Odcinek 15: Czy joga może pomóc w depresji?

Maj 25, 2020 | Podcast

Witaj w podcaście Akademia Kundalini Jogi z Agą. Mam na imię Aga i dzisiaj nasz podcast poświęcony jest depresji.

Do podcastu zaprosiłam Alicję Suchcicką, która jest właścicielką Szkoły Jogi Nieboskłon w Warszawie. Nauczycielką jogi i też osobą, która doświadczyła depresji. Opowie nam troszeczkę o tym, jak joga pomaga jej w depresji.

Podkast znajdziesz na platformach:

Spotify 

iTunes

YouTube

Stitcher

 

Witam Cię, Alicjo. 

Cześć, dzień dobry!

Bardzo się ciesze, że zgodziłaś się opowiedzieć o twoich doświadczeniach właśnie z depresją i o tym, jak sobie z tym radzisz. Dlatego, że bardzo często osoby pytają mnie o to, jak poradzić sobie z depresją, w związku z tym, że jestem nauczycielką Yogi Kundalini. Tam jest dużo rzeczy, gdzie pracujemy samoterapią, ze sobą, z emocjami. Wychodzi na to, że możemy sobie pomóc dużo jogą w depresji.

Powiem szczerze, że często mam wątpliwości. Z tego powodu, że na szczęście nigdy nie spotkała mnie depresja — mam nadzieję, że nigdy nie spotka — dlatego też nie mam doświadczenia. Wiadomo, mówiąc o takich rzeczach bardzo ważna jest tego znajomość, tak na sobie. Nie tylko na suchych faktach.

Często też obawiam się — nie chcę wygłaszać takich sądów, że wystarczy ci yoga, wystarczy medytacja czy praktyka i w ogóle nie potrzeba żadnych lekarstw ani lekarza, na pewno to ci pomoże. Nie chcę tego mówić, bo wiem, że tak do końca nie jest. Powiedz nam, Alicja — jak to u Ciebie było? Jak to się stało? Gdybyś mogła powiedzieć od początku, jak to z tą depresją jest. Czym jest depresja dla ciebie? 

Dla mnie to jest stan, kiedy nie widzisz sensu w tym co robisz, nie widzisz sensu, żeby wstać rano i umyć zęby albo zjeść śniadanie. Przestajesz o siebie dbać, przestajesz widzieć jasne strony tego, co się dzieje wokół ciebie i może być wszystko super, piękna pogoda. Możesz mieć pieniądze na koncie, stabilną pracę, super związek. Wszystko, co najlepsze, a i tak może cię to dopaść. 

Też nie jest tak, że musi się coś złego dziać. U mnie wydarzyły się różne, trudne sytuacje, kiedy byłam dzieckiem. To się potem odbiło w czasie studenckim. Zaczęło się to tak, że miałam problemy z nauką. To, co czytałam nie miało sensu, nie rozumiałam tego, co czytam. 

Studiowałam kulturoznawstwo ze specjalizacją filmową, więc też oglądanie filmów było dla mnie męką i katorgą. Te obrazy przelatywały na ekranie, ale ja w ogóle nie mogłam skupić się na wątku.

Wtedy po raz pierwszy trafiłam do poradni psychologicznej u siebie na Uniwersytecie. Zrobili wstępną konsultację, postawili diagnozę, kilka testów. Porozmawiałam z psychoterapeutką i stamtąd skierowali mnie do psychiatry. To był pierwszy kontakt ze specjalizacją lekarską, która też jest taką, o której trudno się mówi. Dużo prościej powiedzieć, że idzie się do internisty, niż psychiatry. 

Tak na początku trochę się broniłam, ale stwierdziłam, że spróbuję, bo lekarz to lekarz. Najwyżej nie wezmę leków.

Po konsultacji z psychiatrą zdecydowałam się na leki. Po ok. pół roku, z tego, co pamiętam, zaczęło się wszystko poprawiać. Wtedy jeszcze nie praktykowałam jogi jako Asan albo medytacji. Biegałam sporo, ćwiczyłam, byłam sporo w ruchu. Nie było tak, że niczego ze sobą nie robiłam. Gdy już sobie z tym poradziłam była chwila przerwy i kolejny, kolejny i kolejny raz. Przyczyn można byłoby poszukać za każdym razem innych, ale sądzę, że gdy wydarzy się to raz to jednak jak się nie przepracuje pewnych rzeczy do końca, to mogą wracać.

Czasami nie wystarczy jedna terapia czy jedna farmakologiczna pomoc tylko należy zobaczyć, jak się zareaguje i ewentualnie zmienić leki. 

Zaczęło się to na studiach i potem co jakiś czas wracało. Mniej więcej co dwa, trzy lata. 

Ciekawi mnie: jak pierwszy raz to się zaczęło, jak długo potrwało to, zanim zorientowałaś się, że jest to depresja? Wydaje mi się, że pierwszy raz – szczególnie gdy osoba jest bardzo młoda — może się komuś wydawać, że przesadza, albo na pewno nie jest to. 

Jestem ciekawa ile czasu mija, zanim zdajemy sobie sprawę, że coś nie jest w porządku. Tak jak mówisz -warto pójść do psychiatry. Tak jak wspomniałaś, jest to dla nas temat tabu — niepotrzebnie kojarzy nam się z czymś nieprzyjemnym, czymś nie dla „normalnych” osób. 

Ile to trwało? Jak się zorientowałaś? Czy ktoś ci w tym pomógł? 

Moi rodzice zauważyli, że przesypiam całe dnie, opuszczam zajęcia albo wcześniej pisanie prac na zaliczenie nie sprawiało aż takiej trudności. Tutaj pisanie w ogóle mi nie szło. Zdarzało mi się mieć problemy z koncentracją na wykładach, zajęciach. Nie chciałam nigdy wychodzić ze znajomymi po zajęciach czy weekendy. Nie mówię o nie wiadomo jakich imprezach – po prostu nie miałam ochoty spotykać się z ludźmi. Przestało mnie to interesować.

Trwało to kilka miesięcy, zanim doszłam do punktu, że rano nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. Tak naprawdę rodzice wysłali mnie na tę konsultację i żebym poszła do pierwszej, najbliższej placówki. To było na uczelni. Psychoterpaeutka miała taką wiedzę jak pomagać osobom w młodym wieku. Miałam wtedy 21, może 22 lata. Tak trafiłam.

Mówi się, że jeżeli przez ok. 2-3 tygodnie zmienia nam się tryb życia i przestają nas cieszyć rzeczy, które wcześniej nas cieszyły, tracimy apetyt albo zmienia się coś w rytmie snu, dobowym albo jakieś rzeczy, które robiliśmy po prostu i nagle przestajemy, to warto zastanowić się, czy nie pójść po pomoc i poobserwować. 

Sama już wiem, że jak dłużej śpię w ciągu dnia — albo w ogóle to robię — lub gdy budzę się o 3:00, 4:00 nad ranem to warto wtedy zadzwonić do mojego lekarza i po prostu to skonsultować. 

Miałam niedawno taką sytuację, że budziłam się nad ranem. Moja psychoterapeutka liczyła tygodnie — pilnowała mnie — po 5 tygodniu tych pobudek powiedziała, że warto skonsultować się z lekarzem, bo jest t ewidentna zmiana rytmu dnia. Nie powinniśmy budzić się o 4:00, bo to nie jest normalna godzina. Normalną godziną jest 7:00. 

Ty wstawałaś o 4:00 i czułaś się pełna energii? Bo też może być tak, że wstajemy rano i jesteśmy wypoczęci. 

Nie, budziłam się z poczuciem alertu, czuwania, że muszę coś zrobić, że o czymś zapomniałam, coś zawaliłam. Czegoś nie zrobiłam. 

Mimo że wszystko było poukładane i zaplanowane po prostu na kolejny dzień, to ten stres powodował, że wybudzałam się w środku nocy i zastanawiałam się, czego nie zrobiłam. Pojawiały się też — może nie stricte ataki paniki — ale uczucie niepokoju, stanu czuwania. Nie wypoczynku, świadomej pracy nad czymś, tylko czuwania.

No właśnie — ale powiedz mi, tutaj można pomylić albo połączyć stres z depresją? 

To też jest tak, że jeżeli stresu jest za dużo i trwa za długo, nic z tym nie robimy — na bieżąco nie reagujemy na to, jak ten stres się pojawia to w pewnym momencie zaczyna się kumulować. To jest też fizjologicznie sprzężone. Jak mamy za dużo stresu, to cały czas jesteśmy w stanie pobudzenia i serce bije szybciej, szybciej oddychamy. Tak, jak byśmy szykowali się do ucieczki przed tygrysem. Nie można być cały czas w tym stanie. W końcu trzeba się schować do jaskini [śmiech], chwilę odpocząć, coś dobrego zjeść. Pobyć z bliskimi albo zrobić coś dla siebie. 

Natomiast jeżeli chodzi o stres a depresję to stres przewlekły i taki, z którym nic nie robimy, czyli ten, który się kumuluje, może prowadzić do depresji. Może też prowadzić do tego jakieś przykre zdarzenie, które się nam przytrafiło. Niezależne od nas.

Jest też forma depresji, gdzie mamy zaburzenia funkcjonowania mózgu. To jest tzw. depresja endogenna. Wtedy leki są konieczne, bo inaczej nie da się tego uleczyć. 

Wszystko warto obserwować, nawet zapisywać nastrój. Jeżeli zobaczymy, czy coś się dzieje nie tak, sprawdzić, czy ostatnio się coś trudnego nie wydarzyło. Sama obserwuję wśród osób, które przychodzą do mnie na zajęcia online, że też są przeładowane i kwarantanną i wszystkim, co się dzieje. To też jest stres. Stres, który jest niezależny, bo też nie mamy wpływu na to, czy odmrozimy nagle wszystko czy nie. Bardzo wiele osób mówi, że joga, medytacja i regeneracja, odpoczynek, zadbanie o siebie ten stres obniża. Takie działanie na co dzień na bieżąco może pomóc. 

Tutaj przechodzimy do tematu, jak joga może wspierać.  

Jeszcze zanim do tego przejdziemy! Ciągle Cię o to pytam, bo wiem, że dla ciebie to jest takie logiczne, bo to wszystko znasz.

Sama natomiast jestem kompletnym laikiem i pytania mają pomóc słuchaczom z taką wiedzą, jak moja. Pewnie wielu z nich zdaje sobie takie pytania.

Skoro już Cię tu mam, jeszcze mam kolejne dwa pytania. 

Głównym celem jest oczywiście podejście do jogi, ale jeszcze jedna rzecz. Jak wygląda mniej więcej pierwsza konsultacja? Jak poszłaś do lekarza, to jak to wyglądało? Jest to rozmowa, badanie? 

Różnie. Myślę, że zależy to od nurtu psychoterapii, na który trafimy a jest ich bardzo dużo. Behawioralno-poznawcza, psychodynamiczna, humanistyczna. Bardzo dużo różnych nurtów i można wcześniej o nich poczytać. 

Niektórzy robią testy. Rozmawia się też często z supervisorem, czyli osobą, która nadzoruje innych psychoterapeutów i wtedy jest to około godzinna rozmowa. Pytania są następujące: z czym pani przychodzi, w czym mogą mi pomóc, co się wydarzyło, że zdecydowała się pani na konsultację czy wizytę. Pytania o tryb dnia. Czy się zmienił sen, czy się zmienił sposób odżywiania, czyli na przykład spadek apetytu czy zajadanie? Czy zmieniło się reagowanie na pewne rzeczy, czyli na przykład wybuchy płaczu albo wybuchy złości? Może to być też zmiana nawyków — coś, co wcześniej sprawiało nam radość, jak czytanie, oglądanie filmów, bieganie, robienie na drutach nagle przestaje być dla nas atrakcyjne.

Pytania są głównie o to, czy zmieniła się nasza codzienność. Czy zwykłe rzeczy, które wydają nam się błahe jak spanie, jedzenie, zainteresowania? 

Każdy psychoterapeuta i psychiatra, z którymi się spotkałam w ciągu ostatnich kilku lat jest po stronie pacjenta. Nie jest tak, że oni są po przeciwnej stronie, krytykują, oceniają — spotkałam się też z taką opinią, że lekarz na pewno jest oziębły, oschły i nie potrafi się wczuć. 

To jest jednak taka specjalizacja, która jest naprawdę bardzo empatyczna i lekarze naprawdę słuchają. Mimo że to nie jest taki fizyczny ból — chociaż czasami też może być, bo może boleć nas ciało — to oni są bardzo po naszej stronie. Też obawy, że nie zostaniemy zrozumiani albo uznani za wariatów są zupełnie bezpodstawne, bo ten lekarz specjalizuje się w tym. Zawsze powtarzam, że tak jak pulmonolog jest od płuc, internista jest od chorób wewnętrznych, gastrolog jest od układu pokarmowego to psychiatra jest od naszego samopoczucia i to jest po prostu taka specjalizacja. Jeżeli więc coś się zmienia w naszym samopoczuciu, codziennym funkcjonowaniu, to warto wybrać się albo do psychoterapeuty, albo do psychiatry. 

Też takie pytanie, które dostaję a propos tych dwóch form pomocy: do kogo pójść najpierw? Niektóre ośrodki psychoterapeutyczne mają formę, że najpierw jest konsultacja z supervisorem albo jest to konsultacja z bardziej doświadcoznym psychoterapeuta. Po takiej konsultacji podejmuje się wspólnie decyzję, co dalej. Warto więc pójść na konsultację wstępną, żeby w ogóle zobaczyć, jak poważna jest sprawa, czy wystarczy sama terapia, czy trzeba wesprzeć to lekami, czy jedno i drugie. Polecałabym takie wyjście. Można oczywiście trafić do psychoterapeuty od razu albo do psychiatry, jeśli nie ma opcji takiej konsultacji i myślę wtedy, że specjaliści pokierują nas dalej. Warto pójść po pomoc i przyznać się przed samą sobą i osobą, która jest po naszej stornie, że tej pomocy potrzebujemy, bo domyślam się, że to może być trudne. A tam — nie jem od dwóch tygodni, nie śpię od miesiąca, ale to minie. Takie zanurzanie się w niepotrzebnym cierpieniu i bólu uważam, że jest zupełnie zbędne. Jednak przyznanie się do tego może być trudne. 

No właśnie. Wydaje mi się, że to jest duży krok do przodu, kiedy się przyznajemy i jeszcze powiemy to na głos i też bliskiej osobie. Powiemy sobie coś jest nie tak, potrzebuję pomocy. Na pewno, moim zdaniem — choć jak mówię, nie znam się na tym, ale pewnie jest to bardzo duży krok w leczeniu depresji, kiedy się do tego przyznajemy, sami przed sobą.

Tak. Podobnie jak z bólem zęba! Zauważysz ten ból zęba, pójdziesz do dentysty. Nie chodzisz przed 3 miesiące z bolącym zębem. Znaczy, może ktoś chodzi, ale nie sądzę! [śmiech]

Teraz w kwarantannie, no to nie wiadomo, może!

Tak! Jednak na co dzień, jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to automatycznie idziesz, żeby coś z tym zrobić więc tak samo z tym nastrojem.

To jest o tyle trudne, że nie jest namacalne właśnie jak ten ząb. To może być ten kłopot. Jednak gdy mamy tę świadomość i to złapiemy, to może być już lepiej. 

Też pewnie — dlatego przejdziemy za chwilę do tematu z jogą. W Jodze Kundalini uczymy się samych siebie. Swoich emocji. Kiedy więc jesteśmy sami ze sobą, jest nam też dużo łatwiej rozpoznać, tak jak ty mówisz — ból zęba, wiadomo, jednak emocje nie każdy potrafi w sobie rozpoznać. 

I nazwać ich.

No właśnie. 

Jeszcze jedna rzecz- bo mówiłam, że są dwie — jak mówiłaś o różnych przyczynach. Może być stres, zmiany w mózgu, ale też mówiłaś o sytuacjach. Nagła śmierć w rodzinie, odejście kogoś — partnera. Takie sytuacje też mogą doprowadzić do depresji, prawda? 

Tak, też na przykład problemy w pracy. Szef, szefowa czy współpracownik, z którym mamy kłopot. Za dużo obowiązków, przemoc w rodzinie — wszystkie sytuacje, które powodują w nas to, że nagle tego się roi za dużo i nasza wyporność i możliwość poradzenia sobie z tym jest po prostu przepełniona, nie dajemy już rady. 

To mogą być różne wydarzenia. Przeprowadzka do innego miasta, gdzie nie mamy znajomych, jesteśmy daleko od rodziny. Problemy z partnerem, utrata ciąży, choroba kogoś bliskiego. Śmierć naszego ukochanego zwierzęcia też może prowadzić do obniżonego nastroju. 

Przyczyn jest dużo i nie mniej lub bardziej poważnej. 

Właśnie, kiedyś zastanawiałam się, myślałam — właśnie mówiąc o jodze — wpadłam na to, że często, kiedy mówimy o czakrze serca, czyli to jest jakby nasze zranione serce — tak sobie pomyślałam, że depresja może być związana z czakrą serca. Pomyślałam tak dlatego, że za każdym razem, kiedy coś się zdarzy, czy sytuacja czy ktoś, cokolwiek zraniło nam serce – takie złamane serce – tak boimy się tego, bo to był ból, więc jakby zaklejamy to i zamykamy tym samym nasze serce, bo nie chcemy odczuwać.

Tak pomyślałam, że może to też być powodem wejścia w depresję, bo nagle nie chcemy czuć. Dlatego wchodzimy w stan snu, nic nie odczuwania, bo się odsuwamy. Nie chcemy czuć bólu. Czy myślisz, że tak może być? 

Tak. Tak samo co mówiłyśmy parę minut temu — że trudno jest nam się przyznać, że jesteśmy zranieni czy jest nam smutno, bo to nie są jakości, które są pożądane w dzisiejszym świecie. Wszyscy mówią o tym, żeby cieszyć się życiem, być super radosnym, wszystko jest ekstra. Jednak przykre rzeczy się zdarzają i na niektóre nie mamy wpływu. 

W porządku, rozumiem, że warto skupiać się na rzeczach, które są fajne, ale czasami po prostu się nie da! Czasami te sytuacje, które się zdarzają i tak jak mówisz, łamią nasze serce potrzebują tego, żeby je opłakać, żeby pobyć sobie z tym smutkiem — smutek też jest emocją, z która warto się spotkać. Z poczuciem bezsilności uczuciem złości czy beznadziei. 

To też są emocje, które się nam przytrafiają. Wypieranie ich i zaklepywanie, zasypywanie wszystkim, co pozytywne sprawi, że czasami to się po prostu wyłoni później, więc warto obserwować wszystkie emocje, które się pojawiają i pracować z nimi na bieżąco. 

Tak, spotkałam się ostatnio ze stwierdzeniem: Aga, co zrobić, kiedy mam te złe emocje i ich nie chcę? Odpowiedziałam, że wcale takich nie ma. Nawet złość czy smutek wcale nie są złe. To emocje, które warto przytulić i dać im przestrzeń. 

Wydaje mi się, że tak jak wspomniałaś to też jest problem, że żyjemy w czasach, gdzie nie ma przestrzeni na nie i wstydzimy się ich. Wypieramy, chowamy do szuflady i prowadzi to do różnych sytuacji.

 I teraz — w końcu przejdziemy do tematu z jogą, chociaż już się trochę powiedziało — ale właśnie. 

Czyli Twoje doświadczenie jako — bo mówisz, że biegałaś na początku, sport… Czasami sobie myślę, że bieganie jest formą medytacji. Jak to się stało, że joga zajrzała do twojego życia? Przez tę depresję? Zbieg okoliczności? 

To był zbieg okoliczności. Koleżanka powiedziała, że idzie na jogę i spytała, czy nie poszłabym z nią. Poszłam i ona nigdy już więcej nie wróciła na matę a ja skończyłam tak, że mam swoją szkołę i uczę. 

Joga najpierw była takim treningiem. Chciałam się bardziej porozciągać po bieganiu. Chciałam robić szpagaty i miałam cele bardziej zaawansowane, a im bardziej zaczęłam pracować z ciałem to zauważyłam, że to ciało reaguje różnie w różnych asanach. Że na przykład po wygięciach w tył nagle lecą mi łzy. Nie z bólu, tylko lecą mi łzy i zaczęłam się zastanawiać, jak to się dzieje. Po staniu na rękach czy próbach nagle okazywało się, że jestem silniejsza i mam takie poczucie, że nawet do góry nogami sobie poradzę. 

W skłonach miałam wrażenie, że menstruacja mi się wyregulowała i ten okres przestał być taki bolesny. Zauważyłam realne efekty w codziennym życiu. Zaczęłam to zgłębiać, dlaczego tak się dzieje. Najbardziej ciekawiły mnie te wygięcia w tył! Zwykłe leżenie na wałku właśnie w takim łagodnym wygięciu sprawiało, że ja po prostu płakałam. Te łzy leciały mi po bokach, skapywały do uszu, cała mata była zapłakana. Wokół chusteczki.

Trafiłam na nauczycieli, którzy te chusteczki mi podawali i mówili, że spokojnie, jak mam ochotę to. Mogę się wypłakać. Jak będę mieć dość to odpocznę w pozycji dziecka albo w relaksie. Zostałam zaopiekowana w takim jogowym środowisku. Tak to się zaczęło. Na terapii mój terapeuta zauważył, że odkąd praktykuję jogę, im dłużej im więcej, a zdarzało się, że chodziłam dwa razy dziennie, codziennie na zajęcia, rano i wieczorem, to, że dzieją się bardzo szybkie efekty w terapii. 

Szybciej sobie radze z pewnymi rzeczami, że potrafię sama znajdować rozwiązania. Bardziej ufam samej sobie i tez, że potrafię łatwiej nazywać emocje i sama szukam na nie rozwiązań. Terapeuta był towarzyszem, a nie kimś, kto robi rzeczy za mnie. 

Joga dała mi zaufanie do siebie i też pytałam wielokrotnie i psychiatry, i różnych terapeutów — mam też znajome psychoterapeutki, dla których zresztą też prowadzę jogę — czy w ogóle warto. Czy to nie zrobi mi krzywdy, czy powinnam? Zawsze słyszałam odpowiedź, że każda praca ze sobą, nawet w trudnym momencie jest wartościowa i trzeba po prostu dobrać formę praktyki, którą robi się w danym czasie.

Czasami były to asany, czasem dwa razy dziennie, kiedy moje ciało potrzebowało rozpuścić napięcia albo wzmocnić się czy zregenerować, odpocząć i pobyć dłużej w relaksie. Czasami to była pranajama. Pamiętam, że miałam miesiące, kiedy tylko oddychałam, na przykład naprzemiennie. Ostatnio też w czasie kwarantanny bardzo dużo i bardzo dobrze zrobiła mi joga nidra. Taki głęboki relaks, jogiczny sen. Pewnie dlatego, że budziłam się o tej 3:00 czy 4:00 rano i ciało domagało się skumulowanego snu. 

Joga — my o tym wiemy, ale może słuchacze nie wiedzą — joga to nie są tylko asany i jest szereg narzędzi, z których można skorzystać i warto sobie posiedzieć ze sobą, czego potrzebujemy danego dnia albo w danym okresie. To, czy zrobimy szpagat czy założymy nogę za głowę, czasami może nam nic nie zmienić, a siedzenie 5 minut i poodychanie świadome, bycie z oddechem może nagle nam zmienić nastrój. 

To było też dla mnie odkrycie, że nie muszę ćwiczyć tylko asan. Że jest dużo innych narzędzi, z których można korzystać. To się przenosi też na codzienne życie, czyli na to, czy siebie nie krzywdzimy. Czy odżywiamy się tak, jak powinniśmy i jemy to co nam służy czy nie dbamy o tę dietę? Czy mamy uporządkowane relacje z partnerem czy rodziną, czy w pracy nie nadużywamy siebie i nie siedzimy po godzinach, bo inni siedzą też?

Od tej praktyki asanowej się to zaczęło, a im dalej w las, tym więcej drzew. Zauważyłam, że z tych narzędzi można korzystać, ale też dla mnie to nie jest tak, że osiągamy cel i to jest koniec, jesteśmy nagle oświeceni, wszystko się układa i wszystko jest pięknie. To jest codzienna praca, codzienna praktyka i nawet jak coś się nie uda albo zjemy tabliczkę czekolady albo zarwiemy noc czy nie wrócimy na czas do domu, bo będziemy siedzieć w pracy, też nie warto się tym samobiczować tylko po prostu następnego dnia spróbować jeszcze raz i bardziej zadbać o siebie. To jest proces, który się odnawia i to jest ciągła praca, zmiana. Wielu znajomych pyta, mówiąc, że jestem joginką, uczę jogi, że na pewno mam wszystko poukładane. Lub też: no, już było tak extra i nagle wszystko się zawaliło. No właśnie. Na tym to wszystko polega, żeby wytrwać w tym, że się próbuje. Że to nie jest coś, co mamy na zawsze i to jest przyklejona plakieta, super, udało ci się!, kolejny etap, masz gwiazdkę i koniec. Teraz hulaj dusza. Tylko to jest ciężka, codzienna praca ze sobą. 

Tak, dokładnie. Sama też to rozpoznaję. Szczególnie teraz w tym trudnym czasie kwarantanny, kiedy byliśmy w domu to też czułam taki obowiązek, jako nauczyciel jogi, żeby wspierać wszystkie osoby, ale sama też miałam ciężko i popłakałam sobie. Niesamowite jest to, jak właśnie praktykujemy jogę, że uczymy się, że te emocje, tak jak powiedziałyśmy wcześniej, są normalne i że możemy je mieć. Jak sobie z nimi poradzić? Tak jak dziś wspomniałam przed dzisiejszym nagrywaniem, wczorajszej mojej frustracji związanej z odmrażaniem i nieodmrażaniem studia jogi i taki moment, kiedy tę frustrację mam i myślę sobie, że okej: to jest dobrze. Mogę czuć się sfrustrowana zła czy smutna, ale teraz co z tym zrobimy? Nie chce tego schować do szuflady, ale nie chce też tracić energii na wyżywanie się, krzyk albo złość na cały świat.

Jak mogę przetransformować te emocje i wykorzystać je? Sądzę, że tego uczy nas joga. 

Tak. To też jest takie, że czasami jest wpaść w takie samonakręcanie się. Czyli podsycamy jeszcze bardziej ten smutek albo podsycamy złość. Joga uczy tego, żeby to zaobserwować i świadomie coś z tym zrobić. Tak jakby smutek był czymś, co możemy ugotować. [śmiech] Przekroić albo przytulić. Czasami wyobrażam sobie w ten sposób, że to jest coś namacalnego i co bym zrobiła z tym, żeby było na moją korzyść. Tutaj ktoś może zapytać, skoro tak pracuję z emocjami to dlaczego mam depresję i potrzebuję leków? Takie pytania też czasami słyszę.

Chodzi o to, że nie jestem maszyną. Czasami tych emocji jest za dużo i wsparcie lekami, terapią w połączeniu z pracą z emocjami czy ciałem jest konieczne. 

Sytuacje są różne, mamy różne konstrukcje i każdy sobie radzi z tym inaczej. Mój psychiatra na przykład, jak mu powiedziałam, że uczę jogi i sama praktykuję, to się bardzo cieszył, bo mówi: to ja dam pani takie leki na uspokojenie, jakby było już naprawdę bardzo źle, ale zanim pani weźmie ten lek to prosze sobie wypisać ścieżkę co się dzieje, kiedy ma pani stan lękowy. Zauważyć tę emocję, spróbować ćwiczeń oddechowych, relaksacji, pójść na spacer, przytulić się do kogoś Pogłaskać kota. Napisać kilka stron w dzienniku. Zadzwonić do kogoś. A jeżeli nic z tych rzeczy nie pomoże, to dopiero wtedy wziąć tabletkę. 

Trafiłam na bardzo fajnego lekarza który rozumie, że leki tez wszystkiego nie załatwią. Tylko że mamy taki wachlarz możliwości, z których możemy skorzystać i najpierw skorzystać ze swoich zasobów, z tego, co wiemy, że nam pomaga. I jeżeli już wszystko inne zawiedzie, to dopiero wtedy po tych 10, 15 czy 20 innych sposobach, żeby dopiero wziąć tę tabletkę.

Leki uspokajające mam, ale nie otwarte pudełka. Czasami taka świadomość, że jak już będzie naprawdę źle to je wezmę, też mnie uspokaja. Też to trochę w ten sposób działa.

Dla mnie to jest takie poczucie, że jak sama sobie nie poradzę to mam wsparcie. Nie muszę tego sama dźwigać, jak już naprawdę nie dam rady.

Czasami też mi się wydaje, że możemy też wejść w taki stan, kiedy potrzebujemy takiego przysłowiowego kopnięcia, do przodu. To lekarstwo może być: okej, muszę! Słyszałam o takich sytuacjach, że osoba była w takiej sytuacji, że nawet bardzo chce medytować, uprawiać jogę, ale nie jest w stanie wyjść z łóżka. 

Dlatego jest to takie wspaniałe, żebyśmy połączyli — jak mówisz. Nie kompletnie ignorowali medycynę i traktowali to, jak samo zło, ale też nie uzależniali się od tego. Tylko połączyć. 

Mam nadzieję, że naszą przyszłością będzie, że medycyna konwencjonalna zacznie współpracować z niekonwencjonalną zacznie współpracować. Będzie to normalna rzecz. Miejmy nadzieję, że będziemy do tego podchodzić jak mówisz. 

Widzę, że się zmienia w środowisku. Powiedziałam, że uczę jogi psychoterapeutki, mam taką stałą grupę od kilku miesięcy, kobiet, które są psychoterapeutkami w różnych nurtach. Tak jak w jodze są różne nurty, które czasami są po dwóch stronach barykady — z przymrużeniem oka o tym mówię — tak samo nurty psychoterapeutyczne. One praktykując jogę zauważają, że pomaga im to w pracy psychoterpautycznej z pacjentami czy klientami, w zależności od tego, jak nazywają osoby, które przychodzą po pomoc. Widzą też, że dla nich jest to dodatkowa praca ze sobą i możliwość zrozumienia tez drugiej osoby, więc mam nadzieję, że też jest gdzieś jakaś grupa psychiatrów, którzy praktykują i widzą tego efekty. 

Wśród terapeutek one same były… Najpierw chciały się porozciągać, ale zobaczyły, że jest to jeden ułamek z tego, co mogą uzyskać i wprowadzają na przykład proste asany do terapii albo techniki oddechowe.

To się już dzieje, powolutku. Też mam nadzieję, że ta kwarantanna — bo teraz dużo osób jest w stresie, piszą do mnie i mówią, że czasami ktoś mówi nie będę chodzić na zajęcia online, bo już mam tak dość patrzenia w ekran albo w ogóle włączenia komputera. Mówię, okej, nie musisz chodzić na zajęcia online, możesz sobie zrobić 10 spokojnych oddechów po przebudzeniu albo wieczorem, bez komputera możesz skupić się na tym, co gotujesz danego dnia, bez komputera, telefonu spędzić godzinę z bliską osobą na rozmowie i to też będzie joga. Też zadbanie o siebie i też nie lubię takiego czegoś, że ktoś mówi, że jak nie ma nauczyciela to nie może praktykować. Warto pokazywać, że na co dzień możesz to robić samodzielnie. Nauczyciel może pokazać pomysły i cię nakierować, ale sam decydujesz co z tego wykorzystasz, więc dla mnie największym komplementem jest, to kiedy ktoś sam rano rozwija matę albo sam sobie szuka sposobów na to, jak sobie z tym stresem poradzić. To też jest joga. Poszukiwanie rozwiązania i zadbanie o swoje potrzeby i zaopiekowanie się samym sobą, po prostu.

Nie trzeba robić nie wiadomo jakich pozycji. Czasami te asany nie są konieczne. Mogą być zupełnie inne rzeczy. 

Często też mówię o tym, jak pracujemy z czakrami — ja pracuję dużo z czakrami — więc mówię sobie, że sukcesem jest i kiedy poznamy nas samych i dowiemy się, która czakra jest naszą słabością. To nie polega na tym, że musimy być idealnie, w pewnej równowadze. Właśnie poznanie siebie, że to jest moja część. Teraz się tym zaopiekujemy. 

Tak jak Ty masz, Alicja, z depresją — wiesz że to jest coś, co do ciebie wraca i czym się zaopiekujesz, przytulasz do siebie. Na tym to polega. A nie, że kompletnie to wyrzucimy — jakbyśmy zrobili operację plastyczną, że to trzeba odciąć, wyciąć, przełożyć. 

Wyrzucić…

Tak. Tylko właśnie te nasze w cudzysłowie kontuzje czy rzeczy — nie jesteśmy robotami, na szczęście. Każdy jest indywidualny i piękny właśnie z tymi swoimi w cudzysłowie niedoskonałościami, które przytulamy. To jest nasze piękno. Tak trzeba do tego podejść.

Mam do ciebie pytanie, Alicja. Często dostaję pytania, kiedy są na lekarstwach. Nawet mocniejszych i praktyka jogi Kundalini wymaga pracy bardzo z emocjami. Tutaj często są płacze, złości, śmiejemy się i tak dalej. Pytają się mnie, czy to jest okej. Mówię, że warto to skonsultować. Żeby mi powiedzieli, co biorą czy nie biorą. Jak ty do tego podchodzisz? 

Sama zawsze wychodzę od rozmowy, czyli pytam, czy dana osoba — tak jak pytamy o ciało, czy ma problem z kręgosłupem, tak samo pytam, czy ktoś nie jest pod opieką psychoterapeuty czy psychiatry. Pamiętam, jak to było u mnie, że ja zapytałam psychoterapeuty i psychiatry i nauczyciela jogi, czy to się nie gryzie. Czy to nie podsyci trudniejszych emocji? Tak naprawdę zależy to od indywidualnego przypadku. Ktoś może być już przy końcu terapii i może sobie z tym świetnie poradzić, ten wybuch płaczu może być takim zakończeniem pewnego procesu. Może być tak, że ten wybuch płaczu rozgrzebie jakąś ranę, która była zabliźniona albo coś nagle wróci. 

Myślę, że tu trzeba dopasować indywidualnie. Pamiętam, jak zapytałam Maćka Wieloboba, mojego nauczyciela medytacji. Mówię mu: Maciek, co ja mam robić? Bo nie wiem. Odpowiedział: weź sobie jedną praktykę oddechową i sprawdź. Może ta praktyka będzie kojąca. Dostałam wtedy taką praktykę oddechową, która pomogła mi pójść trochę do przodu i mój psychoterapeuta zobaczył, że to mnie wsparło. Tutaj też musi być współpraca dwóch osób. 

Nawet, jak nie mamy jakiejś bliskiej relacji z nauczycielem jogi to warto zadzwonić, napisać wiadomość, czy maila, cokolwiek. Żeby zapytać, skonsultować się i nie działać po omacku. Myślę, że każdy nauczyciel jogi może wesprzeć w taki sposób, który będzie dla nas dobry. Oczywiście im lepiej ten nauczyciel nas zna, tym lepiej, ale czasami może warto przeczekać ten trudniejszy czas i skupić się bardziej na relaksacji lub codziennych rzeczach. Żeby wejść w te emocje dopiero wtedy, kiedy będziemy stabilni. 

Jak u ciebie długo trwa czas, kiedy depresja wraca? To jest różne? Zauważyłaś jakieś podobne…? 

U mnie często to się dzieje między zimą a wiosną i w lecie. Są takie punkty w roku, kiedy mi się to włącza i wtedy mam częstsze spotkania z psychoterapeutką albo jeżeli jestem na lekach, bo nie zawsze to wtedy zwiększamy dawkę albo włączamy dodatkowe, wspomagające. To jest bardzo różnie. 

Co jest dla mnie cenne to to, że potrafię to rozpoznawać i zareagować odpowiednio szybko. Żeby nie rozhulało się zupełnie i nie jestem w stanie zrobić nic. Mimo że teraz mam gorszy czas to prowadzę zajęcia, udało mi się wynegocjować czynsz w Nieboskłonie, dbam o koty, dbam o siebie, chodzę na spacery do lasu, pilnuję diety i biorę leki. Praktykuję tę jogę nidra. Myślę, że nie miałabym tego albo może miałabym mniej takiej czułości dla siebie, gdybym nie praktykowała wcześniej i nie miała narzędzi. Niektórzy uciekają w używki albo kompulsywne rzeczy. Do wyboru mamy tak naprawdę dużo więcej i to od nas zależy, co wybierzemy. To jest bardzo cenne. Że jest joga i wspiera mnie w trudnym czasie, a nie tylko wtedy, kiedy ja się czuje super.

Właśnie, bo dużo osób tak podchodzi — że fajnie jest praktykować jogę, medytację, kiedy czujemy się wspaniale. Trudniej do niej wrócić, kiedy czujemy się źle. Dlatego tez warto praktykować, kiedy czujemy się dobrze, żeby przygotować się na te momenty, bo taka jest prawda, że nie tylko dla niektórych — każdy z nas będzie miał czas pod górkę i z górki i tak dalej. Jeżeli sobie z tego nie zdajemy sprawy, to żyjemy w iluzji. To jest normalne, że tak jest. Inne osoby będą miały bardziej pod górkę, inne mniej, ale to cały czas się dla mnie staje jaśniejsze. 

To jest niesamowite odkrycie od jakiegoś czasu i jeszcze raz powtórzę: nie polega to na tym, że mamy dążyć do ideału — kompletnie – bo ktoś mówi: ty też Aga jesteś nauczycielką jogi, ale cały czas masz problemy z pierwszą czakrą. Ktoś mnie jeszcze zapytał, że skoro pracuję tak to dlaczego mam kłopoty ze wzrokiem, na przykład. Nie polega to na tym, że mamy dążyć do ideału, tylko poznajemy się, przytulamy, opiekujemy. Wiemy, jak reagować. Mamy te narzędzia i potrafimy zareagować w czasie. 

To jest tak, że jogini nie są jakimiś superbohaterami. Mamy narzędzia, które mogą nas wspierać i czasami sobie z tym radzimy. Przeżyliśmy też sporo na swojej skórze, więc, zamiast oceniać, że jesteś joginką i masz problem ze wzrokiem czy którąś czakrą albo depresją czy jesteś joginką i nie robisz szpagatu — to też często było, ja nie robię szpagatu! – bo źle się czuje w szpagacie, nogi mnie za bardzo ciągną. 

Szpagat nie sprawi, że będę szczęśliwsza. 

Nie, rzeczywiście!

Będę może ładnie wyglądać na zdjęciu i ktoś powie wow, ale co z tego? Wolę swoją praktyką pokazywać to, że okej, jeżeli chcesz zrobić szpagat i ciało ci na to pozwoli czy budowa bioder albo rozciągniecie tyłów nóg — że to może być jedna z przyczyn, która cię d tego doprowadzi, ale to nie sprawi, że sobie lepiej poradzić w trudnej sytuacji. Niektórzy mówią, że dążenie do jakiejś asany może wypracować dyscyplinę i takie…

Jaka motywacja wtedy jest! 

Tak! 

Do tego dążymy i przestajemy. To jest jakiś cel, który chcemy osiągnąć.

To może być, ale nie do wszystkiego motywacja będzie nam potrzebna. Czasami potrzebne są inne umiejętności, typu… Odpuszczenie. Zatrzymanie się wręcz. Nie dążenie za wszelką cenę, do czegoś tylko zatrzymanie się, zaobserwowanie, odpoczynek. 

Mam takie osoby, które są bardzo do przodu i bardzo dużo celów muszą mieć w życiu. Cały czas muszą dążyć, dążyć. Zauważyłam, że te osoby żyją tym, co będzie. Żyją w tym, co dopiero się wydarzy, a nie tu i teraz, nie. tym, co mają. Lub też wspominają to, co było: kiedyś to ja mogłem to i to, kiedyś czułem się tak i tak. 

No dobra, ale zarówno to, co było kiedyś jak i to, co będzie to jest coś, czego nie ma. Teraz masz zupełnie inne rzeczy. Sytuacja sprzed miesiąca była inna, ale nie możesz z tym pracować, co było miesiąc temu, bo dzisiaj masz zupełnie inne warunki. Jesteśmy w okresie kwarantanny, można było robić inne rzeczy i nie ma co sobie gdybać, co by było, gdyby kwarantanny nie było, bo nie wiemy. Joga też uczy tego, żeby zrobić taką stop-klatkę w tym, co mamy dzisiaj. Okej, no nie zrobimy dzisiaj tego szpagatu. Nie wiadomo, że go zrobimy za miesiąc, dwa lata czy nigdy. 

Może nie w tym wcieleniu!

Na przykład. Może dzisiaj twoje ciało jest tak zmęczone i tak przetrenowane, że go nie zrobisz. 

Często jest moment, że jak zaakceptujemy, że nie zrobimy szpagatu, mówisz: dobra! i nagle na drugi dzień zrobisz. Bo zaakceptowałaś, że nie zrobisz. 

Miałam takie coś z mostkiem. Wspominałam o tych wygięciach w tył. Dla mnie te wygięcia w tył sprawiły, że płakałam. Na zajęciach na UWF-e u profesora Janusza Szopy… Janusz robi coś takiego, że mówi: zapraszam do polegiwania, czyli do odpoczynku między asanami na przykład i mówi: jeżeli czujesz się zmęczony, połóż się i odpocznij. Była sekwencja na wygięcia w tył i ja mówię: nie, nie dam rady. Już mi łzy kapią. Nie zrobię tego mostka dzisiaj. Wszyscy robią, piękne mostki, koleżanki joginki wygięte. Mówię: nie, trudno, nie robię. Wtedy Janusz mówi: jak odpoczniesz, to spróbuj jeszcze raz. Jak masz siłę, ochotę, to spróbuj. 

Weszłam wtedy do tego mostka pierwszy raz w życiu, sama. To jest to, co mówisz. Czasami jak odpuścisz i nie masz takiego wymagania co do samego siebie tylko przyjmujesz, że dzisiaj nie czuję się najlepiej, ale spróbuję. Chwilę odpocznę i spróbuję. Czasami to jest dużo lepsze niż wpychanie się na siłę i zaciskanie zębów. I potem frustrowanie, że cholera, tyle praktykuję a mi ciągle nie wychodzi. 

Dokładnie, na tym wszystkim to polega! Praktyka jogi to jest to. Mówi się, że to nie jest moment, jogi nie praktykujemy po to, żeby dotknąć ziemi palcami przy skłonie. Nie praktykujemy jogi po to, co my odczujemy podczas tego. Czyli obserwowanie wszystkich emocji. 

To nie musi być tylko apropo mostka, tylko też przykład z naszej branży jogowej i lokali, utrzymywania się w tym trudnym czasie, ja poprosiłam moje koleżanki prawniczki, żeby pomogły mi napisać pisma do pana, od którego wynajmuję lokal, w którym jest Nieboskłon. To były dwa tygodnie pisania pism o obniżkę czynszu. To była walka, że ja mówię tyle procent, on mówi nie, nie zgadzam się, dużo mniej. Takie przepychanie się, przepychanie i w pewnym momencie mówię… Dobra, ja to puszczam wolno. Rezygnuję z tego lokalu, trudno. Może tak ma być. Pozwalam, żeby to się wydarzyło samo. 

Znajoma napisała mi pismo z takim kulturalnym, grzecznym wypowiedzeniem umowy. W tym momencie pan, od którego wynajmowałam lokal poprosił mnie na rozmowę i mówi: pani Alu. Ma pani rację, jest trudna sytuacja. Wszystko przemyślałem. Przeczytałem pismo, zobaczyłem, jak to wygląda. Może umówmy się, że będzie pani po prostu płaciła za ten lokal tyle, ile pani może. 

Ty już wysłałaś wtedy to pismo? 

Tak, to już było u niego na biurku. Sama byłam pogodzona z tym, że puszczam to. Nie walczę. Przestaję się tym stresować, przejmować. Mówię okej. Może tak ma być. Może ta walka jest niepotrzebna. 

Ta druga strona odpowiedziała, tylko takim przytulaniem całej sytuacji. Wyszła naprzeciw. 

Niesamowite. 

Mogłybyśmy pewnie o tym, pewnie, godzinami, ja wiem o tym! Chciałam jeszcze cię zapytać, bo między słowami wspomniałaś — mówisz, że dieta. Jaką dietę stosujesz? Czy jest jakaś specjalna dieta — raczej sposób odżywiania, który ci pomaga, który stosujesz podczas depresji? 

Tak. Mam wtedy trudno z jedzeniem, bo bardzo chce mi się czekolady i takich rzeczy, których wiem, że nie powinnam jeść, bo czuję się po nich źle. Mam dietę rozpisaną przez panią dietetyczkę i to jest dla mnie zbawienne, że mam rozpiskę. Nie muszę myśleć o tym, co mam jeść, tylko robimy z Krzyśkiem zakupy raz w tygodniu na cały tydzień i jemy według rozpiski. Czyli to jest coś, co jest dla nas przygotowane i ile posiłków, jakie porcje i tak dalej.

Sama jem wegetariańsko, czyli jem jajka, nie jem nabiału — lata temu wyłączyłam to z diety — dla mnie jest niedobry, mój żołądek tego nie lubi. Jem około 5 posiłków dziennie, 3 główne i 2 przekąski. Też jest to związane z tym, że po prostu jestem dosyć aktywna fizycznie. Praktykuję i podatek energetyczny jest większy. To też zależy od pory roku. Teraz więcej warzyw, więcej sezonowych owoców i tego, co jest dostępne. W zimę bardzo lubię napary imbirowe i takie rozgrzewające wszystkie rzeczy. Też wydaje mi się, że im bardziej czujemy się zaopiekowani w obszarze diety, tym też lepiej. Potem to się staje nawykiem i zaczynamy sami o to dbać. Też jest potrzebna pomoc, kierunek, żeby nas wesprzeć. 

Moja pani dietetyczka daje mi dużo więcej warzyw niż Krzyśkowi. Sama mam dwa dni albo jeden dzień warzywno-owocowych w tygodniu, po to, żeby więcej tych witamin wprowadzić do ciała. Pobudzić metabolizm, żeby trawienie było inne. Zależy to od pory roku i mamy te rozpiski też na różne pory roku i dopasowuje sobie to trochę, mam ogólny wzór. 

Teraz moje ciało samo chce sałatek. Sałatek, koktajli, owoców, rzeczy prosto z drzewa czy właśnie lżejszych potraw niż pizzy czy sera, czy jajecznicy. Też słucham tego, co ciało potrzebuje i po czym się lepiej czuje. Teraz to są koktajle albo picie ciepłej wody. Niezależnie od tego, jaka jest pora roku staram się pić przegotowaną wodę. Nalewam sobie jej do dzbanka i ona jest cały dzień. 

Regularność posiłków jest bardzo istotna. Staram się nie doprowadzać do tego, żeby być bardzo głodna, bo wtedy też zupełnie inaczej myślę i nie mam siły.

Orzechy też dobrze na mnie działają. Nie duże ilości, ale kilka orzechów dziennie, nawet jako jakąś przekąskę to orzechy też się super sprawdzają. Najprostsze rzeczy, które są dostępne ogólnie. To nie musi być super proszek nie wiadomo skąd. Może być sezonowa gruszka i garść malin, zalana ciepłą wodą i kilka listków pietruszki. Już mamy tani, zdrowy koktajl. Warto korzystać z tego, co mamy lokalnie.

Dokładnie, tak! Kompletnie się z tym zgadzam. Powiedz mi, wychodzenie z depresji. Jak ten moment, kiedy wychodzimy z depresji – odmawiając lekarstwa przypuśćmy. Też może być troszeczkę tak, że ludzie mogą się bać, przestać brać lekarstwa. Wiemy o tym, że to jest na pewno dawkowane, pod kontrolą lekarza więc… Wydaje mi się, że to duże znaczenie będzie miała joga, bo skoro wiesz, że dobrze się czujesz, czyli wychodzisz z tego, ale nadal jeszcze praktykujesz. Nie to, że kompletnie tylko cały czas jesteś w terapii, swojej własnej.

Tak, to jest też proces. Myślę, że nie warto się spieszyć tutaj i na siłę dążyć do tego wyzdrowienia, tylko sobie być w tym skłonie i obserwować, co się dzieje w czasie tego skłonu. Z lekami no to lekarz tutaj decyduje czy zmniejszamy dawkę, odstawiamy leki czy dołączamy kolejne. To wszystko to decyzja lekarza i też nie warto tego robić samodzielnie, bo można sobie po prostu zrobić krzywdę. Też myślę, że praktyka może się zmieniać. Jak będziemy się lepiej czuć, można włączyć więcej praktyki wzmacniającej. Takiej, która doda nam siły zamiast relaksów i odpoczywania. Można bardzo skomplikowane asany albo dłużej posiedzieć w medytacji. Opcji jest bardzo dużo, ale to też jest kwestia bardzo indywidualna. Też warto to skonsultować z psychoterapeutą, bo tak samo terapia się zmienia. Pewne rzeczy przepracowujemy i tak dalej.

Dużo osób mnie pytało, czy leki zmieniają świadomość. Czy stajemy się zupełnie inni? Sama mówię, że leki mi pomogą wrócić do siebie. Tak samo, jak joga. Czyli depresja to jest coś… To jest choroba, która przykrywa mnie. Od kilku miesięcy współtworzę taką fundację Melancholia z Joasią Porębą, Emilią Grabowską i Julią Wollner. Tam też rozmawiamy z różnymi osobami o tym, czym dla nich ta depresja jest, jak sobie z nią radzą i też dajemy namiary na różne ośrodki, które temu pomagają. Mamy też poczucie, że o tym się wciąż za mało mówi, a za dużo tego jest naokoło i ludzie nie wiedza, gdzie z tym iść. 

Myślenie, że wszystko jest bez sensu, nic dobrego mnie nie czeka, jestem beznadziejna, nie potrafię sobie poradzić a inni sobie radzą, to nie jesteśmy my. To nie jestem ja. To są myśli, które powoduje depresja. 

Nauczyłam się oddzielać tę chorobę od siebie i też w ostatni wywiadzie dla Fundacji Melancholia Agnieszka Bieńska powiedziała takie dla mnie bardzo ważne zdanie, że ona w terapii zrozumiała, że smutek jest okej, smutek jest jej częścią i po prostu emocją. A depresja to jest choroba. Coś, z czym trzeba iść do lekarza. Nie każdy smutek jest depresją i to, że czasami jesteśmy smutni jest w porządku, natomiast jeżeli tego jest za dużo i się nie poprawia, to wtedy po prostu warto iść do lekarza. 

Na koniec już trochę, podsumowanie, że też jak rozmawiałyśmy o emocjach — smutek jako emocję warto przytulić, warto się jej przyjrzeć, warto go sobie przeżyć, ale jeżeli nie widać światełka i wszystko się wydaje ciemne, to wtedy warto iść po pomoc.

Zalinkuje na pewno dla naszych słuchaczy twoje studio jogi. Jeżeli ktoś jest zainteresowany właśnie praktyką jogi, na pewno Alicja was poprowadzi. Szkoła Jogi Nieboskłon w Warszawie. Tez powiedziałaś Fundacja Melancholia. Tam też osoby mogą się zgłosić, jeżeli chciałyby jakąś poradę, inspirację…?

Tak. Tam też na pewno odpiszemy i podajemy namiary na całodobowe punkty pomocy na różne też inne fundacje, które działają, bo uważamy, że warto się wspierać, a nie konkurować. Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy to na pewno ją uzyska. Jeżeli nie bezpośrednio od nas, to na pewno pokierujemy gdzieś dalej, żeby nie zostawiać tej osoby samej. 

Też będą pojawiały się kolejne wywiady z różnymi osobami. I znanymi, i mniej znanymi, które przeżyły depresję, które sobie z nią poradziły, żeby pokazać, że to może dotknąć wszystkich i poznać różne strategie, żeby sobie z tym radzić. Też więc myślę, że to jest cenne — żeby szerzyć świadomość tego. Co to jest, jak to może wyglądać.

Wywiady są na stronie internetowej Melancholii?

Na razie na Facebooku. Są darmowe, można sobie przeczytać. Strona się buduje, także mam nadzieję, że wkrótce wszystko będzie wszystko w jednym miejscu. 

Dobrze, super! Na zakończenie. Dziękuję ci, Alicja! Mam nadzieję, że może kiedyś zrobimy coś wspólnego, połączymy też Jogę Kundalini. W Jodze Kundalini mamy też dużo praktyk, kriyi, pomagających w depresji. Także mam nadzieję, że coś nam się może razem wyklaruje. Dziękuję ci za to, że nam poświęciłaś czas, że nam opowiedziałaś. Bardzo dużo rzeczy mi się wyjaśniło — i mam nadzieję, naszym słuchaczom.

Dajcie znać w komentarzach, może macie jakiekolwiek pytania i mam nadzieję, że wrócimy kiedyś do jakiejś innej rozmowy z Alicją. Dziękuję ci bardzo! 

Dzięki! Dzięki za zaproszenie i też cieszę się, że mogłam o tym opowiedzieć i podzielić się tym doświadczeniem, właśnie jako joginki, bo też myślę, że warto jest odczarować ten nasz zawód. 

Dziękuję. Dziękuję jeszcze raz. Do zobaczenia!

Do zobaczenia!

Bądź w kontakcie z Aga Yoga

Zapisz się do newslettera

Pozostań ze mną w kontakcie, zapisz się do mojego newslettera
z inspirującymi artykułami o jodze i jogowym stylu życia.

.