Odcinek 18: Fizyczny aspekt jogi kundalini – spotkanie z Gosią z Anatomii Jogi

Wrz 11, 2020 | Podcast

Witajcie w podcaście Kundalini Jogi z Agą. Do dzisiejszego podcastu zaprosiłam Gosię z Anatomii Jogi. Bardzo się cieszę Gosiu, że zgodziłaś się przyjąć zaproszenie.

Podkast znajdziesz na platformach:

Spotify 

iTunes

YouTube

Stitcher

Opowiesz nam troszeczkę właśnie z takiego punktu anatomicznego, czy fizycznego o praktyce jogi. W Jodze Kundalini bardzo często mówimy o emocjach, o energii, o takich rzeczach, które są niedotykalne, nienamacalne i wspomniałam wcześniej też kiedyś, że brakuje nam troszeczkę tej fizyczności. Czyli na przykład, kiedy wykonujemy pozycję, kiedy wykonujemy asany, to czasami nie do końca wiemy, czy te asany są prawidłowo wykonane pod takim kątem anatomicznym, bo bardziej jakby skupiamy się na energii. 

Dlatego też cieszę się, że Gosiu dzisiaj nam opowiesz, troszeczkę dasz nam wskazówek, bo wtedy ta praktyka będzie pełniejsza. Tak jak rozmawiałyśmy chyba też wcześniej, posłuchajcie, nagrałam też podcast z Gosią do jej kanału i też mamy wspólny live, także już o tym rozmawiałyśmy dużo, że tak czasami rozdziela się to za mocno, że praktyka, niektóre formy jogi są bardziej jakby skupione na fizyczności, a inne na medytacjach, spirytualności. Natomiast tak naprawdę doszłyśmy do wniosku, że to wszystko powinno mieć balans, równowagę w każdej formie praktyki, nie tylko jogi, tylko wszędzie jest pomieszane ta fizyczność i nasza energia, spirytualność, duchowość, prawda? 

Jak Ty to widzisz?

Tak, jak najbardziej, właśnie wspominałyśmy i myślę, że warto w ramach tego podcastu wprowadzić wszystkich naszych słuchaczy, że często jest tak, że myślimy, że asany to jest jakby niższy szczebel jogi, ale też z jakiegoś powodu on powstał. 

I o ile właśnie kiedyś asana była, miała być pozycją do medytacji i miała być stabilna i wygodna, to żyjemy aktualnie w takich czasach, że te asany, jest ich coraz więcej i też z jakiegoś powodu one są. Oczywiście można powiedzieć, że tutaj jest aktualnie moda na jogę i powstał kult ciała, i te asany stanowią jakby core rozwoju jogi na całym świecie, ale może być tak, że po prostu przez te asany joga trafi do ludzi i asany też może są potrzebne do tego, żeby rozwijać ciało w taki sposób, żeby móc rzeczywiście usiąść w komfortowej pozycji. 

W czasie medytacji – zdecydowanie kiedyś przemieszczaliśmy się częściej na nogach, nie mieliśmy zajęć, które polegały na oglądaniu Netflixa przez wiele godzin, gdzie nasze ciało było unieruchomione. Również ten pęd i stres czasów obecnych powoduje, że wszystkie te emocje zamykają się w naszym ciele i tak naprawdę, kiedy przychodzimy do pracy w asanach, to pracujemy nie tylko z ciałem, ale też pracujemy z emocjami, które w naszym ciele się skumulowały. 

Jakbyśmy chcieli zrzucić najpierw balast tego życia codziennego, tych napięć, które uniemożliwiają nam swobodną pozycję medytacyjną, więc te asany też są do czegoś potrzebne i nie możemy też do końca o nich mówić, jako że ta joga fizyczna to jest taki niższy szczebel, bo to wszystko jest całością i z pewnością każda z form jogi i jej rozwoju, ma swój cel. Może być tak, że ludzie zachodu na początku muszą trafić na te asany fizyczne. No to taki długi wstęp.

Zresztą mi się wydaje Gosiu też, że również na wschodzie to nie było nigdy też tak, że osoby po prostu siadały do medytacji i medytowały. Z tego, co wiem, to też była kultywowana praktyka asan, czyli były te podstawowe asany.

Tak, ale tych asan było mniej, zdecydowanie mniej. Mam wrażenie, że teraz powstają wręcz jakieś hybrydy, połączenia asan i nie do końca jestem przekonana, czy to wszystko jest potrzebne. Jak spojrzymy z biomechanicznego punktu widzenia, to każdy staw ma swoją ruchomość, swobodę ruchu, typu zgięcie, wyprost, rotację wewnętrzną, zewnętrzną, przywodzenie, odwodzenie. No i chodzi o to, żeby nasz ciało miało możliwość wykonywania zakresu tego ruchu. 

Jeżeli mamy jakieś napięcia w ciele, to napięcia te ograniczają nam pełną swobodę ruchu, więc asany miały nam utrzymać tą pełną swobodę ruchu w naszych stawach albo ją przywrócić po pewnego rodzaju napięcia. Możemy to uzyskać poprzez wykonywanie naprawdę najprostszych asan i wcale nie musimy zakładać nogi za głowę, czy zrobić pełnego lotosu, żeby poczuć się gotowym do medytacji. Chodzi tylko o pełny zakres ruchu w stawach i o swobodę w ciele, dzięki, której będziemy mogli usiąść komfortowo i nie będziemy rozpraszać się tym, że właśnie wybucha nam kolano w związku z tym, że wcisnęliśmy nogę w takiej, a nie innej pozycji, a nasze biodro nie jest na to gotowe. 

Dokładnie. To jest bardzo ciekawe, co powiedziałaś. Wiele osób, które nas teraz słucha ma taką troszeczkę ulgę – aha, okej, to wcale nie muszę. Bo widzimy na okładkach różnych magazynów tych joginów, którzy robią takie rzeczy. I nam się wydaje, i też często się z tym spotykamy, osoby mówią na początku „Nie, ale ja to wiesz, jeszcze jestem początkująca, jeszcze nawet nie siedzę poprawnie, ja nie jestem joginką”. 

Mówię wtedy „Jesteś joginką. W tym momencie, kiedy zdecydowałaś się praktykować jogę, jesteś joginką. To wcale nie jest uwarunkowane tym, że wykonujesz jakąś pozycję, czy nie”. 

Czy Ty znasz Gosiu może takie podstawowe pozycje jogi, które byś poradziła, które są bliskie takim podstawowym pozycjom? 

Posłuchaj, w jodze kundalini my praktykujemy bardzo dużo medytacji. Dużo takich ćwiczeń energetycznych, czyli nie skupiamy się właśnie na tej praktyce asan. Pamiętam, bo sobie tutaj jako wierna joginka ashtangi też często sobie praktykuje z moją zmodyfikowaną ashtangę, właśnie po to, aby utrzymać moje ciało w elastyczności. 

Tak jakoś intuicyjnie dobieram które asany są mi potrzebne, a które wcale nie z ashtangi. Też niektóre pozycje z innych form jogi sobie bardziej upodobało moje ciało, które ma mnie przygotować później do praktyki jogi kundalini. Często moi uczniowie pytają się o to „Aga, co tu zrobić? Jakie pozycje byś poradziła, czy w ogóle mogę to zrobić, skoro praktykuje jogę kundalini”. Mówię „Oczywiście, że tak. To jest taka nasza forma”. 

Czy Ty byś nam podpowiedziała tak jeszcze na początku, jakiś kilka pozycji, które będą dobre? 

Jasne. Wyjdźmy z założenia, że są osoby, które mają dużą świadomość swojego ciała i wydaje mi się, że mogą to wykonywać wręcz intuicyjnie, które asany będą dla tych osób najlepsze. Ale są też osoby, które zaczynają i potrzebują też tego, żeby powiedzieć, jakie asany będą okej. 

Wiecie, to jest trochę na takiej zasadzie aplikowania asany w nasze ciało. Sprawdzamy, co nam służy, co nam nie służy. Nie służy, to znaczy, że czujemy się po tej asanie bardzo źle, rozdrażnieni, mamy kołatanie serca, mamy problemy z dusznością, albo najzwyczajniej w świecie uszkadzamy się, czyli powodujemy mikrouszkodzenia i wtedy ciało nas boli. No to tego typu asan w ogóle unikajmy i nie ma się co katować. Szukajmy, sprawdzając asany, które ktoś nam poleca, czy po prostu dobrze na nie reagujemy. Czyli mało tego, że na początku trochę nas ciągnie, trochę nas boli, bo jednak przejście przez tę barierę fizyczną i przez te napięcia na początku nie są komfortowe. 

Najpierw odniosę się do osób, które potrzebują takiej konkretnej wskazówki, myślę, że trzeba by było spojrzeć na nasze ciało z różnych kątów. To już jest taka anatomia, anatomia takiej podstawy i płaszczyzny. Najpierw możemy podzielić ciało na płaszczyznę czołową na przykład. Nie ma tu oczywiście kolejności, która z płaszczyzn jest ważniejsza, są po prostu różne. Płaszczyzna czołowa to jest tak, jakby coś nam przecięło, brzmi to strasznie creepy, ale coś jakby nam przecięło czoło na pół. Czyli tak jakbyśmy zostali przecięci od ucha do ucha, w tej płaszczyźnie. 

I teraz wyobraźmy sobie, że ta płaszczyzna to jest ściana i my się możemy tylko przesuwać po tej płaszczyźnie, czyli będziemy wykonywać wygięcie boczne, czyli będziemy się poruszać w prawo, w lewo. Od razu sobie myślimy „Okej, to jakie pozycje, jakie asany jogi wymagają bocznego rozciągnięcia ciała? No jakie? Trikonasany, utthita parasvakonasany, czyli te wszystkie asany, w których mamy ten aspekt wyciągnięcia boku ciała. Parighasana, czyli pozycja bramy. 

Tych asan jest tak naprawdę sporo. Możecie sobie na przykład zerknąć, w jakąkolwiek książkę jogową, poświęconą właśnie fizyczności, hatha jodze i tam znajdziecie sporo pozycji, które wyciągają boki ciała. Sprawdźcie które z tych asan wam odpowiadają. Dobierzcie sobie zestaw trzech asan i po prostu je praktykujcie. 

Dobra, mamy płaszczyznę czołową, to teraz strzałkowa. Strzałkowa to jest taka, jak lecą na nas strzały i przecina nas na pół, ale tak jakby od nosa do potylicy. No i wtedy będziemy się poruszać w tej płaszczyźnie przód, tył. O, powitanie słońca, jest genialne. Potem mamy cały czas praktycznie tę płaszczyznę strzałkową, czyli rozciągamy przód i tył ciała. Wydaje m i się, że jakbyśmy chcieli tak komplementarnie ułożyć tę praktykę, to możemy zacząć od powitania słońca, od tej płaszczyzny właśnie strzałkowej, potem możemy przejść do wygięć bocznych i już właściwie nie robiła żadnych dodatkowych asan po powitaniu słońca, jeżeli chodzi o tę płaszczyznę, bo mamy tych asan sporo. 

Potem jest poprzeczna, czyli tak jakby przecięło nas na pół i tam będzie więcej rotacji, więc możemy po prostu sobie dodać też skręty. Nie chodzi o to, szkoda, że ja to po tylu latach odkryłam, nie chodzi o to, żeby ta praktyka trwała dwie godziny, tylko chodzi o to, żeby poruszyła energetycznie całe nasze ciało. Czyli wystarczy, że wykonamy powitania słońca, dodamy parę asan wyciągających boki ciała, wykonany skręty, do tego dodałabym jeszcze jakąś pozycję odwróconą, dlatego, że to są świetne regeneracyjne asany, oczywiście kobiety w ciąży nie wykonują pozycji odwróconych. 

Pozycja odwrócona to jest tak, kiedy nasza miednica jest powyżej poziomu serca. I tu zawsze mam taką zagwozdkę, bo nie wiadomo jak zakwalifikować tego psa z głową w dole, bo teoretycznie jest to nasza taka asana bazowa, ale miednica jest powyżej poziomu serca, więc dobierzcie to według własnego uznania. Wydaje mi się, że dla takich osób, które zaczynają praktykę jogi i potrzebują trochę fizyczności w tej swojej kundalini, to właśnie powitanie słońca, trochę wygięć bocznych, trochę skrętów. Jeżeli taka praktyka będzie trwała pół godziny, to uważam, że to będzie super. Wcale nie liczy się ilość, tylko jakość, czyli próba jak najlepszego wejścia w asanę, poprzez angażowanie całego ciała. Jeżeli jesteśmy w stanie z naszego ośrodkowego układu nerwowego, czyli z naszego mózgu dać informację do tego obwodowego układu, czyli do tych wszystkich splotów nerwowych, jak mamy się ustawić w pozycji, to jest pewnego rodzaju kontrola. Czyli jeżeli jesteśmy w stanie kontrolować nasze ciało poprzez umysł, to jest to pewnego rodzaju samodyscyplina i później w procesie medytacji również jesteśmy w stanie tak pokierować tą medytacją, żeby ten umysł nami tak aż nie rządził, żeby ten małpi umysł nam nie skakał. Wydaje mi się, że to jest przykład na to, że nam jest potrzebna ta fizyczność. My się po prostu uczymy samokontroli, a najłatwiej jest wykonać samokontrolę naszego ciała po prostu. 

Teraz osoby, które już praktykują dłużej. Jednak mam tendencję do rozgadywania się. Osoby, które dłużej praktykują jogę, myślę, że to są osoby, które mają większa świadomość swojego ciała. Czasem jest tak, ja tak mam, że myślę sobie „Dzisiaj będę robiła to, to i tamto”. 

Zaczynam pierwsze powitanie słońca i już czuję, że ten cały mind set zmienia, jest klik, i nie, jednak będę robiła co innego, bo czuję, że poprzedni dzień został w moim ciele, to napięcie, które było, albo czuję, że na przykład dzisiaj mam większy problem z wygięciami do tyłu, albo gorzej mi wychodzi ten skręt. Intuicyjnie czuję, co mi jest potrzebne. 

Ogólnie uważam, że to, jak odczuwamy nasze ciało, jest tak naprawdę takim drogowskazem, jak funkcjonuje nasze ciało pod względem energetycznym. Jeżeli mamy pewnego rodzaju zaburzenia w naszym ciele, to są to też zaburzenia przepływu energii, więc ciężko potem, to jest oczywiście moje zdanie, ciężko pracować nad skupieniem na poszczególnych czakrach, jeżeli wiem, że w danym rejonie fizycznie czuje, że jest jeszcze jakieś zaburzenie, bo ono mi blokuje odczuwanie energii. A energia jest czymś zdecydowanie subtelniejszym niż odczucie z rozciąganego czy przemęczonego mięśnia. 

Super, dziękuje Ci za takie wyjaśnienie. Tez mi tak ulżyło troszeczkę, bo powiem Ci szczerze, że od kiedy już nie praktykuje ashtanga jogi, kiedy ta praktyka trwała dwie godziny, teraz czasami 40 minut, pół godziny i czuję, że jestem gotowa do medytacji, czyli wszystko jest robione intuicyjnie według Twoich wskazówek. 

Powiedz mi, co z pozycjami otwierającymi biodra, albo pozycjami siedzącymi – czy one są potrzebne?

Wiesz co, mam wrażenie, że w ogóle asany możemy dobierać w taki sposób, żeby przeciwdziała niekorzystnemu działaniu tego, co robimy, co sobie fundujemy, co fundujemy naszemu ciału w ciągu dnia. Znaleźliśmy się w takich, a nie innych czasach, że po prostu dużo siedzimy. Nasze ciało jest unieruchomione, czy to na krześle, co jest zresztą zabójstwem dla naszego kręgosłupa, bo kręgosłup został stworzony w taki sposób, że najlepiej funkcjonuje w czasie przemieszczania się, chodu, ruchu. 

Zresztą spróbujcie unieruchomić kręgosłup na 5 minut, bo ktoś każe wam siedzieć prosto, to poczujecie, jakie to jest niekomfortowe. Po prostu ten przepływ energii i znowu mówię o energii, a to jakby dzieje się samo, ten przypływ energii w okolicy kręgosłupa, tam, gdzie przecież mamy nasz główny kanał energetyczny, ida, pingala, cały przepływ energii poprzez kręgosłup, żeby był przepływ, to musi być jakiś flow, jakiś ruch. 

To, co my sobie fundujemy, to jest zamrożenie i brak przepływu tej energii, więc jeżeli wiemy, że w naszym codziennym funkcjonowaniu jest za dużo siedzenia albo mamy za dużo stania, nasze nogi są ociężałe, bolące, to dobierajmy tak asany, żeby przeciwdziałać temu, co fundujemy naszemu ciału. Tutaj na przykład praca z biodrami, praktycznie kor naszej praktyki, jeżeli mamy problem, aby usiąść w komfortowy sposób do medytacji. Jeżeli siadamy i czujemy, że nasze kolana nie opadają na dół, czujemy zwiększające napięcie w obrębie pachwin, kręgosłupa, to znaczy, że musimy poświęcić troszeczkę ważności, czułości naszemu ciału fizycznemu, żeby nie dawało ono jako pierwsze znać w momencie, kiedy próbujemy zapanować nad naszym umysłem w trakcie medytacji.

No właśnie, tutaj tak naprawdę główny cel tego dzisiejszego spotkania, chciałam skierować też na to, jak nasze ciało odczuwa, co odczuwa fizycznie, bo jak powiedziałam na początku, w języku kundalini mówimy bardzo dużo o emocjach, o energii i chciałabym, żebyś nam troszeczkę powiedziała właśnie, ze względu takiego fizycznego, jak to widzisz? Jakbyś tak przeszła przez całe ciało, różne emocje, jak działają na różne części naszego ciała?

To znaczy ogólnie, kiedyś przeczytałam taką informację, że emocja, słowo emocja, jest opisywane najpierw jako manifestowanie, ale się zakręciłam. Emocja jest to uczucie, które pojawia się najpierw w naszym ciele, a potem jest interpretowane poprzez umysł i nazywane. 

Dlatego, kiedy na przykład mówimy o motylach w brzuchu, to zwróćcie uwagę, że najpierw opisujemy nasza fizyczność, czyli poczuliśmy coś w rejonie brzucha, ale już po usłyszeniu tego typu stwierdzenia wiemy, że ktoś się zakochał, czyli mówimy o emocji. Zobacz, że większość stanów, które przeżywamy, najpierw mają doświadczenie w ciele, a potem jest interpretowane jako emocja. Na przykład ktoś poczuł zacisk w gardle i też wiemy, że jest to moment takiego zamarcia, strachu, tak samo, jak uścisk w okolicy serca, dużo jest tego.

Ja mam na przykład taki przykład, przepraszam, że Ci przerywam, ale mam często takie uczucie jak na przykład nagle się zasmucę, coś mnie rozczaruję, i tutaj nagle wiesz, gdzie czuję ucisk? W mięśniach dna miednicy. Ja po prostu czuję, jakby tam się coś zaciskało, moja pierwsza czakra i zawsze się zastanawiałam, wiem skąd to się bierze, ale co tam się dzieje i to jak czuje to fizycznie, że jest tam ucisk w mięśniach dna miednicy. Czy Tobie się też jakoś to…?

To znaczy tak, odczuwanie emocji w naszym ciele jest dość indywidualne. Pamiętam, jak kiedyś zapytałam mojego osteopaty, do którego chodzę regularnie, czy znajdę taką książkę, w której ktoś mi powie, w którym miejscu, jakie emocje się kumulują. Bardzo mnie to interesowało już parę lat temu. I on mi powiedział „Wiesz, znajdziesz tego typu książki, ale każdy z nas troszeczkę inaczej te emocje zatrzymuje”. 

W tamtym momencie przestałam patrzeć tak zero-jedynkowo na te emocje, bo czytałam, że smutek, żal, rozczarowanie to rejon bioder. Złość to tył nóg i można by było więcej w ten sposób opisywać. Sama bym chciała wyjść troszeczkę ze schematu, że dana emocja zawsze zatrzyma się w danym punkcie w ciele, dlatego, że zwróćcie uwagę, że każdy z nas będzie w inny sposób przeżywał to, co się dzieje. 

Na przykład, kiedy czujesz, powiedziałaś, że smutek jest dla Ciebie odczuwany na dnie miednicy. Dla mnie smutek jest takim ogromnym dyskomfortem na poziomie splotu słonecznego. Jakby każdy z nas będzie gdzieś inaczej to interpretował, ale jeżeli miałabym znaleźć jakieś punkty w ciele, które wyjątkowo zbierają emocje różnego rodzaju, a jest ich tego trochę i oczywiście to wymienię, nie chce tego teoretyzować, tylko to na czym chciałam skupić swoją uwagę, to emocje, z którymi się spotykamy teraz, na co dzień, czyli strach, uczucie zagrożenia, które pojawiło się w czasie pandemii, tych emocji było bardzo dużo. 

Pamiętam, że w czasie pandemii brałam dużą ilość szkoleń, brałam udział w wielu szkoleniach organizowanych przez Gabinety Systema, zresztą do osteopatów, do których chodzę we Wrocławiu, i pamiętam, jak oni mi powiedzieli, że po pandemii będziemy mieli ręce pełne roboty. Dlatego, że te emocje, które były związane z napędzaniem strachu, niepewności, braku stabilności, zobacz w ogóle czakra podstawy, to na czym bazowaliśmy, pracowaliśmy tyle czasu od naszego urodzenia, nagle zatrzęsło się w posadach i mamy problem. Te emocje właśnie, o których chciałam powiedzieć, czyli o strachu, niepewności, złości, bo też możemy się złościć na to, co się stało, takiego braku pogodzenia, stres, są pewne punkty w ciele, które lubią to zbierać. 

Pierwszym lecąc od dołu, jest właśnie dno miednicy. Doskonale pamiętam, jak była na jednej z wizyt fizjoterapeutki uroginekologicznej, Oli Chomińskiej, którą zresztą Wam bardzo polecam. Ola powiedziała mi, bo przyszłam do niej z naprawdę mega napiętym dnem miednicy i to było takie napięcie, które rzutowało w tamtej chwili na mój kręgosłup lędźwiowy. Właściwie miałam problem z kręgosłupem lędźwiowym, on mnie bolał, ale okazało się, że to na pięcie w dnie miednicy jest tak duże, że rzutuje właśnie bólem w rejonie stawów krzyżowo-biodrowych i kręgosłupa lędźwiowego. 

Wtedy ona mi powiedziała bardzo ważną rzecz: „Gosia, tak dużo zwraca się uwagi na to, że ten trapezius, czyli te mięśnie, jak przypomnicie sobie film w Hollywood i ktoś przychodzi do domu i mówi „O, żono/mężu, ja jestem dzisiaj taka zmęczona, to mnie tam pomasuj”, to wszyscy kładą ręce na trapeziusie, czyli na barkach, ramionach i robią taki masażyk. To jest właśnie ten rejon. Dużo osób kojarzy właśnie ten mięsień z takim mięśniem zbierającym stres, lecz okazuje się, że u kobiet będzie to właśnie dno miednicy. 

Zobaczcie, jak dużo jest połączeń, na wyciągnięcie ręki. Jeżeli mamy kobietę, która jest wyjątkowo zestresowana, albo jest pod bardzo dużą presją, często zdarza się tak, że ma problemy z zajściem w ciążę. Ten stres to dno miednicy po prostu nie jest gotowe na przyjęcie nowego małego człowiek do swojego łona, bo tam jest jedna wielka masakra. To napięcie daje o sobie znać i tego typu napięcie początkowo niezauważalne, może mieć bardzo duży wpływ również na naszą psychikę, dlatego, że od razu odechciewa nam się życia seksualnego, bo nagle się okazuje, że coś nas boli, że to nie sprawia nam przyjemności, więc też się oddalamy od partnera, zamykamy się. 

Ten stres, który się kumuluje i brak bliskości to jest kolejna warstwa, i trzeba tak te warstwy ściągać i ściągać, aż dojdziemy do tego, co spowodowało, że to miejsce jest tak bolesne, więc właśnie rejon dna miednicy u kobiet zdecydowanie bardzo dużo napięć. Są też osoby, które zbierają ogromną ilość napięć w obrębie właśnie odcinka lędźwiowego, w które sytuacji powodują, że jesteśmy niestabilni, nie czujemy się pewnie w danych relacjach, życie nas przytłacza, to właśnie rejon odcinka lędźwiowego dość mocno daje nam popalić. 

Kolejnym rejonem, który jest naprawdę newralgiczny, to jest rejon klatki piersiowej i rejon ramion. Myśmy rozmawiały, nagrywając podcast do mnie, na mój podcast, rozmawiałyśmy chwilkę o klatce piersiowej i tu chciałabym się chwilkę zatrzymać, dlatego, że wspominałam wtedy, że klatka piersiowa, to jest nasze centrum emocjonalności, centrum, poprzez które pokazujemy, że jesteśmy otwarci na kontakty z innymi ludźmi i ten świat, w którym aktualnie żyjemy, zwróćcie uwagę, że bardzo wyklucza kontakty. 

Właściwie nasze kontakty stały się bardzo powierzchowne, to znaczy spotykamy się poprzez Zooma, rozmawiamy na Messengerze, nagrywamy sobie wiadomość głosową, zamiast porozmawiać, nie mamy czasu na spotkanie się z bliskimi. Często, kiedy było spotkanie się z bliskimi, był też ten kontakt fizyczny, więc ta wymiana energetyczna pomiędzy osobami i tworzymy wokół siebie takie malutkie komóreczki i tą komóreczką może być właśnie taki nasz pokój, w którym się zamykamy i komunikujemy z całą resztą świata, ale jednak jesteśmy w pewnego rodzaju klatce. Sama tę analogię odczytuję w ciele jako takie zamknięcie w rejonie klatki piersiowej i taka pozorna otwartość na innych ludzi, która tak naprawdę nie jest pełną otwartością, dlatego, że jeżeli zamykamy klatkę piersiową, te nasze barki chowają, właściwie nasza klatka piersiowa chowa się za barkami, nasze barki są w pertraktacji, czyli wysunięte do przodu, zrotowane do środka. 

Automatycznie zamyka nam to klatkę piersiową, powoduje takie zaokrąglenie części piersiowej, właśnie kręgosłupa i my poprzez swoją postawę absolutnie nie manifestujemy otwarcia na innych ludzi. To jest właściwie postawa, która pokazuje „Wiesz, zostaw mnie raczej w spokoju, nie chcę do Ciebie mówić, nie chce się do Ciebie przytulić, prawdopodobnie nie będę chciała Ci się zwierzyć”. 

Mam wrażenie, że to jest jedna z przyczyn tego, dlaczego właściwie ta klatka piersiowa się zamyka i dlaczego ten rejon zbiera tak dużą ilość napięć. Często zdarzają się też takie sytuacje, że coś, co spotyka nas bardzo trudnego, smutnego i nie chcemy się tym dzielić z innymi ludźmi, coś, co nas przytłacza, coś, co daje nam ciężar na ramiona, zobacz, że nawet opisywanie tego ciężaru na ramionach mówi nam, że ktoś ma z czymś problem. Rzeczywiście te barki zaczynają dźwigać ten ciężar i to widać, że często aż ten wdowi garb się taki tworzy, więc to, co też jest taką moją obserwacją, jeżeli ktoś przychodzi do mnie na zajęcia jogi i znam tę osobę, ja mam bardzo dobrą pamięć, jeśli chodzi o sposób, jak ktoś się porusza, chodzi, mówi, gestykuluje. 

Od razu takie rzeczy zauważam. Czasem jestem na takim etapie, że podejdę i zapytam „Hej, czy coś Cię trapi? Czy z czymś masz problem, bo zauważyłam to w ciele itd.”? Rejon klatki piersiowej dla mnie jest taki newralgiczny, bo on mi pokazuje, czy ktoś ma ochotę na kontakt z innymi osobami, czy z czymś się zmaga, także tam też się dopatruje bardzo dużej ilości napięć. Stawy skroniowo-żuchwowe, to też jest taki kolejny punkt w ciele, które zbiera ogromną ilość stresu. 

Na pewno kojarzysz i Twoi słuchacze również, bruksizm. Choroba, w której mamy mocno zaciśnięte szczęki i tak zgrzytamy sobie zębami. My je po prostu przez noc zjadamy. Zobacz, znowu mamy powiedzenie „Ktoś zjadł na czymś zęby”, czyli co? Czyli prawdopodobnie zmagał się z jakąś trudną sytuacją. 

Czasem przez to, że nie werbalizujemy i nie nazywamy tych emocji, które mamy w sobie, to potem w nocy to wychodzi i zgrzytamy zębami i zjadamy te, żeby po prostu na jakimś problemie. Manifestacja emocji w naszym ciele jest ogromna i właściwie każdy z nas może mieć indywidualny punkt w ciele, który zbiera napięcie. Niektórzy mają na przykład napięcie w rejonie pośladkach, niektórzy czują, że kłuje ich pomiędzy łopatkami, każdy z nas ma taki własny wentyl bezpieczeństwa, żeby nie oszaleć z trudnymi emocjami. 

Po prostu ładujemy, zamykamy je w ciele i ten punkt będzie się odzywał. Zamiast generalizować, raczej byłabym za tym, żeby słuchać dokładnie swojego ciała i obserwować, które z pun ktoś napinają się i być może znaleźć połączenie pomiędzy sytuacją, która to spowodowała. Ja w ogóle jestem ogromnym zwolennikiem prowadzenia takiego dziennika jogowego, w którym zapisujemy odczucia po praktyce, jaką zrobiliśmy praktykę, jakie mamy odczucia, co nas bolało. Na przestrzeni lat jesteśmy w stanie zaobserwować nasz rozwój, ale tak samo punkty w ciele, którymi pracowaliśmy na poziomie fizycznym, a później dostrzegamy, że pracowaliśmy z tym na punkcie energetycznym, więc jeżeli ktoś z Was słucha, kto jest na początku swojej drogi jogowej, ale zresztą niezależnie, każdy z nas jest w jakiejś drodze, więc polecam Wam bardzo. 

Jeszcze teraz tak mi przyszło do głowy, że jeżeli jesteście bardzo zainteresowani takimi konkretnymi punktami w ciele i jakie napięcia w ciele, o czym mówią, to jest taka rewelacyjna książka „Powiedz mi, co Cię boli, powiem Ci dlaczego. Elementy psychoenergetyki”. Bardzo lubię tę książkę, co prawda jeszcze całej jej nie przestudiowałam. 

Właśnie trochę mnie uderza jej taka tendencyjność, że ból kolana prawego to będzie to i to, łokcia to i to. Znalazłam w tej książce odpowiedzi na bardzo dużą ilość pytań, która gdzieś mnie nurtowała, także też mogę bardzo Wam ją polecić. Autor Michel Odoul. Także tyle by było z moich zagranicznych językowych wpadek. 

Jest też taka teoria, jak to się nazywa biologia? Podpowiedz mi. Też się z nią ostatnio spotkałam, wiesz, że coś się stało ze mną, miałam opuchnięty cały polik i ząb i też jedna z moich uczennic mi podpowiedziała „Aga, Ty tam poszukaj w jakiejś książce biologia…” jak to się mówi? Biologia totalna. Słyszałaś o biologii totalnej? 

Nie.

Że też znajdujemy, i to chyba nawet głębiej się wchodzi, że wiesz, jak jest piątka, Twoja górna piątka, Twój ząb, to jest to związane na przykład, teraz strzelam, ale przypuśćmy z Twoją mamą, albo z jakimś tam smutkiem, samotnością. Biologia totalna. To też podobni będzie.

Wiesz co, to chyba o tym samym, nie używał tego stwierdzenia autor tej książki, o której wspominałam, ale to jest dokładnie to, o czym mówisz. Ja staram się mieć otwarty umysł i myślę, że może to wiemy, dokonało, że nasz umysł wpływa na nasze ciało i może na zasadzie połączenia meridiano, o których ja jeszcze powiem szczerze, że nie wiem tyle, ile bym chciała. My też może nie poznaliśmy tego poprzez psychikę, wpływamy na dane meridiany, które są połączone z danymi narządami w naszym ciele i może rzeczywiście ta psychika i te meridiany, znaczy ta aktywność naszego mózgu, jeśli chodzi o daną emocję, może właśnie stymulować dany rejon w ciele. 

Biologia totalna, muszę sobie to zapisać i popatrzeć za książkami, bo jednak to, co mnie najbardziej fascynuje, to w jodze i nie tylko w jodze, bo mam wykształcenie kierunkowe fizjoterapeutyczne, to, że jest to jedno i to samo. Każdy opisuje to poprzez swoją perspektywę i mam wrażenie, że poznający tylko jedno spojrzenie, jesteśmy ubodzy w jakiś sposób. Zamykamy się. 

Warto jest spojrzeć na dany problem z wielu perspektyw, bo daje nam to holistyczny obraz. Naprawdę wykonałam kawał pracy, byłam ukształtowana przez Uniwersytet Medyczny, przez fizjoterapię, gdzie jak miała jednego z wykładowców, który zajmował się masażem Breussa, i mówił o emocjach w ciele, to trochę go mieli za wariata i to było takie trochę „ha, ha, ha, hi, hi, hi”, gdzie tak naprawdę on miał otwarty umysł i patrzył na człowieka szerzej, a nam wpajano „szkiełko, oko, mięsień, skurcz, rozkurcz”. 

Dużo czasu mi zajęło wyjście z tego schematu myślowego, przestanie głupiego uśmiechania pod nosem, kiedy słyszałam tego typu rzeczy, bo też zaczęłam się na tego typu rzeczy otwierać. Jestem wychowana w takiej rodzinie, właściwie mój tato jest bardziej otwarty na różnego rodzaju spojrzenia i wybory. On gdzieś tam od dziecka zaszczepił mi, że nie ma jednej perspektywy widzenia, ale wydaje mi się, że na pewno nie powinniśmy się ograniczać. Biologia totalna może mieć naprawdę dużo ciekawych rzeczy do zaoferowania i myślę, że warto to zgłębić. 

Dokładnie, takie spojrzenie holistyczne tak, ogólne na nasze ciało. To, czego ja już zupełnie nie akceptuję, kiedy idę z moim synem, ma bóle głowy, a lekarz nie pytając o przyczynę, o całą sytuację, tylko daje mu krople do nosa, bo to na pewno to, metoda prób i błędów. 

To jest coś, co mnie strasznie wkurza. To jest coś, nad czym ja nie jestem w stanie przejść w sposób obojętny. Ale to nie lekarze mnie denerwują, wybacz – ludzie mnie denerwują. To znaczy, szukamy prostego rozwiązania. Mamy powiedzmy ten bruksizm, idziemy do stomatologa, bo nagle pościeraliśmy zęby i zadajemy sobie pytanie, co zrobiliśmy źle. Tu znajdujemy taki sposób na leczenie, to tamto, ale nie szukamy problemu, dlaczego ja przez sen to robię, co jest tutaj problemem. 

To jest jeden z przykładów, ale tego jest przecież mnóstwo. Jak ja sobie popatrzę na zaburzenia w obrębie wątroby, ładowania się tymi lekami. Im bardziej interesuję się osteopatią, śmieje się, że gdybym miała czas, poszłabym na studia osteopatyczne osobno, bo jest to tak fascynująca wiedza. Odkąd zaczęłam właśnie się tym interesować i w końcu dostrzegłam, że osteopatia właściwie, to nie jest żadne czary-mary, tylko to jest próba zastymulowania, żeby on wrócił do homeostazy, czyli tej równowagi wewnętrznej samodzielnie. 

Właściwie inaczej, to jest pobudzenie mechanizmów samoleczenia, bo my mamy w sobie ten mechanizm samoleczenia. Teraz, jeżeli my jesteśmy uważni na zamiany, które się pojawiają w naszym ciele, pójdziemy do specjalisty, który za stymuluje nasz organizm do tego, żeby on rzeczywiście zaczął się samo leczyć, to mamy rzeczywiście dużo lepsze efekty terapeutyczne, niż jeżeli idziemy z danym problemem i potrzebujemy tabletki na to. Tabletka nie załatwi problemu, a co jest gorsze, dany symptom, dany objaw chorobowy, nie będzie się manifestował dokładnie w tym miejscu, w którym mamy problem. 

Kochani, nie oszukujmy się, każda tabletka jest pewnego rodzaju substancją chemiczną, która została wyprodukowana w warunkach laboratoryjnych, po to, żeby zamaskować bardzo często objaw, a nie leczy to źródła problemu. Więc dlatego mówię, że czasem denerwuję się na ludzi, bo szukają łatwych rozwiązań, a na lekarzy się nie denerwuję, dlatego, że wiem, że medycyna aktualna jest bardzo potrzebna. Mamy możliwość uratowania kogoś z ciężkiego wypadku samochodowego, czy jakiegokolwiek wypadku, w ogóle chirurgia jest wspaniała. To, że my teraz tak długo żyjemy, to też jest efektem tego, że kiedyś jak ktoś został postrzelony, to by się wykrwawił, a teraz jesteśmy w stanie wyciągnąć kulę, zszyć i odratować człowieka, więc cała chirurgia uważam, że jest rewelacyjna. 

Tylko niech chirurgia leczy to, co powinna, co jest konieczne. Uwierzmy w nasz organizm i w możliwość samoleczenia, tylko trzeba stworzyć naszemu ciału warunki do tego samoleczenia. Rozgaduję się totalnie, przepraszam. 

Też wierzę w to, mam nadzieję, że ta medycyna nowoczesna połączy się z medycyną starożytna i stworzy tą, gdzie będzie idealnie. Jeżeli połączymy siły tej nowoczesności, chirurgii, antybiotyku, który jest potrzebny czasami. Słyszałam, że w Niemczech to się bardzo stosuje.

Tak, w Niemczech w ogóle jest bioenergoterapia i inne alternatywne metody są normalnie przepisywane. Joga jest na receptę praktycznie, więc to już jest dobry znak. U nas w Polsce ogólnie, od czasu kiedy ja wyszłam z Uczelni Medycznej, to było w 2013, to już siedem lat. Tak mi się wydaje, że to był 2013. Już jest duża zmiana. To jest super, że lekarze odsyłają do mnie na jogę osoby, które mają problemy z kręgosłupem, ale także nerwicę, zaburzenia choroby reumatologiczne, więc też już doszukujemy się przyczyn psychicznych i pracy poprzez ciało, więc jest naprawdę lepiej. Tutaj nie mogę narzekać. 

Uważam, że ta świadomość rośnie, idzie to w dobrym kierunku. Super by było, gdyby, powiem Ci, że mam takich obserwatorów u siebie na kanale, jedną dziewczynę w szczególności pozdrawiam, ona wie, o kim mówię, jest na studiach medycznych, a jednocześnie kształci się i z medycyny chińskiej i szuka, jeśli dobrze pamiętam, to ona zajmuje się sztukami walki, też jogą, więc tutaj te wschód gdzieś tam cały czas jest. 

Liczę na to, że będzie coraz więcej młodych lekarzy, młodych osób, które będą patrzyły holistycznie na ciało. Całe szczęście ten trend już jest, więc to jest naprawdę super. Może trzeba mieć nadzieję, że to pójdzie w dobrym kierunku i za parę lat naturalnym będzie to, że oprócz tabletek są też przepisywane zioła. Swoją drogą, znowu tutaj będę się rozgadywała, strasznie wkurzyło mnie to, mój mąż interesuje się ziołolecznictwem, więc gdzieś tam jestem cały czas na bieżąco, wkurzyło mnie to, jak zaczęło być wprowadzane ograniczenie, jeżeli chodzi o zioła. 

Nie wiem, czy kojarzysz, nagle mówili, że są złe uprawy, albo to, siamto. Najpierw zabrali możliwość kupowania wszystkich ziół, a potem nagle się okazało, że rynek farmaceutyczny wręcz wybuch suplementami diety bazującymi na ziołach. Zwróć uwagę, reklamy suplementów diety, jakbyś chciała mnie wkurzyć, doprowadzić do szaleństwa, to włącz mi reklamy suplementów diety przez 24 godziny. Wywiozą mnie do wariatkowa potem, naprawdę. I to jeszcze z palpitacjami serca. Tak mnie wkurzają, te suplementy diety, dlatego, że one, zwróć uwagę, znowu bazują na symptomach, a nie na przyczynie. 

Dokładnie.

A już reklama o dodatkowej porcji boczku, mam ochotę krzyczeć w aucie „Why? Dlaczego ludzie tego muszą słuchać?”. Mam ochotę wyłączyć radio. Tak więc czasem mam wrażenie, że żyjemy w takiej, bo my jogini żyjemy sobie, żyjemy w takiej naszej bańce medialnej i my wiemy, że są alternatywne, prastare metody leczenia, że to nie wszystko wychodzi tylko i wyłącznie z naszego ciała. Źle powiedziałam. 

To nie ciało jest tutaj problemem, tylko problemem może być to, że nieprawidłowo się odżywiamy, nie wysypiamy się. My o tym wiemy, osoby, które zajmują się praca z ciałem i z emocjami. Jest mnóstwo osób, które słuchają, że mogą sobie wziąć tabletkę i zjeść dodatkową porcję boczku i to mnie doprowadza do szału.

Pamiętam też, bo u nas w Danii nie ma tyle reklam medycznych, jestem za każdym razem w szoku, jak przyjeżdżam do Polski. Wiem o tym, ale cały czas jakby dostaję obuchem w głowę. Jadę samochodem mojej mamy i nagle słyszę reklamę na pohamowanie apetytu, jak ktoś chce stracić na wadze, a następnie w tej reklamie jest środek, który pobudza apetyt, bo coś tam innego. 

A dla mnie największym szokiem, bo jestem też doulą i przygotowuje kobiety do porodów. To, co najbardziej mnie zdenerwowało, tak jak Ty mówisz, to to, że podawane niemowlętom są probiotyki z bakteriami mamy dzieciom urodzony przez cesarkę. Gdzie tutaj w Danii zrobiliby takie oczy. Przede wszystkim cesarka jest wtedy tylko, gdy jest konieczność, tak jak Ty mówisz, medycyna wymyśliła cesarkę, ale dla ratowania życia, a nie dlatego, że jest to wygodniejsze.

Tak, fanaberia. 

To jest po pierwsze. Bo o tym się naprawdę nie mówi, że cesarka jest naprawdę niesamowitą operacją ciała, bo to nie jest zabieg, tylko to jest operacja, a nawet jeżeli jest wykonana cesarka tutaj w Danii, to robi się naturalnie, te bakterie matki przekazuje dziecku, a nie jakimiś suplementami.

Tak, to jest norma. W ogóle to jest niesamowite, ostatnio właśnie słuchałam podcastu, tylko nie pamiętam gdzie, odnośnie tego w jaki sposób dzieci, które nie były rodzone partus maturus, czyli siłami natury, jak właśnie przekazuje się szczepy bakterii po prostu po porodzie i to powinien być standard, dlatego, że to, jaką mamy florę bakteryjną, będzie przekładało się praktycznie na całe nasze ciało. 

A nawet na nasz umysł, więc jest to niesamowicie ważne. Więc jeśli sobie rzeczywiście pomyślisz, kurcze, dzieciom od małego, zamiast pobrać te bakterie od mamy, nawet już do czegoś takiego dochodzi, to ja się martwię o te dzieci, jak one będą funkcjonowały w przyszłości.

Tak, nawet podawania antybiotyku, już nie mówię. 

Też pustoszy całkowicie florę bakteryjną. 

Albo to, co my się odżywiamy, czyli jedząc mięso, produkty mleczne, które pochodzą od zwierząt, które są karmione antybiotykami. Nawet czy chcemy, czy nie chcemy, to nawet te antybiotyki spożywamy i o tym się w ogóle nie mówi. To też jest kolejna rzecz, która mnie strasznie irytuje.

A wiesz co? Coś Ci powiem. To jest takie moje wspomnienie ze studiów. Byłam wtedy chyba na pierwszym roku fizjoterapii i mieliśmy zajęcia z profesorem, na którego mówiliśmy Mamut. Przepraszam Profesorze, ale nie wymienię nazwiska, więc nie wiadomo, o kogo chodzi, ale profesor Mamut był bardzo leciwy, dlatego miał ksywę Mamut. 

Pamiętam jak u niego pierwszy raz na wykładzie, usłyszałam o ginekomastii u mężczyzn, a także o zbyt szybkim wzroście piersi u dziewczynek, które jadły przewyższającą normę, jadły za dużo mięsa. Chodziło tu konkretnie o kurczaki, które były faszerowane sterydami, właściwie to hormonami wzrostu i właśnie tutaj ta zależność na ginekomastii, czyli wzrost piersi u mężczyzn, a także zbyt duże piersi u nastolatek. 

Wtedy sobie pomyślałam, co się dzieje i to też pokazuje, że czasem potrafimy negować coś, dlatego że mamy niewystarczającą wiedzę w danym temacie. À propos tych hormonów.

À propos tego, że ja teraz też strasznie irytuję się tą całą pandemią, gdzie tutaj w Danii są statystyki, ile osób zachorowało, jak się zapobiegać, a nie mówi się w ogóle o tym, ile osób choruje przez złą dietę, tylko nadal reklamowane są rzeczy, które po prostu zabijają nas. 

To jak dzieciom reklamowane są Danonki i przepraszam, tutaj wymieniam, ale to nie jest reklama, tylko antyreklama, czyli różne rzeczy, które niby są zdrowe, a to jest zabójcze. To mnie wyprowadza z równowagi. Może nie będziemy się denerwować, bo mamy wprowadzać dobry nastrój. 

Nie no, myślę, że wiele osób, które nas teraz słucha, może mieć podobne przemyślenia i poprzez mówienie o tym, bo my tutaj nie rzucamy talerzami ze złości, tylko mamy luźną wymianę spostrzeżeń, to może to szerzyć tą wiedzę i w jakiś sposób zachęcać do zmian. 

Zastanowienia się nad tym, czym ja się żywię, czym żywię moje dzieci, w jakim środowisku się wychowuję, bo toksyczne relacje mają bezpośrednie przełożenie na nasze ciało, na to, w jaki sposób się czujemy, jak funkcjonujemy. 

Nie bez przyczyny wychodzi się do natury, bo natura ma niesamowite właściwości lecznicze, leczące, mam wrażenie, zresztą przypomnij sobie, każdy z nas i tak jak teraz słuchamy, przypomnijcie sobie jedną toksyczną osobę wokół Was, bo na pewno się taka trafiła, zawsze jest taki ktoś. Albo środowisko toksyczne, które wręcz podcina Wam skrzydła. Po tym, kiedy posiedzicie sobie w takim środowisku, przy takiej osobie, to się odechciewa żyć. Napięcia w ciele również manifestują się i wystarczy pójść do natury i zsynchronizować się z rytmem natury, żeby mam wrażenie, że jakby oczyścić się i wrócić do tych korzeni. To tak à propos wstępu, który miałyśmy, bo to był core naszej rozmowy, czyli nasze napięcia w ciele. 

Jeśli macie bardzo dużo napięć w ciele, czujecie się absolutnie rozregulowani, jak taki zegar, który trzeba nakręcić, jak kiedyś się nakręcało zegary, pójdźcie do natury, wsłuchajcie się w rytm natury, obserwujcie rytm natury. Wschody, zachody słońca, fazy księżyca, przypływy, odpływy, śpiew ptaków. Obserwujcie to, co się dzieje w naturze, ponieważ to dostraja Was do matki natury i my jesteśmy częścią matki natury. My jesteśmy naturą, jesteśmy jednym z jej elementów. 

Niestety strasznie niszczących matkę naturę, ale nadal jesteśmy jednym z jej elementów, więc jeżeli będziecie próbować się dostroić do tej natury, to też wasze ciało będzie się dostrajało i jest szansa na szybszy powrót do regeneracji właśnie do tego samoleczenia, o którym wspominałam.

Dokładnie. To wszystko jest dla mnie tak interesujące i ciekawe, więc myśmy mogły tutaj rozmawiać godzinami Gosia.

Pewnie tak.

Ale też jeszcze chciałam spuentować na koniec naszą rozmowę. Zaczęłyśmy od tego, że te asany czy są tak ważne i słuchajcie, wspomniałaś, że moda na jogę i na takie dziwne asany, ale ja się ciesze z tego, bo właśnie dzięki temu, że jest ta moda na jogę i jest moda na tę fizyczność. 

Zauważyłam, że dużo osób chce praktykować, bo chce zadbać o swoje ciało, ale ja widzę za każdym razem kieruje to wyżej, czyli być może 80% osób rozpocznie dlatego, że chce sobie rozciągnąć ciało, bo właśnie przepisze mu lekarz, powie na kręgosłup, idź na jogę, albo joga w ciąży na przykład. A potem się okazuje, że te osoby odkrywają coś więcej, więc ja się bardzo cieszę, jestem zwolenniczką asan, a to, ze te asany się troszeczkę rozwijają i jest ich coraz więcej, to tutaj też możemy dać taki skutek drugiej czakry, która jest kreatywnością, a my jako osoby ludzkie jesteśmy kreatywni i chcemy coś więcej i chcemy cały czas coś rozwijać. Ewoluujemy. To słowo jest dla mnie wielkim problemem.

Ewoluujemy.

Więc tutaj też jakby przymykamy na to oko. Ale jednak warto sobie pomyśleć, wracając do tego, co mówiłaś na początku, jeżeli naprawdę chcemy zadbać o ciało, nie musimy przeznaczać dwóch godzin na tę praktykę jogi, tylko właśnie kilka minut dziennie i poczuć swoje ciało. 

Czasem jest tak, że osoba pomyśli, że nie ma czasu na dwie godziny i w ogóle nic nie zrobi, także lepiej mieć sobie chwilę, wrócić i zaobserwujecie, nie tylko jak Wasze ciało fizycznie się zmienia, ale właśnie emocje i jak zdrowiejemy. Także idziemy w tym kierunku, ale ja też dostaję czasem pytanie „Aga, słuchaj, dostałam antybiotyk na to”, coś tam się dzieje, coś jest mocnego, „Czy Ty radzisz mi wziąć antybiotyk?”. Po pierwsze nie jestem lekarzem, więc nie mogę nic poradzić, ani nie jestem osobą, która może na ten temat wydawać jakiekolwiek opinie, ale zawsze też mówię wtedy, że trzeba we wszystkim wziąć balans. 

Czyli są takie momenty, kiedy sięgniemy po tę medycynę nowoczesną, ale cały czas jesteśmy świadomi, co się dzieje w naszym ciele i wtedy to będzie równowaga i balans. Tak myślę.

Dokładnie tak jak mówisz. Kurcze, to była naprawdę bardzo fajna rozmowa, bardzo, bardzo się cieszę, że poruszyłyśmy tyle tematów, o których nie miałam możliwości gdzieś tam porozmawiać wcześniej i mam nadzieję, że Wam też się dobrze tego słuchało, tak jak nam się rozmawiało.

Bardzo Ci dziękuję Gosia, bardzo Ci dziękuję, że przeznaczyłaś czas.

I ja również.

Dziękuje wszystkim słuchaczom, którzy wytrwali do tego momentu. Jeżeli Was ten temat ciekawi – 

Mam nadzieję, że tu jesteście.

– koniecznie zostawcie nam, jeżeli macie jakiekolwiek pytania, czy komentarze, to tutaj szczególnie na YouTubie są, możecie coś dodawać, może też powstać jakaś dyskusja, także napiszcie coś, jak to odczuwacie, czy też tak odczuwanie, podobnie jak my, a może inaczej, także dla wszystkich jest otwarta przestrzeń. 

Dziękuję Ci, Gosiu.

Tak, jak najbardziej. Ja również dziękuję.

Powiedz Gosiu, gdzie możemy Cię znaleźć, bo słuchacze może wiesz, Ty masz też popularny swój kanał Anatomia Jogi, zresztą go śledzę cały czas, jestem fanką Twojego kanału, ale mogłabyś może przekazać, gdzie mogą Cię znaleźć, co prowadzisz?

Dziękuję Ci bardzo. Moi drodzy, ja to jestem taka kobieta-rakieta, więc ostatnio zastanawiam się, gdzie mnie nie ma. Od niedawna prowadzę swój podcast, bo urodził się w czasie pandemii, więc zapraszam Was do wysłuchania moich pierwszych odcinków podcastu. Myślę, że tam możecie mnie poznać tak bardziej jako mnie-Gosię. 

Mnie, jako specjalistkę od asan i od fizyczności i możecie bardziej poznać na YouTubie, ten kanał jest już prawie pięć lat, więc jest tam mnóstwo materiałów. Jeżeli zwłaszcza praktykujecie kundalini i jeszcze nie do końca wiecie jak pracować z ciałem, żeby sobie nie zaszkodzić, to zapraszam Was na mój kanał, bo hasło „Bezpieczna joga”, to jest takie moje hasło, które ostatnio gdzieś tam przylgnęło wręcz do mnie. 

Na moim Instagramie robię akcje miesięczne i na Instagramie zdradzam dużo takich tipów, wskazówek szybkich, których nie ma na YouTube’ie, więc właściwie jak będziecie gdzieś tam na każdym z tych mediów mnie odwiedzać, na pewno dowiecie się czegoś nowego i mam nadzieję, ciekawego. Będzie mi ogromnie miło Was ugościć. Pamiętajcie, że przestrzenie u mnie są przyjazne i otwarte dla wszystkich, także bardzo serdecznie Was zapraszam.

Dziękuję bardzo. Dziękuję bardzo jeszcze raz i mam nadzieję na nagranie następnego podcastu. Mam nadzieję, że spotkamy się i nagramy coś jeszcze w przyszłości. 

Tak. Mam taki dobry flow z Tobą, że zdecydowanie. Tutaj oficjalna deklaracja.

Dziękuje jeszcze raz. Miłego dnia i wszystkim słuchaczom życzę miłego dnia i do następnego usłyszenia podcastu. 

Do następnego podcastu! Pa, pa!

Bądź w kontakcie z Aga Yoga

Zapisz się do newslettera

Pozostań ze mną w kontakcie, zapisz się do mojego newslettera
z inspirującymi artykułami o jodze i jogowym stylu życia.

.