę, która odprowadza duszę zmarłego z tego świata. Podczas jednej z tych medytacji, miała nawet wizję swojego pieska, który siedzi na chmurce i macha ogonem – tak, jakby miała zobaczyć, że jest szczęśliwy, że wszystko jest w porządku i żeby się nie stresowała i nie denerwowała. Że tak miało być. To dało jej wewnętrzny spokój, uświadomiła sobie, że spędziła ze swoim pupilem piękny czas, a teraz czas na zmiany, że musi to zaakceptować, że on zawsze będzie z nią. Stało się tak, że po tygodniu pojechali po nowego pieska, obecnie mają dwa, a Alicja czuje się ich mamą. 

Mówi o sobie, że zawsze była osobą bardzo czułą, empatyczną, reagowała emocjonalnie, gdy komuś przytrafiało się coś złego, zawsze wszystkim chciała pomóc – i nadal oczywiście to robi – a siebie stawiała na ostatnim miejscu. Czyli najpierw chciała zadowolić wszystkich wokół, a jeśli zostałyby jakieś ochłapy i okruszki dla niej, to niech będzie. Praca nad sobą, to jest ciągła praca. 

Po wyjściu z postu nie wróciła już w ogóle do gotowanego jedzenia, do swojej starej mentalności ważenia posiłków, liczenia kalorii, odmierzania ilości, sprawdzania, czy wszystkie produkty są do siebie dobrane. Zamiast tego, zaczęła jeść owoce i warzywa – i tak już zostało. Alicja czuje się, jakby się narodziła na nowo. Zmieniła całkowicie swoje życie, czuje się cudownie w swoim ciele jak nigdy, akceptuje siebie w pełni, mimo że zdaje sobie sprawę z jakichś swoich mankamentów – kocha je, akceptuje i nie chce ich zmieniać. 

Gorsze dni podczas postu

Nie każdy dzień jest piękny i cudowny, różne emocje pojawiają się podczas postów sokowych, raz jest lepiej, raz jest gorzej, nawet w  życiu codziennym. Jeśli jednak jest gorzej, Alicja lubi spędzać czas sama ze sobą, nie potrzebuje towarzystwa. Ma wiele koleżanek, które nie rozumieją, jak może nie mieć ochoty z nimi wyjść, jak może wybierać zamiast tego bycie z samą sobą, czytanie książek. Alicja wie, że dużą zasługą tego, jest to, że pokochała siebie, to jest według niej najważniejsze. Surowe odżywianie, czyli surowy pokarm spowodował, że poczuła niezwykłą lekkość w ciele, w jelitach. Zmieniła się też jej sylwetka. Podkreśla, że żeby to zrozumieć, trzeba to przeżyć, bo żadne słowa nie są w stanie oddać tego uczucia. 

Kiedy podczas postu sokowego zdarzają się dni, kiedy jest ciężko, kiedy czujemy, że już nie wytrzymamy, że być może nie warto, kiedy może pojawić się kryzys, wizje jakiejś ulubionej potrawy – Alicja myślała np. o pierogach ruskich swojej mamy – warto wtedy korzystać ze wsparcia innych osób, które są na poście sokowym, warto poszukać w sieci grup takich osób. To powoduje, że uwalniamy z siebie wszystkie przekonania dotyczące jedzenia, siebie. To naprawdę niezwykle wspierające i pomocne. Dla Alicji najpiękniejsze jest to, że przejmujemy wtedy kontrolę nad naszym umysłem, że to my decydujemy o tym, czy zjemy, czy nie zjemy, czy się napijemy, czy jednak nie musimy się napić. 

(Nie)zajadanie emocji

Alicja nauczyła się też dzięki temu nie zajadać emocji, co wcześniej często jej się zdarzało. Wyłapywała to, że chce sięgnąć po coś tylko dlatego, że pojawiły się u niej jakieś trudne, ale też dobre chwile – nie obwiniała się za to, tylko akceptowała to i przy każdym kolejnym wydarzeniu starała się wychwycić tę myśl w głowie, zanim sięgnęła po coś automatycznie, pod wpływem jakiejś emocji, bez kontroli nad swoim umysłem. To również jest ciągła praca, trzeba to wciąż w sobie wyłapywać. 

Problem zajadania emocji często zaczyna się już w niemowlęctwie – wtedy, kiedy dziecko płacze, daje mu się mleko, przystawia się do piersi. A wiadomo przecież, że to maleństwo nie zawsze płacze wtedy, kiedy jest głodne, tylko często po prostu komunikuje tak swoje emocje. Jednak naszym pierwszym odruchem jest uspokojenie go poprzez podanie mu piersi. Według mnie ma to wpływ na nasz pierwszy odruch – że jeśli pojawia się jakaś emocja, to my musimy coś zjeść. 

Alicja mówiła też o tym, że rola nas jako mam, jest też taka, że możemy dziecko pięknie wprowadzić w świat odżywiania. Takie małe dziecko zje wszystko, co się mu da – jeśli ma 2 lata, to nie pójdzie samo do sklepu, nie ugotuje, nie przygotuje sobie posiłku. Zamiast więc dawać mu np. jakiś gotowy serek homogenizowany, ugotujmy mu brokuł, dajmy mu do pogryzienia jabłko czy marchewkę. Ono w ten sposób nauczy się takich prawidłowych wzorców od maleńkości. Zachęcamy więc wszystkie mamy do tego, żeby świadomie do tego podejść, żeby nie szły na łatwiznę, kupując gotowe serki, tylko żeby właśnie ugotowały brokuła, obrały jabłko i dały je dziecku. 

Macierzyństwo

Alicja ukończyła kurs nauczycielski Joga w ciąży i mama baby joga. Gdy postanowiła wziąć w nim udział, nie miała w głowie myśli, że będzie uczyć, chciała po prostu zrobić coś dla siebie, poczuła, że będzie to dla niej cudowna lekcja i przygoda. Liczyła na to, że pozna cudowne osoby, mamy, które podzielą się swoją historią. 

Zdobyła podczas kursu ogromnie dużo wiedzy o tym, jak przygotować się do ciąży, jak tę ciążę przejść, jak można pięknie urodzić. Pierwszy raz usłyszała też o porodzie lotosowym, w którym się zakochała i wie, że jej poród będzie tak wyglądał. Bo myśl o tym, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci, totalnie odpuściła. Czuje, że wszystko, co się wydarzyło było po to, żeby mogła jak najlepiej się do tego macierzyństwa przygotować, jak najlepiej przeżyć poród, narodziny, powitać swoje dziecko na świecie. Zaplanowała już wszystko od A do Z. Codziennie wizualizuje sobie, jak ten poród będzie wyglądał, afirmuje, że zawsze była mamą, że zawsze miała dzieci. Czuje wtedy, jak rośnie jej brzuch i jak rozwija się w niej maleństwo. 

Wie już, że jej poród będzie lotosowy, chce, aby pępowina odpadła dopiero wtedy, gdy sama uschnie, bo chce jak najdłużej być połączona z dzieckiem. Wyczekuje tych wspaniałych chwil i żyje tym. Zdaje sobie sprawę z tego, że ktoś z boku może ją uznać za wariatkę, ale udaje np. że dzwoni do przyjaciółki i opowiada jej, jak się dzisiaj czuje i wymyśla różne historyjki. Według Alicji wszystko to, czym żyjemy, na czym nam bardzo zależy, prędzej czy później się w naszym życiu wydarzy. 

Alicja czuje, że jest już gotowa na macierzyństwo i że duszyczka jej przeznaczona już gdzieś koło niej krąży i niedługo do niej przyjdzie. Jej przyjaciółka robiła jej w niedawnym czasie sesję Soul Body Fusion, podczas której miała przepiękną wizję i uczucie w ciele, jakby przez głowę wszedł w nią piękny promień światła, który zatrzymał się na brzuchu i ułożył się w kształcie śpiącego dziecka. Wspomina to jako wspaniałe uczucie i przeżycie. 

Theta Healing 

Podczas kursu miała miejsce sesja, podczas której uczestniczki w parach łączyły się ze swoimi aniołami stróżami. Alicja połączyła się z aniołem stróżem uczestniczki ze swojej pary, a ta połączyła się z aniołem stróżem Alicji. To było niesamowite doświadczenie. 

Współtowarzyszka Alicji opowiadała jej, co widziała podczas tego połączenia. Nie znały się wcześniej, więc nie wiedziała o diagnozie, o tym, że Alicja bardzo pragnie mieć dzieci. Widziała jednak przepięknego anioła stróża, który wołał dwie istoty światła, dwójkę małych aniołków, chłopca i dziewczynkę. Zapytała anioła o ich imiona, a gdy przekazała je Alicji, ta od razu wiedziała, że to właśnie jej dzieci. Postanowiła, że właśnie takie imiona będą nosiły w przyszłości.

Alicja czuje różne znaki na każdym kroku. Niesamowicie tym żyje, ani przez sekundę nie straciła wiary, że może być inaczej, że może nie zostać mamą.

Otoczenie i najbliżsi

Alicja mówi, że aktualnie w swoim życiu przyciąga wyłącznie osoby, które są na diecie wegańskiej, a nawet z czasem przechodzą na surowe jedzenie. Stare znajomości jakoś samoistnie wygasły, otacza się teraz kompletnie innymi osobami. 

Jednak mąż Alicji jest jak to określiła wszytskożerny – je również mięso. Na początku swojej transformacji, gdy Alicja czuła, jak zmieniła się ona i jej myślenie, trochę na siłę chciała go zmienić, namawiała go na surowe jedzenie i soki. On jadł wszystko to, co mu podsuwała, najprawdopodobniej dlatego, że nie chciał sprawiać jej przykrości. 

W pewnym momencie przyznał jednak, że nie smakuje mu to tak, jak jej i że lubi mięso, chce je jeść i że jeśli kiedyś zmieni zdanie, to jej oczywiście powie. Było jej przykro, ale zauważyła, że im bardziej na niego napierała, tym większe były zgrzyty pomiędzy nimi. Odpuściła więc. Przypomniała sobie, że każdy na Ziemi ma swoją drogę do przebycia, swój plan duszy i niech dzieje się to w swoim rytmie. 

Gdy odpuściła, jej mąż sam z siebie zaczął się zmieniać. Mięso nadal jada, ale 2-3 razy w tygodniu, podczas gdy wcześniej jadał je nawet 3 razy dziennie. Często prosi Alicję o przyrządzenie czegoś bez mięsa, potrafi zaobserwować też, które pokarmy mu szkodzą, 2 razy dziennie piej soki, które ta mu wyciska. Gdy Alicja prowadzi live’y, przysłuchuje się jej z zaciekawieniem, inspiruje się. 

Najważniejsze dla Alicji jest jednak to, że mąż dał jej przestrzeń, nie interesuje się nadmiernie, nie wtrąca do tego, co ona je, jak je, czy je, czy jest na sokach, czy ma suche okno. Wspiera ją i jest dla niej ogromnym wsparciem.  Jest z niej dumny i chwali ją przed nowo poznanymi osobami. 

Naprawdę bardzo ważne jest, aby nie próbować zmieniać na siłę naszych mężów, partnerów, żon, partnerek. Róbmy to, co nam dobrze służy, a oni sami, poprzez obserwację nas mogą się zainspirować. Im mniej naciskamy i namawiamy, tym bardziej oni sami będą ciekawi tego, co robimy. 

Surowe jedzenie na co dzień

Droga do całkowicie surowego jedzenia trwała jakiś czas. Różne produkty po kolei odpadały z jadłospisu Alicji. Na początku zaopatrzyła się w dehydrator, robiła różnego rodzaju wrapy, różnego rodzaju chlebki, burgery roślinne. Wtedy jeszcze myślała, że musi mieć takie zamienniki mięsa, żeby się najeść. Niczego nie robiła na siłę, nie odstawiała żadnych produktów dlatego, że gdzieś usłyszała albo przeczytała, że coś jest niezdrowe. Zaufała sobie i swojemu procesowi. Z biegiem czasu, z każdym kolejnym postem sokowym odrzucało ją od jakiegoś produktu. 

Aktualnie ok. 80% jej diety to soki. Na początku tej drogi, soki Alicji zawierały w sobie bardzo wiele składników, było ich nawet 10. Bardzo je urozmaicała, dbała o to, żeby zawsze znalazło się w nich coś zielonego. Teraz dzień zaczyna od soku, który jest jedno lub maksymalnie dwuskładnikowy. Później miska owoców, w ciągu dnia kolejny sok, owoc na przekąskę, a na koniec dnia je sałatkę bardziej warzywną. Do sałatki zawsze robi dressing. Wybiera przeróżne smaki i produkty do tego. Na profilu instagramowym Alicji, który nazywa się Surowo.mi, jest mnóstwo inspiracji na różne dania.

Alicja mówi, że zdarzają jej się dni na samych owocach lub kiedy ma ochotę na dwie sałatki. Je to, co podpowiada jej organizm. Zauważyła jednak, że lepiej się czuje po owocach. Po sałatce warzywnej zdarza się jej mieć wzdęcia. Daje sobie jednak czas, nie chce nic przyspieszać na siłę. Na razie lubi i ma ochotę na bardziej słone smaki, więc je spożywa. 

Nie czuje jednak w ogóle potrzeby i ochoty na zjedzenie żadnej rzeczy, która nie jest surowym jedzeniem. Uważa, że jest tak dlatego, że te zmiany w jej życiu zadziały się, bo poczuła to w sercu, nie zrobiła tego na siłę. Podczas całej swojej ścieżki surowego jedzenia 2 albo 3 razy zjadła pieczonego batata i dynię. 

Nie wyklucza, że nigdy nie będzie miała ochoty na coś ze swojego „starego życia”. Mówi, że jeśli przez kilka czy kilkanaście dni będzie miała ogromną ochotę na jakiś produkt, być może go zje, nie wyklucza tego. Będzie jednak obserwować wtedy swoje ciało i samopoczucie, jak one na ten pokarm zareagowały. Jest jednak pewna, że jej jelita raczej nie będą tym zachwycone. 

Zmiany fizyczne w ciele 

Już po pierwszym poście sokowym waga Alicji poleciała w dół. Spadła i stoi od wtedy w miejscu. Alicja jest przekonana, że po prostu osiągnęła idealną wagę dla swojego ciała. Gdy ostatnim razem była na poście sokowym przez 24 dni, jej waga spadła tylko o 2-3 kilogramy, z czego bardzo się cieszy, bo bardzo nie chciała chudnąć. Zaufała swojemu organizmowi i ten jej nie zawiódł. 

Kolejną zmianą jest to, że czuje się bardzo lekka, jakby fruwała. Ma mnóstwo energii, nie potrzebuje dużo snu, nie robi sobie drzemek, nie ma spadków energii. Ma więcej siły na różne aktywności fizyczne. Cera stała się promienna, nie ma żadnych objawów nadchodzącej miesiączki, a wcześniej były to bolesne jajniki, piersi, wypryski na twarzy itp. Miesiączka też się skróciła, jest dużo mniej obfita, nie towarzyszy jej żaden ból czy huśtawka nastrojów. Na początku wypadało jej sporo włosów, ale to dlatego, że organizm wyrzucał z ciała wraz z toksynami martwe tkanki, włosy. Szybko jednak rosły nowe. 

Alicja przede wszystkim cieszy się z tego, że uśmiech nie schodzi z jej twarzy prawie nigdy. Bardzo rzadko ma gorsze dni. Do tego stopnia, że ludzie często pytają ją, jak to robi, dlaczego ciągle jest radosna i uśmiechnięta. 

Podsumowanie

Alicja wspomniała na początku, że to ja zainspirowałam ją do zmian. Teraz to ona dla mnie jest inspiracją. Słucham jej rozmów z gośćmi, próbuję jej przepisów, czerpię z tego garściami. Jest bardzo piękną kobietą, z której naprawdę bije dobra energia i widać gołym okiem, jak dobry wpływ ma na nią surowe jedzenie. Polecam serdecznie jej konto na Instagramie. 

Alicja zainspirowała mnie ostatnio do zrobienia postu winogronowego, który zamierzam niedługo sama przejść i mam nadzieję, że następnym razem porozmawiamy właśnie o tym. 

Zachęcamy do wypróbowania surowej diety, sprawdźcie, jak wpłynie to na Wasz organizm. Stopniowo, krok po kroku, nic na siłę. Powodzenia!

Podcasty

Bądź w kontakcie z Aga Yoga

Zapisz się do newslettera

Pozostań ze mną w kontakcie, zapisz się do mojego newslettera
z inspirującymi artykułami o jodze i jogowym stylu życia.

.